Strona startowa Domowego Kocioa Strona startowa Ruchu wiato-ycie
  
     
  Strona główna    Aktualności    Rekolekcje    Założyciel    Formacja    List DK    Galeria    Dom na Jagiellońskiej  
  Diakonia    Linki    Wzajemna pomoc    Z życia Ruchu    W Kościele i świecie  
List DK
Powrt do listy
Listw DK
 
Artykuy:
List`99: I-II 2006
  •    Ks. Jan Mikulski

  • Słowo Moderatora Krajowego   Ks. Jan Mikulski

  • Słowo od redakcji   Agnieszka i Tomasz Talaga, Łódź

  • Zachcianka, czy natchnienie?   Siostra Jadwiga Skudro

  • Poddanie się woli Bożej   Ks. Jan Mikulski

  • Konspekty spotkań miesięcznych kręgu po formacji podstawowej   Anna i Jacek Nowakowie

  • Postawa wdzięczności wobec Boga i ludzi  

  • Eucharystia szkołą życia według woli Bożej  

  • Miłość wymaga cierpienia i krzyża  

  • Z komentarza do „Zasad Domowego Kościoła”   Anna i Jacek Nowakowie

  • Eucharystia w centrum naszego życia   o. Fio Mascarenhas SJ, Bombaj, Indie

  • VI Zjazd Gnieźnieński   Elżbieta i Witold Kowalczykowie, Lublin

  • Odwaga   Ks. Dariusz Larus

  • Służba to nasze "być albo nie być" - Podsumowanie roku pracy DK   Beata i Tomasz Strużanowscy, Toruń

  • Podsumowanie pracy rocznej   Elżbieta Kozyra, Maria Różyczka, Krościenko

  • Relacje z życia Domowego Kościoła  

  • Wspomnienia z letnich rekolekcji   Bożena i Dariusz (Jacek) Drewnowscy, Archidiecezja białostocka

  • Bóg czekał na nas w tym właśnie miejscu   Agnieszka Grudzińska

  • Świadectwo z rekolekcji III stopnia w Krakowie   Anna i Tomasz z Dzierżoniowa

  • Dziękując za życie...   Maria i Marek Zalfresso-Jundziłło

  • Rekolekcje tematyczne "Dialog małżeński"   Iwona i Grzegorz Kowal, Archidiecezja katowicka

  • Drużyna piłkarska   Dorota i Wiktor Gackowscy, Diecezja łowicka

  • Duchowość małżeńska, a wychowanie dzieci   Anna i Stefan z Dzierżoniowa

  • U Ojca na kolanach   Urszula

  • Eucharystia szczytem i źródłem naszego życia   Zosia i Szczepan Muszalowie, diakonia słowa Diecezji bielsko-żywieckiej

  • List`99: stycze - luty 2006

    Eucharystia w centrum naszego życia

    O. Fio Mascarenhas jest jezuitą mieszkającym w Bombaju, w Indiach. Od początku towarzyszył narodzinom Odnowy Charyzmatycznej, która od końca lat sześćdziesiątych minionego stulecia rozwijała się dynamicznie w wielu miejscach na świecie. Za pontyfikatu Jana Pawła II o. Fio spotykał się z papieżem ponad dwudziestokrotnie i obserwował stale jego rosnące zainteresowanie i aprobatę dla ruchu.
    Podczas wywiadu z o.Fio okazało się w sposób dla nas nieoczekiwany, że znał się on dość dobrze z Ojcem Franciszkiem Blachnickim. Ojciec Franciszek jak wiadomo poszukiwał nowych inspiracji dla tworzącego się Ruchu Świałto-Życie. Chciał także porównać swoje odkrycia z doświadczeniami liderów innych ruchów na świecie. I tak, podczas jednego z kongresów pojawił się o.Fio, którego ksiądz Franciszek zaprosił do Krościenka.
    Oto krótka wypowiedź jezuity uzyskana specjalnie dla naszych czytelników:
    W 1981r. zostałem zaproszony do Polski przez księdza Blachnickiego, przyjechałem do Krościenka, spotkałem tam wielu młodych ludzi, dowiedziałem się jak Ruch Światło-Życie przyciąga młodych na nowo do Chrystusa. I zobaczyłem, że Ruch ten jest bardzo podobny do Odnowy Charyzmatycznej. Być może we wspólnocie tej nie używano darów charyzmatycznych w taki sposób jak w Odnowie, ale w swej inspiracji, lojalności wobec Kościoła, w bardzo świeżym sposobie odkrywania Ewangelii i żywym przekazywaniu jej młodym, było wiele podobieństw. Było to dla mnie bardzo radosne doświadczenie, miałem tam kilka katechez, podobnie i w Lublinie.
    W dniach 7-9 października 2005 roku o. Fio był gościem specjalnym VIII Forum Charyzmatycznego w Łodzi. Forum takie organizowane jest regularnie co 2 lata przez wspólnotę Odnowy w Duchu Świętym przy parafii oo. Jezuitów w Łodzi. Podczas Forum gość wygłosił kilka katechez oraz prowadził modlitwę podczas uroczystej mszy świętej w intencji o uzdrowienie.
    Poniżej przytaczamy w całości katechezę o Eucharystii. Wybór autora, katechezy i jej tematu nie jest przypadkowy. O. Fio w prostych, lecz niezwykle trafnych i sugestywnych słowach pokazuje istotę Eucharystii i przekonuje, że warto uczynić ją centrum naszego życia. Dlatego uznaliśmy ją za bardzo dobry komentarz do naszych rozważań formacyjnych o Eucharystii.

