Strona startowa Domowego Kocioa Strona startowa Ruchu wiato-ycie
  
     
  Strona główna    Aktualności    Rekolekcje    Założyciel    Formacja    List DK    Galeria    Dom na Jagiellońskiej  
  Diakonia    Linki    Wzajemna pomoc    Z życia Ruchu    W Kościele i świecie  
Założyciel
Modlitwa za wstawiennictwem Sługi Bożego
 
Postać założyciela
 
Serwis poświęcony Ks. Franciszkowi Blachnickiemu
 
Założyciel w aktualnościach
 
Założyciel w Listach DK
 
Siostra Jadwiga Skudro
 

List`94: stycze - kwiecie 2004

Konspekt spotkania - Świadectwo

Wiara staje się świadectwem
[...] Aby nawiązać do spraw najbardziej znanych, możemy te dwa określenia: wiara i świadectwo, powiązać z inną parą pojęć: światło i życie. W gruncie rzeczy bowiem stosunek do siebie tych dwóch pojęć: wiara i świadectwo, odpowiada temu stosunkowi, jaki zachodzi między pojęciami: światło-życie.
Odpowiednikiem światła jest wiara. Wiara, o ile staje się życiem, staje się świadectwem. Światło-wiara – życie-świadectwo. Dzięki wierze poznajemy nową rzeczywistość. To poznanie zawsze jest dla nas światłem. Światło wyraża obrazowo to, co dokonuje się w nas przez poznanie. Otóż wiara jest takim światłem i takim poznaniem, które domaga się wcielenia w życie. Uwierzyć, to znaczy zacząć żyć tą rzeczywistością, którą ukazuje wiara. Życie inspirowane przez wiarę, rodzące się z wiary – staje się świadectwem wiary. Jak podkreślamy nierozłączną jedność pojęć światło-życie, tak musimy podkreślać – mocniej podkreślać – tę nierozdzielną jedność pomiędzy wiarą a świadectwem. Wiara, która nie jest świadectwem, to wiara martwa i nie wiadomo, czy w ogóle można ją nazwać wiarą. Wiara z natury swej domaga się świadectwa jako swego dopełnienia, bo świadectwo jest przede wszystkim świadectwem tego, że sama wiara jest czymś żywym i prawdziwym. Chcemy głębiej uświadomić sobie tę zależność i wyciągnąć z tego praktyczne konsekwencje dla naszego życia we wspólnocie oraz dla naszego indywidualnego życia na drodze powołania.
Podkreślenie tego istotnego i koniecznego związku, zachodzącego pomiędzy wiarą a świadectwem, jest równocześnie jakimś nakazem chwili, bo rozluźnienie tego związku stanowi jedno ze źródeł kryzysu chrześcijaństwa w świecie współczesnym. Nie podkreślaliśmy w Kościele dostatecznie silnie tego powiązania między wiarą i świadectwem, dlatego sama wiara stała się jakaś anemiczna, słaba, a taka wiara w końcu zanika, zamiera. Trzeba wiec zrozumieć, że wiara i świadectwo muszą być pojmowane jako jedna nierozdzielna całość. Nasz znak FOZ-ZOE w gruncie rzeczy właśnie to ma wyrazić. [...]. Istotą wiary jest wybranie Boga, który objawia się nam w Jezusie Chrystusie i daje nam siebie przez Niego, jako najwyższej, naczelnej wartości naszego życia. Takie przyjęcie Chrystusa jako wartości musi prowadzić do przewartościowania wszystkiego w naszym życiu; musi się ono wyrazić w przyjęciu jakiejś konkretnej hierarchii wartości, w określonym sposobie wybierania wartości w różnych sytuacjach codziennych. Wtedy nasze życie staje się nieustannym świadectwem, jakie dajemy Chrystusowi, który stał się dla nas wszystkim, który stał się dla nas naczelną, najwyższą wartością. W ten sposób ukazana jest wiara w Ewangelii. Chrystus stawia wymagania wiary zawsze na tej płaszczyźnie. Uwierzyć w Chrystusa, znaczy pójść za Nim – w tej czy w innej formie. W Ewangelii jak gdyby zamiennie są używane wezwania: „Czy wierzysz?”, „Pójdź za mną!”, „Kto chce iść za Mną, musi być gotowy sprzedać wszystko, co ma, musi być gotowy do opuszczenia tego, co dotychczas było dla niego wartością najwyższą”. Dlatego: „kto miłuje ojca lub matkę, lub cokolwiek więcej niż Mnie, nie jest Mnie godzien”.
Jeśli wiarę będziemy pojmowali tak, jak ją ukazuje Ewangelia, to uwierzyć będzie dla nas czymś równoznacznym z tym, co wyraża określenie: dawać świadectwo. Uwierzyć to znaczy przyjąć to, co Bóg nam przez Chrystusa objawia i ofiaruje jako najwyższą wartość. Jeśli uwierzymy, to wtedy całe nasze życie musi się stać świadectwem. Jednakże zgodnie ze strukturą naszych władz duchowych, ze strukturą naszego istnienia osobowego, to świadectwo będzie zawsze miało wymiar czy aspekt podwójny. Odpowiednikiem przyjęcia wiary jako światła, czyli najpierw jako wydarzenia w dziedzinie poznawczej, będzie uzewnętrznienie tego, co przyjęliśmy, przez świadectwo słowa, w którym mówimy o tym, w co uwierzyliśmy. „Uwierzyłem, dlatego przemówiłem” (2 Kor 4, 13). To świadectwo musi jednak być zawsze powiązane – znowu nierozerwalnie – ze świadectwem życia albo z życiem, które dlatego, że jest inspirowane przez wiarę, staje się świadectwem. „Uwierzyłem”, to znaczy dokonałem wyboru wartości, i – jeżeli jest to czymś autentycznym – musi się to wyrazić na zewnątrz w moim życiu. Moje życie zaś może być scharakteryzowane według tego, jakie w nim dominują wartości, jakiego wyboru wartości dokonuję – to bowiem charakteryzuje człowieka w jego życiu. Jeżeli dokonuję wyboru wartości w oparciu o wiarę, to wtedy samo to wybieranie w różnych sytuacjach staje się świadectwem.
Te dwie formy świadectwa muszą być ze sobą powiązane, muszą być nierozdzielne – tylko wtedy świadectwo będzie pełne. Świadectwo słowa bez świadectwa życia jest świadectwem pustym, niewiarygodnym. Z kolei świadectwo życia bez świadectwa słowa też nie jest świadectwem pełnym, bo świadectwo musi prowadzić do Chrystusa. Jeżeli moje zachowanie jest takie, że ludzie widzą, iż kieruję się innymi motywami, inną hierarchią wartości, to może ono być dla nich jakimś zaskoczeniem, które wywoła pytanie: „dlaczego ty tak postępujesz, co cię ostatecznie do tego skłoniło?” I wtedy muszę powiedzieć, że postępuję tak, bo spotkałem Chrystusa; właśnie przyjęcie Chrystusa doprowadziło do takiej zmiany w moim patrzeniu na życie, na wartości, że muszę właśnie tak wybierać i właśnie tak postępować. Wtedy świadectwo życia jest dopełnione świadectwem słowa, które może doprowadzić ludzi wprost do Chrystusa, do przyjęcia Jego i danego przez Niego zbawienia.

