Strona startowa Domowego Kocioa Strona startowa Ruchu wiato-ycie
  
     
  Strona główna    Aktualności    Rekolekcje    Założyciel    Formacja    List DK    Galeria    Dom na Jagiellońskiej  
  Diakonia    Linki    Wzajemna pomoc    Z życia Ruchu    W Kościele i świecie  
Założyciel
Modlitwa za wstawiennictwem Sługi Bożego
 
Postać założyciela
 
Serwis poświęcony Ks. Franciszkowi Blachnickiemu
 
Założyciel w aktualnościach
 
Założyciel w Listach DK
 
Siostra Jadwiga Skudro
 

List`96: wrzesie - grudzie 2004

„Diakonia w Ruchu”

[...] Zawsze zagraża Kościołowi niebezpieczeństwo wypaczenia służby, diakonii, w kierunku pojmowania jej jako władzy jednych nad drugimi. Już apostołom groziła ta pokusa, którą skarcił Chrystus, kiedy spierali się o to, kto z nich będzie większy, i kto jaki urząd będzie zajmował w przyszłym królestwie Chrystusa. To zagraża także następcom apostołów. W każdej epoce Kościół musi zmagać się z pokusą wypaczenia pojęcia władzy w kierunku pojmowania jej w znaczeniu świeckim. [...] Zawsze, kiedy Kościół podejmuje dzieło odnowy, to przede wszystkim odnawia pojęcie władzy w Kościele w sensie ewangelicznym i biblijnym, i sięga, jako do źródła odnowy, do słów Chrystusa: „Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu” (Mk 10, 45); „Kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym” (Mk 10, 43). [...]
Służba ma swe źródło w miłości, a nawet można powiedzieć, że słowo „służba” w Piśmie świętym jest synonimem słowa „miłość”. Bo jeżeli miłość jest dawaniem siebie, wzajemnym dawaniem siebie przez osoby, to taka miłość w czynie, w praktyce, musi się wyrażać w służbie, w spełnianiu woli drugiego człowieka, w szukaniu tego, co jest dla niego dobrem, czego on pragnie. Dlatego służba w znaczeniu biblijnym i nadprzyrodzonym jest miłością. Służba nie poniża człowieka, ale go wywyższa. Powiedziane jest, że służyć Bogu – to znaczy królować. Chrystus, który uniżył samego siebie, przyjąwszy postać sługi, został wywyższony ponad wszelkie stworzenie. Bo taka jest logika Bożego działania, jak to kilkakrotnie powiedział Chrystus w Ewangelii: „Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony” (Mt 23, 12). [...] Jeżeli w ten sposób popatrzymy na diakonię jako na misterium Boga wcielonego, na misterium Bożej miłości, to służba musi nas zobowiązywać, musi być odebrana przez nas jako wezwanie do wzajemnej służby. Musimy pojąć swoje życie jako diakonię, jako służbę dla budowania wspólnoty Kościoła. Ostatecznie nasze życie dopiero wtedy będzie miało pełny sens i pełną wartość, kiedy zrozumiemy, że musi ono stać się diakonią, służbą, dla wypełnienia odwiecznego planu Ojca, dla budowania od wieków przez Boga zamierzonej wspólnoty ludzi z Bogiem i między sobą. To jedyna sprawa, dla której warto żyć, i której trzeba służyć! Każdy z nas od chwili chrztu świętego przeznaczony jest również do diakonii. Wszczepienie w Chrystusa przez chrzest jest wszczepieniem w Jego postawy, a istotną Jego postawą jest postawa służby wobec Ojca i wobec wspólnoty ludu Bożego. Dlatego z powołania chrztu świętego wyrasta powołanie do diakonii.
Nie wszyscy są powołani do diakonii sakramentalnej, wyrażającej się w ministerialnym, służebnym kapłaństwie w Kościele. Nasze powszechne kapłaństwo jest również wezwaniem do służby. Ta służba wiąże się z pojęciem charyzmatu. Bo „charyzmat” w języku biblijnym, w tradycji Kościoła pierwszych wieków – jest to dar otrzymany przez każdego z członków Kościoła, przez każdego z ochrzczonych po to, by mógł służyć budowaniu wspólnoty. Charyzmat to dar dany nie tyle dla osobistego uświęcenia, co dar dany dla wspólnoty. Nikt z nas nie jest pozbawiony charyzmatów. Sobór Watykański II przypomniał nam zapomnianą naukę o charyzmatach i powiedział, że obok charyzmatów wielkich, niezwykłych, takich jak czynienie cudów, proroctwa i inne, są zwykłe, mniejsze charyzmaty, których nikt z ochrzczonych nie jest pozbawiony. Każdy ma jakąś szczególną cechę charakteru, jakieś uzdolnienie, jakiś dar, którym może służyć budowaniu jedności wspólnoty. Każdy z nas musi odkryć swój charyzmat i musi go aktualizować w konkretnej, lokalnej wspólnocie. Charyzmat nie może pozostać martwy. Nie można zakopać w ziemi otrzymanego talentu, ale trzeba nim pracować dla wzrostu, dla budowania Ciała Chrystusowego. Takie jest radosne powołanie każdego z nas. Każdy z nas ma inny charyzmat i nikt nie ma tylu charyzmatów, aby samemu być wszystkim w jakiejś wspólnocie. Jeżeli ten, kto odpowiada za wspólnotę, kto został ustanowiony, by jej przewodniczyć, uważa, że na tym polega jego urząd, żeby być wszystkim i wszystko samemu czynić, to jest to wielkie nieporozumienie. [...]
Jeżeli naprawdę odkryjemy swoje miejsce w Kościele, wtedy zupełnie innego wymiaru, innej głębi nabierze całe nasze życie i wiele będzie w naszym życiu radości, wynikającej z przekonania o wartości, o sensie naszych wysiłków. Nieraz nas gnębi to, że nie widzimy własnego miejsca, nie pojmujemy swojej roli, czujemy się niepotrzebni. Tymczasem we wspólnocie Kościoła nie ma komórek niepotrzebnych. Wszyscy jesteśmy potrzebni, aby objawić światu pełnię, całe bogactwo Bożego planu zbawienia, pełne bogactwo i wspaniałe piękno Kościoła. Ono może się objawić nie przez jednostkę, choćby najzdolniejszą, ale tylko przez wielość darów aktualizowanych we wspólnocie braterskiej. Starajmy się więc wspólnym wysiłkiem o to, żeby, gdziekolwiek jesteśmy, Kościół stawał się dzięki naszej posłudze wspólnotą służb i charyzmatów, objawiającą światu bogactwo Bożego działania, działania Chrystusa i Jego Ducha.

ks. Franciszek Blachnicki
„Teksty przygotowujące do udziału w Kongregacji Odpowiedzialnych RŚ-Ż
oraz do spotkania w grupach”, Częstochowa, 27 II – 1 III 2004 r., s. 3-5.



© 2001-2013 Centralna Diakonia DK