    Redakcja



    Zebraliśmy się, aby porozmawiać o cudownym temacie. Myślę, że Eucharystia jest ulubionym pomysłem Jezusa. Wiemy, że przez trzy lata swojego nauczania wcześnie rano Jezus wychodził na modlitwę. Tak samo późną nocą znajdowano Go zatopionego w modlitwie. Uczniowie byli zmęczeni, Jezus na pewno też był zmęczony, lecz zawsze znajdował czas, by spędzić go na modlitwie. Zadałem sobie kiedyś pytanie, o co On się tak modlił? Myślę, że jedna z intencji mogła brzmieć tak: "Tato, pokaż mi taki sposób, żebym po odejściu do Ciebie nadal mógł być pośród swojego ludu. Ponieważ po śmierci, po zmartwychwstaniu, po tym jak wstąpię do nieba, chcę nadal być z moim ludem. Pokaż mi, jak to zrobić? Proszę Cię, podaj mi taki sposób, żeby moja śmierć i zmartwychwstanie były takie namacalne, bardzo realne, by stały się udziałem o. Fio w Bombaju i ludzi zgromadzonych w Łodzi dwa tysiące lat później."
    Nie żyliśmy w czasach, gdy ukrzyżowano Jezusa na Kalwarii. Dla nas byłby to tylko fakt historyczny i musielibyśmy zapamiętać, że dwa tysiące lat temu Jezus na Kalwarii zmarł na krzyżu. Jezus nie chciał, aby pozostało to tylko pustym faktem historycznym. Pragnął, by jego śmierć i zmartwychwstanie stały się udziałem, aby były darem dla wszystkich ludzi, dla wszystkich pokoleń, które przyjdą. Więc każdego dnia czy to późno w nocy, czy wcześnie rano modlił się: "ukaż mi sposób, jak to zrobić?". Któregoś dnia, Duch Święty objawił Jezusowi wspaniały pomysł. Oto co Duch Święty objawił Chrystusowi: Jeśli pragniesz zostać ze swoim ludem przez wszystkie wieki - ustanów Eucharystię. Jeśli chcesz uobecniać dla ludzi, którzy będą żyli tysiące lat później swoją śmierć i zmartwychwstanie, zrób to za pomocą Eucharystii. Dlatego Jezus wypełniony był radością podczas ostatniej wieczerzy ze swoimi uczniami, gdy mówił "czyńcie to na moją pamiątkę", ponieważ wiedział, że dzięki działaniu Ducha Świętego ta ostatnia wieczerza stanie się cudownym, najważniejszym sakramentem w życiu Kościoła.
    Musimy się więc nauczyć doceniać Mszę św. patrząc na nią oczami wiary. Dla wielu grup protestanckich Eucharystia nie jest sakramentem, jest to tylko wspólnotowy posiłek, sposób w jaki ludzie zbierają się by wspominać Jezusa, sposób w jaki ludzie zbierają się by świętować wspólnotę jedności. Ale dla nas, objętych tradycją katolicką, Eucharystia jest czymś o wiele więcej niż tylko wspólnotowym posiłkiem. Dla nas Eucharystia jest tym, czym było przeżycie dwóch uczniów idących do Emaus po ukrzyżowaniu Chrystusa. Ci dwaj uczniowie byli załamani, zniechęceni, bardzo smutni, wydawało im się, że wszystkie nadzieje, które złożyli w Jezusie Chrystusie, rozpadły się w momencie ukrzyżowania. Wtedy, na drodze, przyłączył się do nich Jezus, chociaż z początku nie poznali Go. Jezus, dołączywszy do nich, tam w drodze do Emaus rozpoczyna niejako mszę, rozpoczyna od ołtarza słowa, przechodząc potem do stołu łamania chleba. Pod koniec obu tych posług otwierają się oczy uczniów. Zaczynają widzieć, rozpoznają Chrystusa, ich serca zapałały radością i odwagą na słowa które z nimi dzielił. Zostali przemienieni: z zamkniętych w sobie, zalęknionych stali się odważnymi apostołami, gotowymi do wyjścia do innych. Dla nas, katolików, Eucharystia jest miejscem gdzie spotykamy Jezusa Chrystusa. Jest to uprzywilejowane miejsce spotkania z naszym Zmartwychwstałym Panem. Nie przychodzimy na Eucharystię dla wspólnotowego spotkania, posiłku, ale przychodzimy by prawdziwie spotkać Zmartwychwstałego Pana. Nie tylko naszego Pana tu spotykamy, ale w nowy sposób wkraczamy w Jego śmierć i Zmartwychwstanie. Tak więc, Eucharystia uobecnia dla nas dwie rzeczy: sam Zbawca staje się dla nas obecny, a także wydarzenie zbawcze jakim była Jego śmierć i Zmartwychwstanie jest dla uobecniane.