Nieść świadectwo pokoju
[...] Nosimy w sobie różnego rodzaju niepokoje. Wynikają one stąd, że czujemy się w jakiś sposób zagrożeni, że mamy różne ambicje, które mają swoje źródło w nas, i których nie możemy zaspokoić. Jeżeli nawet je zaspokoimy, to nie przynosi to nam prawdziwego pokoju. W zetknięciu się z Chrystusem w Eucharystii musi się dokonać w nas to, co dokonało się w Symeonie, kiedy mógł powiedzieć: „Pozwól odejść słudze Twemu w pokoju”. Jeśli znaleźliśmy Chrystusa, jeśli naprawdę uwierzyliśmy w to, że Bóg przyszedł w Chrystusie po to, aby nas zbawić, to już nie możemy czuć się zagrożeni. Wtedy wszelkie lęki i niepokoje wynikające z poczucia zagrożenia muszą zniknąć. Jeżeli bowiem trwają one w nas nadal jako reakcja naszej natury na świadomość zagrożenia, to znaczy, że nie przyjęliśmy naprawdę Chrystusa jako naszego Zbawiciela, że jeszcze naprawdę nie uwierzyliśmy. Bo jeśli uwierzyliśmy naprawdę, to nie ma już dla nas żadnego zagrożenia: „Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?”
Nasz wiara musi wyrazić się w tym, że mamy pokój i umiemy go innym ukazać, innych uspokoić naszym pokojem. To będzie świadectwo, kiedy potrafimy wejść w życie i pójść do ludzi, którzy przeżywają stany zagrożenia, lęki i niepokoje, i zaświadczyć, że to wszystko pochodzi ostatecznie stąd, że naprawdę nie uwierzyli w Chrystusa, że nadaremnie uczestniczyli w codziennej czy coniedzielnej Eucharystii. Jeżeli spotkamy Chrystusa tak, jak Go spotkał Symeon, to również w nas musi nastąpić pokój – mimo świadomości, że nie spełniają się nasze plany czy ambicje i pragnienia, które rodzą się w nas. Wtedy nie będziemy się martwili, że to czy tamto się nie udało, że to czy owo nie zostało wypełnione. W obliczu Chrystusa uświadomimy sobie, że wszystkie pragnienia, jeśli nie są skierowane do Niego, są pomyłką i nieudanie się ich nie jest żadnym nieszczęściem.
[...] Dla chrześcijanina każdy dzień zawiera w sobie szansę wypełnienia, każdy dzień jest spotkaniem z Chrystusem, który przynosi nam pokój, i który dopełnia wszystkiego, czego nie zdołaliśmy sami dokonać w danym dniu. W ten sposób nasze życie będzie życiem w pokoju, a pokój jest jednym z istotnych elementów naszego świadectwa. Naszym świadectwem jest właśnie niesienie światu pokoju, pokazanie światu, że ten pokój może być znaleziony w Chrystusie, i że my go znaleźliśmy. Przez takie świadectwo możemy innych pociągnąć do Chrystusa.