    Wobec tego Eucharystia jest dla nas takim "wehikułem czasu". Pisarze science fiction piszą czasami o takich wehikułach czasu, które mogą poruszać się w różnych strefach czasowych i przenieść nas do przyszłości lub przeszłości. Wchodzisz sobie do takiego małego kiosku, przekręcasz pokrętło na datę, w którą chcesz wkroczyć. Na przykład ustawiasz sobie datę na pierwszą wizytę Jana Pawła II do Polski przed rozkwitem "Solidarności". Jesteś więc obecny na Placu Zwycięstwa w Warszawie. Wchodząc do wehikułu czasu, możesz sobie wybrać dowolną datę, nacisnąć guzik, zaczyna się hałas, otwierasz drzwi, patrzysz i mówisz: Panie, jestem na Placu Zwycięstwa w Warszawie! Na przeciwko ciebie Jan Paweł II, który woła z całych sił. I widzisz miliony ludzi, których umacniają słowa papieża. Msza święta jest takim "duchowym wehikułem czasu". Ponieważ podejmujemy decyzję, że chcemy być obecni w tym momencie kiedy Jezus oddaje swoje życie na krzyżu. Przystępujemy do sakramentu jakby duchowo naciskając ten guzik. Wielki Boże, jesteśmy w tej scenie, to nie tylko wyobrażenia, ale to naprawdę Pan, który daje nam swoje ciało i który daje nam swoją krew. Także podczas komunii świętej nie otrzymujemy martwego ciała Jezusa Chrystusa, lecz bierzemy udział w zmartwychwstaniu naszego Pana i to właśnie zmartwychwstałego otrzymujemy w komunii. Tak więc stajemy się uczestnikami śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa podobnie jak pierwsi chrześcijanie.
    Istnieje greckie słowo, używane również w łacinie - "anamneza"- które oznacza, że można być obecnym w momencie śmierci Jezusa Chrystusa w mocy Ducha Świętego i przez wiarę. Jest to więc coś zupełnie innego niż przypominanie sobie, że II wojna światowa skończyła się w tym i tym dniu. Nie jesteśmy w stanie stanąć w jakimś fakcie historycznym z przeszłości. Podczas Eucharystii możemy jednak wkroczyć w tę rzeczywistość historyczną i duchową, która miała miejsce na Kalwarii.
    Eucharystia jest uprzywilejowanym miejscem, w którym spotykamy się z Jezusem Chrystusem i uobecniana jest dla nas jego śmierć i zmartwychwstanie. Rezultatem tego spotkania jest przemiana naszego życia. Co otrzymujemy, gdy bierzemy udział w śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa? Zbawienie. Przebaczenie naszych grzechów. Moc Ducha Świętego. W nowy sposób te łaski, które otrzymaliśmy podczas sakramentu chrztu i bierzmowania, zostają w nas odnowione. Tak więc Eucharystia jest uznawana za jeden z trzech najważniejszych sakramentów inicjacji chrześcijańskiej. Po czasie inicjacji Eucharystia staje się dla nas nieustająco bijącym źródłem życia chrześcijańskiego. Spójrzmy na tekst 2 Kor 3, 17-18
    "Pan zaś jest Duchem, a gdzie jest Duch Pański - tam wolność. My wszyscy z odsłoniętą twarzą wpatrujemy się w jasność Pańską jakby w zwierciadle; za sprawą Ducha Pańskiego, coraz bardziej jaśniejąc, upodabniamy się do Jego obrazu."
    Św. Paweł mówi nam, że Duch Święty przemienia nas na podobieństwo Jezusa. Gdzież indziej mielibyśmy przemieniać się na podobieństwo Chrystusa, jeśli nie podczas Eucharystii? Święty Paweł mówi, że coraz bardziej i bardziej jesteśmy za sprawą Ducha Pańskiego upodabniani do Jezusa. Przez każdy kolejny udział w Eucharystii, coraz bardziej, krok po kroku upodabniamy się do Chrystusa. Co to znaczy upodabniać się do Jezusa Chrystusa? Bardziej stawać się dzieckiem Bożym. Stawać się coraz bardziej człowiekiem dla innych. Oznacza to także stawanie się coraz bardziej głosicielem Dobrej Nowiny dla świata. To także większa gotowość ofiarowania swojego cierpienia w jedności z Jezusem Chrystusem. Ofiarowania swojego cierpienia dla wzmocnienia Kościoła. Myślę, że świat tego nigdy nie zrozumie. Dla świata szczęście oznacza przyjmowanie przyjemności. Chrześcijanin potrafi być szczęśliwy nawet, kiedy cierpi. Ponieważ cierpienie zostało przemienione w błogosławieństwo. Gdy cierpimy zjednoczeni z Chrystusem pomagamy Kościołowi wzrastać w mocy.
    Chciałbym wam teraz zadać pytanie: co to za cierpienie, do którego jesteśmy wszyscy powołani, nie tylko chorzy? Co to za cierpienie ludzi z "pierwszego świata", którzy prowadzą życie na wysokim poziomie ekonomicznym, którzy wszystko mają, tak samo jak i ci, którzy żyją w "trzecim świecie" , mają bardzo mało żywności i biedują? Każda istota ludzka jest powołana do cierpienia w pewien specyficzny sposób. Jak? To właśnie do tego cierpienia Eucharystia daje nam moc. Czy ktoś chciałby teraz wstać i powiedzieć, co to za cierpienie, do którego jest powołany cały świat? (słychać głosy z sali: "brak miłości", "głód duchowy" ). Nazywacie problemy tego świata, a ja pytam do jakiego cierpienia jest powołany każdy z nas? "Żebym niósł Jego krzyż" - to dobra odpowiedź. Chcę się więc dowiedzieć, co to za krzyż? "Śmierć" - ale czyja śmierć? Dotarliśmy do sedna odpowiedzi. Jezus mówi: "Jeśli ziarno wpadłwszy w ziemię najpierw nie obumrze, nie wyda owocu". To dotyczy każdego chrześcijanina. Jeżeli nie umrzemy dla samego siebie, dla swojego "ja", dla swoich "izmów", będziemy bezużyteczni dla Królestwa Bożego. Jedynym sposobem, by stać się jak Jezus, który niesie krzyż, jest ogołocenie samego siebie tak jak On. Ogołocenie siebie z egoizmu. Jeżeli obumrzemy dla naszego egoizmu to jakie ziarno wzrośnie? Miłość, oddanie siebie, służba. Jeśli coraz więcej chrześcijan będzie tak czyniło podczas udziału w Eucharystii, to problem braku miłości w świecie zniknie. Jeżeli coraz więcej z nas będzie się uczyło umierać wobec samego siebie tak jak Jezus podczas swojej śmierci i zmartwychwstania to zbawienie, które jest nam wysłużone przez śmierć i zmartwychwstanie Jezusa będzie się rozprzestrzeniało po całym świecie.
    Pozwólcie, że spojrzymy na to z innego punktu widzenia. Z czego składał się krzyż Chrystusa? Co ten krzyż oznaczał dla Jezusa? Co Jezus musiał znosić? "Ból" - to jedna z odpowiedzi. Ból wynikający z faktu, że tak wiele razy był bity. Ból pochodzący z rozoranego koroną cierniową czoła. Ból spowodowany przebiciem dłoni, stóp i boku. A więc jednym z ważniejszych elementów krzyża Chrystusa był rzeczywiście ból. Co jeszcze? "Osamotnienie" Był to więc nie tylko ból fizyczny, ale także psychiczny. "Zdrada" Cały czas mówimy o bólu: duchowym, psychicznym i fizycznym. "Grzech" Grzechy tego świata były również bardzo ważnym elementem tego krzyża, który znosił Jezus. Był to jednak pewnego rodzaju efekt końcowy. Lub bardziej ostateczna przyczyna krzyża Chrystusowego. Ponieważ nie mamy zbyt wiele czasu, powiem wam, co jeszcze jest tym bardzo ważnym elementem krzyża Chrystusa. Jednym z elementów był ból duchowy, emocjonalny, psychiczny i fizyczny. Innym było upokorzenie, poniżenie, wstyd, wszystko to, co okrada cię