Świadectwo wyrasta z mocy
[...] W miarę jak nabieramy mocy w życiu według słowa Bożego, nasze świadectwo powinno być owocniejsze, bo świadectwo wyrasta z mocy. Świadectwo nie wyrasta z poznania prawdy. Poznawszy prawdę możemy nauczać, ale to nie jest to samo, co dawanie świadectwa. Świadectwo powstaje wtedy, kiedy światło staje się w nas życiem, czyli mocą, a więc tym, co kieruje naszym życiem, naszym postępowaniem i działaniem. Pytamy, czy w ten sposób przyjęliśmy światło wiarą, że wiara stała się w nas mocą, a moc zrodziła w naszym życiu świadectwo? Prorokini Anna przez kilkadziesiąt lat służyła Bogu w świątyni w postach i modlitwach, ale jej życie stało się świadectwem dopiero wtedy, kiedy w nowy sposób spotkała Chrystusa, przyniesionego do świątyni. Wówczas sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy. Oczekujmy takiego spotkania z Chrystusem, aby ono wyzwoliło w nas moc, abyśmy mogli mówić o Nim wszystkim, którzy oczekują swojego wyzwolenia. [...].
Przyglądając się faktom przedstawionym w Piśmie św., zwłaszcza w Dziejach Apostolskich i w listach apostolskich, widzimy, że dawanie świadectwa jest uwarunkowane otrzymaniem mocy Ducha Świętego. [...] Apostołowie byli świadkami życia Chrystusa, poznali Jego naukę, widzieli Jego dzieła, byli świadkami Jego męki i Jego zmartwychwstania, ale to jeszcze nie wystarczyło do tego, żeby mogli dawać świadectwo. Później przyjdzie chrzest Duchem Świętym, później otrzymają moc i dopiero wtedy będą zdolni dawać świadectwo. Duch Święty, kiedy zstąpi, nie przyniesie treści tego świadectwa. O czym mają dawać świadectwo dobrze wiedzą, bo byli od początku z Chrystusem i to, co słyszeli od Niego i co widzieli – to wszystko ma być treścią świadectwa. W mowie pożegnalnej Chrystus wyraźnie powiedział, że kiedy przyjdzie Duch Święty, przypomni to wszystko, czego On nauczał; Duch Święty przyniesie moc: „otrzymacie Jego moc i będziecie Moimi świadkami”. Dopiero, kiedy nastąpiło wypełnienie obietnicy Zesłania Ducha Świętego „wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch Święty pozwalał mówić” (Dz 2, 4), a kiedy ludzie się zbiegli, „stanął Piotr z Jedenastoma i przemówił do nich donośnym głosem” (Dz 2, 14). Dopiero teraz Apostołowie z mocą dają świadectwo. Całe Dzieje Apostolskie opisują, jak się dokonywało to dawanie świadectwa w mocy Ducha Świętego. Są one właściwie księgą o świadectwie, które zaczęli dawać Apostołowie, zgodnie z nakazem Chrystusa: „będziecie Mi świadkami w Jerozolimie, w Judei i w Samarii, i aż po krańce ziemi”. [...].

ks. Franciszek Blachnicki
„Wiara i świadectwo”, Światło-Życie, Lublin 1997, s. 7-10; 14-15; 24; 27-29.



© 2001-2013 Centralna Diakonia DK