z godności jako osoby ludzkiej. Wszystko to, co pozbawia cię godności rozumiemy jako upokorzenie. Było to jeszcze gorsze niż ból, którego Jezus doświadczał. Zadam wam pytanie i jestem przekonany, że od razu udzielicie właściwej odpowiedzi. Co jest łatwiejsze dla was, żeby znosić: ból głowy czy oszczerstwo? Oczywiście, że ból głowy! Dlatego, że ból głowy nie pozbawia cię twojej godności, podczas gdy oszczerstwo pozbawia cię tego, co jest ci należne jako dziecku Bożemu. Prawo, które zostało ci dane przez samego Boga. Dla Jezusa tym najcięższym elementem krzyża nie był sam ból, ale właśnie upokorzenie.
    Św. Paweł bardzo dobrze to nazywa w Flp 2,5-11:
    "To dążenie niech was ożywia; ono też było w Chrystusie Jezusie.
    On, istniejąc w postaci Bożej,
    nie skorzystał ze sposobności,
    aby na równi być z Bogiem,
    lecz ogołocił samego siebie,
    przyjąwszy postać sługi,
    stawszy się podobnym do ludzi.
    A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka,
    uniżył samego siebie,
    stawszy się posłusznym aż do śmierci -
    i to śmierci krzyżowej.
    Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył
    i darował Mu imię,
    aby na imię Jezusa
    zgięło się każde kolano
    istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych.
    I aby wszelki język wyznał,
    że Jezus Chrystus jest PANEM -
    ku chwale Boga Ojca."
    W pierwszej części tego fragmentu św. Paweł wyjaśnia nam, w jaki sposób Jezus został upokorzony. Pomimo, że był Bogiem, nie skorzystał ze sposobności, żeby zachować dla siebie swoje Bóstwo, ale został z niego całkowicie odarty. Pozbawił się sam wszystkich swoich Boskich przywilejów. Także pozwolił ogołocić siebie z ludzkiej godności. Powiedział dwa słowa, które bardzo mocno wiążą się z tym tekstem, kiedy Chrystus wisiał na krzyżu. Pierwsze to: "Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?!" Widzicie jak bardzo pozbawił się swojego Bóstwa, że nawet nie czuł się w jedności z Bogiem. Św. Paweł podaje nam przyczynę tego. Powiemy o tym później. Ale po tym Jezus mówi również: "Ojcze przebacz im, albowiem nie wiedzą, co czynią". Widzicie, że Jezus wyrzekł się ludzkiego prawa, żeby Bóg odpłacił tym, którzy zawinili wobec Niego. W Starym Testamencie Jeremiasz mówi "Panie, patrz w jaki sposób ze mną postępują, odpłać im proszę, za mnie!". Jezus tego nie powiedział. Jezus mówi: "Ojcze, widzisz w jaki sposób mnie prześladują, ale proszę Cię, przebacz im, ponieważ ja nie uznaję im tej winy" . Tak więc nawet w tym ostatnim pragnieniu Jezus wyrzeka się ludzkiej sprawiedliwości i mówi "Ojcze, nie poczytuj im tego grzechu!".
    Dla nas noszenie krzyża i wchodzenie w centrum Eucharystii oznacza stawanie się coraz bardziej podobnym do Jezusa. Greckie słowo, którego św. Paweł tutaj używa to "kenoza". Oznacza ono "samoogołocenie", "samowyniszczenie". Pozbawiamy się sami swoich pragnień, dążeń i praw. Za każdym razem, kiedy przychodzimy na Eucharystię z tym nastawieniem, rzeczywiście będziemy oczyszczani, a potem napełniani Duchem Świętym. Na tym właśnie polega tajemnica krzyża. Ta historia nie kończy się w Wielki Piątek. Po Wielkim Piątku następuje zmartwychwstanie i radość. Świat mówi do nas: "nie umieraj dla samego siebie, wręcz odwrotnie, pielęgnuj siebie, rób wszystko co możesz, aby było ci jak najlepiej. Jakiekolwiek są twoje ludzkie potrzeby, pożądania - zrealizuj je! ". Jezus mówi: "Jeżeli nie zaprzesz się samego siebie i nie weźmiesz swojego krzyża nie możesz być moim uczniem". Lecz Jezus nie chce, byśmy byli smutni i biedni. On pragnie, abyśmy żyli życiem w obfitości. Właśnie w Eucharystii będziemy otrzymywali to życie w obfitości. Trudno poddawać się tak, jak poddał się Jezus. Trudno jest zawierzyć wszystko Bogu. To właśnie tutaj bardzo potrzebujemy mocy Ducha Świętego, żeby móc powiedzieć jak Maryja "nie moja, lecz Twoja wola niech się stanie". To jest też prawdziwe znaczenie wiary.
    Opowiem wam pewną historię, żeby to zilustrować. W Belgii płonie dom, który zapalił się w nocy. W domu był tata, mama i dwoje małych dzieci. Jednym z dzieci był czteroletni chłopiec, drugi to niemowlę na ramionach swojej mamy. Kiedy dom zapłonął, rodzice złapali malucha w ramiona i wybiegli z domu. Jednocześnie krzyczeli do czterolatka w będącego w drugim pokoju: "synku, szybko uciekaj z nami!". Kiedy mały chłopiec zobaczył, że dym wdziera się do jego pokoju wystraszył się. Zamiast wybiec przez drzwi za tatą i mamą wszedł na strych domu. Tam był mały balkonik, na który maluch wyszedł. Lecz wszędzie widział tylko dym. Mama i tata byli już w ogrodzie na zewnątrz, patrzyli na niego i widzieli go bardzo wyraźnie, pomimo gęstego dymu. Tata zawołał do chłopca: "Jasiu skacz! Jestem zaraz pod tobą, złapię cię, skacz!" . Jaś niestety nic nie widział, bo kiedy wychylał się z balkoniku widział tylko dym. Wołał więc: "Tatusiu, tatusiu, nie widzę cię! Gdzie ty jesteś?". Gdy ogień coraz bardziej dosięgał chłopca tata zawołał z całej siły: "Synu, nie ważne, że ty mnie nie widzisz. Ważne, że ja widzę ciebie! Skacz!". I chłopiec skoczył prosto w ramiona swojego taty. Widzicie, to jest bardzo dobra historia opisująca wiarę. Ponieważ wiara oznacza przekraczanie tego co widzimy, czego możemy dotknąć, co możemy zrozumieć. Wiara oznacza: nie mogę zrozumieć, ale wierzę. To jest ten stopień wiary, którego tak bardzo potrzebujemy, aby dokonać naszej kenozy, naszego wyniszczenia, ogołocenia i poddania się w czasie Eucharystii. Taka wiara jest darem Ducha Świętego. Widzicie więc, jak bardzo przeplatają się wymiary charyzmatyczny i sakramentalny. To Duch Święty daje nam wiarę, abyśmy mogli wejść w rzeczywistość sakramentu. I to Duch Święty sprawia, że sakrament staje się dla nas tak wielkim bogactwem. Przeczytajmy fragment z Hbr 11, 1:
    "Wiara zaś jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy."
    Tak więc widzicie, że wiara jest poręką tego, czego się jeszcze dopiero spodziewamy i dowodem tego, czego jeszcze nie widzimy. Właśnie tego doświadczył mały Jaś na balkonie. Nie widział, ale był przekonany, że jego tata go złapie. Miał nadzieję, że wkrótce znajdzie się bezpieczny w ramionach swojego taty, chociaż wcale jeszcze tego nie widział.
    Innym, świeckim słowem dla nazwania wiary jest odwaga. Odwaga wychodzenia poza to, co widzimy, czego możemy dotknąć, co możemy usłyszeć. Dlatego właśnie Eucharystia jest centrum życia Kościoła. Dlatego, że krzyż Jezusa Chrystusa jest centrum zbawienia. Być może Bóg mógłby wymyśleć jakiś inny sposób, aby zbawić ludzkość. Wybrał jednak ten sposób. Sposób, w którym on sam musiał tak bardzo cierpieć. Sposób, w którym Jego własny Syn musiał cierpieć tak okrutnie. Wybrał właśnie ten sposób zbawienia. Sposób, który oznacza dla nas ogołocenie, odmówienie sobie tego, co nam się prawnie należy. W ten sposób przechodzimy do nowego życia. Święty Paweł mówi, że mędrcom tego świata krzyż wydaje się głupstwem. Świat też będzie wam zadawał pytanie: "po co idziesz na mszę świętą? Przecież to głupstwo! Dlaczego masz się wyrzekać swojej godności? To idiotyzm! Zamiast tego bierz, bierz ile się da, czerp pełnymi garściami z życia! Nawet za cenę tego, że stracą na tym trochę inni ludzie." Jezus mówi: "umywajcie sobie nawzajem stopy, za moim przykładem". Człowiek tego świata powie: "co, ja będę innym mył stopy? Niech oni mnie stopy umyją!". Jezus mówi: "przebaczaj siedemdziesiąt siedem razy". Człowiek tego świata powie: "co, mam znosić tę obrazę? Absolutnie, ja się nawet zemszczę!". Z Eucharystii możemy czerpać tylko wtedy, gdy jesteśmy ludźmi wiary. Wtedy będziemy przychodzili na Eucharystię z tym samym nastawieniem serca, które było u Jezusa. Gdy Ojciec wskrzesił Jezusa i dał Mu "imię ponad wszelkie imię", także i nas Ojciec napełni swoim Duchem życia. Będziemy odważni i napełnieni radością w dowolnych okolicznościach naszego życia.
    Chcę wam teraz powiedzieć, jak bardzo Sobór Watykański II docenia duchowość eucharystyczną dla osób świeckich. Skorzystamy z tekstu "Gaudium et spes", który mówi nam, że Jezus dokonuje zbawienia całego świata z naszą pomocą:
    "Ich praca, modlitwy i wysiłki apostolskie, ich zwyczajne życie małżeńskie i rodzinne, ich codzienna praca fizyczna jak i intelektualny wypoczynek, jeśli są przeżywane w Duchu Świętym, a trudności życia cierpliwie znoszone, wszystko to staje się duchową ofiarą przyjmowaną przez Boga w Jezusie Chrystusie. Podczas sprawowania Eucharystii te duchowe ofiary są w pełen miłości sposób przedstawiane Ojcu wraz z ciałem naszego Pana. W ten sposób, jako wielbiący Go, których każdy czyn jest święty, wierni świeccy mogą konsekrować cały świat Bogu." Jaki niesamowity fragment! Czy dobrze zrozumieliście te słowa? Czy usłyszeliście, że Sobór Watykański II mówi, że wasz fizyczny i intelektualny wypoczynek jest ofiarą duchową? Nie jesteście tym zaskoczeni? Ja byłem zaskoczony, ponieważ wydawało mi się, że ofiarą może być tylko to, co jest związane z cierpieniem, a tutaj nagle dowiaduję się, że przyjemność, relaks może być ofiarą. Jaka jest twoja ulubiona forma wypoczynku fizycznego? Spacer? Pływanie? Wszystko to są sposoby, które możecie zjednoczyć z Eucharystią i w ten sposób brać udział w zbawianiu świata. Jaka jest twoja ulubiona forma wypoczynku umysłowego? Moja ulubiona to opowiadanie dowcipów o biskupie Bronku i bracie Rufusie. Sobór Watykański II mówi, że fizyczny jak i intelektualny wypoczynek, jeśli są przeżywane w Duchu Świętym stają się duchową ofiarą przyjmowaną przez Boga w Jezusie Chrystusie. Więc wszystko w naszym życiu staje się święte ponieważ jest konsekrowane w Eucharystii i uświęcone poprzez nasz chrzest. Bóg lubi patrzeć, kiedy jesteśmy szczęśliwi. Nasza codzienna praca, nasze życie rodzinne, to wszystko są duchowe ofiary składane Bogu w Eucharystii. Msza jakby rozpościera się, ma swoje przedłużenie na cały tydzień, nie tylko na niedzielę. Nasze całe chrześcijańskie życie jest przynoszone na ołtarz i konsekrowane.
    Przejdźmy teraz do ostatniego, bardzo ważnego punktu. Dotyczy on grzechu, który Jezus Chrystus poniósł na krzyż. Obrazuje to fragment 2 Kor 5, 21:
    "On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą."
    Jakie niesamowite słowa świętego Pawła! Straszne słowa. Bóg Tego, który nie znał żadnego grzechu uczynił grzechem. Izajasz w Starym Testamencie mówił o tym troszkę inaczej. Powiedział on, że Jezus poniósł wszystkie grzechy świata na sobie. Święty Paweł mówi jeszcze więcej. Powiedział, że dla naszego zbawienia stał się grzechem, w jakiś sposób został przeobrażony w grzech. A więc to grzech został ukrzyżowany, to grzech został przybity do krzyża. Kiedy Jezus zmartwychwstał, cały ten grzech stracił swoją moc. Wskazany wers mówi nam, jaka była tego przyczyna. Stało się tak, abyśmy my mogli stać się sprawiedliwością Bożą. Widzicie, w czasie Eucharystii następuje pewna wymiana. Jezus przyjmuje wszystkie nasze grzechy a w zamian ofiarowuje nam całą swoją świętość. Po łacinie jest to nazwane "admirabili comercium - cudowna wymiana". Bardzo dobrze rozumiała to Matka Teresa. Każdemu z księży, których w swoim życiu spotykała mówiła: "kiedy wlewasz do kielicha z winem tę jedną kroplę wody pamiętaj, że to jestem ja". Kapłan wykonując gest wlania kropli wody do wina mówi: "Panie, tak jak ty uniżyłeś się, aby dzielić z nami nasze człowieczeństwo spraw, byśmy mogli dzielić Twoją świętość". Widzicie tę wymianę? Jezus porzucił swoje bóstwo, swoją świętość, aby stać się człowiekiem. Tak, aby nas ludzi przemienić i uczynić boskimi. To się właśnie stało dzięki Jego śmierci na krzyżu. Jeżeli poważnie potraktujemy wers 2 Kor 5, 21 to zobaczymy, że Jezus w jakiś mistyczny sposób utożsamił się z całym grzechem na krzyżu i nie zdziwimy się, że wołał do Ojca "Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?" W tym momencie Bóg nie mógł być zjednoczony z Jezusem, który uosabiał sobą cały grzech świata. Bóg mógł powiedzieć: "Synu, to nie ja cię opuściłem, to Ty opuściłeś mnie, ponieważ nosisz na sobie grzech całego świata." Więc kiedy Jezus mówi nam, że nam przebacza, to my również mamy przebaczać. Musimy przyjąć grzech prześladowcy na siebie i powiedzieć "Panie przebacz mu, bo on nie wie, co czyni. Jestem gotów znieść tę zniewagę. Proszę Panie, nie odpłacaj mu tym samym, lecz pobłogosław go zbawieniem."
    Jak widzicie msza jest niezwykle bogata duchowo. Myślę, że święci rozumieli to bardzo dobrze. Także i wy, którzy jesteście Ludem Bożym, w pewien sposób to rozumiecie. Kiedy przychodzimy na Eucharystię ofiarujemy siebie Bogu i wychodzimy z niej przemienieni. Odchodzimy o wiele bardziej podobni do Jezusa niż poprzednio. Wychodzimy z nowym zapałem, z nowym dynamizmem w sobie. Ponieważ Eucharystia to nie tylko śmierć, ale i zmartwychwstanie. Prawidłowy udział w Eucharystii jest dzieleniem śmierci i zmartwychwstania Jezusa. Jakże cokolwiek innego mogłoby być centrum naszego życia? Tylko Eucharystia może nadać prawdziwe znaczenie wszystkim elementom naszego życia. Ponieważ tylko w Eucharystii możemy doświadczać tej boskiej "wymiany" z Jezusem Chrystusem. Myślę, że teraz jesteście przekonani, że Eucharystia to nie tylko posiłek wspólnoty i nie tylko wspomnienie wydarzenia z przeszłości, ale jest to miejsce uobecniania śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa dla mnie i dla ciebie dzisiaj.
    W Rzymie trwa synod biskupów, którego tematem jest Eucharystia. Zostanie zakończony wraz z rokiem Eucharystii, ustanowionym przez Jana Pawła II. Biskupi zastanawiają się, w jaki sposób nadać Eucharystii nowe, głębsze znaczenie na poziomie posługi duszpasterskiej. Módlmy się więc, aby wierni świeccy starali się, aby Eucharystia miała coraz większe znaczenie dla nich. Za każdym razem, gdy przychodzimy na Eucharystię z radością, wyjdziemy z radością jeszcze większą. Kiedy przychodzimy na nią z bólem, wyjdziemy z niej pełni mocy wsparci przez Jezusa Chrystusa. Amen.

    o. Fio Mascarenhas SJ
    Bombaj, Indie



    © 2001-2013 Centralna Diakonia DK