Strona startowa Domowego Kocioa Strona startowa Ruchu wiato-ycie
  
     
  Strona główna    Aktualności    Rekolekcje    Założyciel    Formacja    List DK    Galeria    Dom na Jagiellońskiej  
  Diakonia    Linki    Wzajemna pomoc    Z życia Ruchu    W Kościele i świecie  
List DK
Powrt do listy
Listw DK
 
Artykuy:
List`96: IX-XII 2004
  • Słowo Moderatora Krajowego Domowego Kościoła   ks. Jan Mikulski

  • Żyć Eucharystią   ks. Franciszek Fleischmann, doradca duchowy ERI END

  • Tajemnica Przymierza i komunii (List pary odpowiedzialnej ERI END)   Priscilla i Jean-Louis Simonis

  • Jak kształtować życie małżeńskie i rodzinne w czasach kultury liberalizmu moralnego?   ks. Jan Mikulski

  • Konspekty spotkań miesięcznych kręgu   Elżbieta i Witold Kowalczykowie

  • „Diakonia w rodzinie”  

  • „Dojrzewanie do diakonii”  

  • „Diakonia w Ruchu”  

  • Z komentarza do „Zasad Domowego Kościoła”   Anna i Jacek Nowakowie

  • Diakonia   Dorota i Zbyszek Płachta (DK, Bydgoszcz)

  • Diakonia małżonków   Agata Jankowiak (DK, Poznań)

  • Podsumowanie pracy rocznej Domowego Kościoła   Elżbieta Kozyra, Maria Różycka

  • Byliśmy na Podsumowaniu w Radomiu...   Beata i Tomek Strużanowscy (DK, diecezja toruńska)

  • Adwent i Święta Bożego Narodzenia w naszej rodzinie   Kazimiera Barszcz

  • Przekazywać wszystko, co chrześcijańskie i polskie (Świadectwo z Hanoweru)   Zofia i Kazimierz Wawrzyniakowie (DK, Hanower)

  • Kolejna rocznica urodzin Siostry Jadwigi   Redakcja

  • Nowy Delegat KEP ds. Ruchu Światło-Życie   Anna Wojtas

  • List`96: wrzesie - grudzie 2004

    Jak kształtować życie małżeńskie i rodzinne w czasach kultury liberalizmu moralnego?

    Tak postawiony temat mógłby sugerować, że w dobie promowania liberalizmu moralnego życie małżeńskie i rodzinne trzeba kształtować w oparciu o jakieś nowe, żeby nie powiedzieć, nowoczesne zasady, które lepiej korespondowałyby z modnym dzisiaj nurtem liberalnym, obecnym nie tylko w mediach, ale i tam gdzie podejmuje się wysiłek wychowawczy, a więc najpierw w rodzinie, a następnie w szkole i wszędzie tam, gdzie nasze zachowanie ma wpływ na kształtowanie osobowości drugiego człowieka, nie tylko tego, który jest jeszcze w młodzieńczym wieku. Na przestrzeni wieków, kiedy zauważamy tyle zmian i nowych kierunków, a równocześnie tyle bogactwa w kulturze ogólnoludzkiej, wciąż niezmienną i nie do przecenienia pozostaje prawda wyrażona w słowie Bożym, które przychodzi z pomocą człowiekowi na przestrzeni całej jego historii, a w sposób szczególny tym, którym przyszło żyć w okresie po narodzeniu Chrystusa. Jak długa jest historia życia człowieka na ziemi, tak długa jest historia jego nieprawości, której początkiem zawsze było i jest nieposłuszeństwo względem Bożego słowa. Ta nieprawość ma różne oblicze i daje znać o sobie w różnych dziedzinach życia ludzkiego, również w dziedzinie życia małżeńskiego i rodzinnego. Niezależnie jednak od rodzaju niebezpieczeństwa, jakie grozi człowiekowi i jego relacjom z innymi, skutecznego lekarstwa na uzdrowienie chorób, które pojawiają się na płaszczyźnie jego życia moralnego, trzeba szukać tam, gdzie jest Prawda nieprzemijająca i niewyczerpane źródło Miłości, czyli u Boga, Stwórcy wszelkiego stworzenia.
    Na przestrzeni całej historii ludzkości dostrzegamy znaki działania miłosiernego Boga, który zmierza do zbawienia człowieka, czyli do uwolnienia go od tego, co sprawia jego niewolę, a w konsekwencji czyni go nieszczęśliwym. Szczytem tego zbawczego działania było oczywiście przyjście na świat Syna Bożego, Jego życie i nauczanie, a zwłaszcza Jego dobrowolna ofiara z życia, którą złożył na drzewie krzyża za zbawienie wszystkich ludzi. Wobec tylu tendencji liberalnych, zwłaszcza w dziedzinie moralności współczesnego człowieka, które tylko z nazwy mają coś wspólnego z rzeczywistością prawdziwej wolności, świadectwo wolności Jezusa Chrystusa, złożone podczas męki i śmierci na krzyżu, pozostaje wciąż najpełniejszym kryterium postawy wolności i tego, co można uczynić dla dobra drugiego człowieka. Śmierć Syna Bożego na krzyżu pozostanie na zawsze najdoskonalszym wypełnieniem słów samego Zbawiciela: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15, 13). Na przestrzeni wieków świat dawał i wciąż daje nam różne recepty na tzw. wolność i szczęście. Wiele tych recept kryje się pod modnymi hasłami liberalizmu moralnego. I chociaż te same wieki są pełne przykładów świadczących o tym, że takie recepty nie dały człowiekowi poczucia wolności, a tym bardziej nie wprowadziły go w doświadczenie prawdziwego szczęścia, to jednak człowiek jak gdyby nie potrafił skorzystać z lekcji historii i wciąż ulega złudzeniu, że być może w XXI wieku sprawdzi się ostatecznie proponowany w wielu dziedzinach styl kultury liberalnej. Wydaje się, że tylko w oparciu o nieprzemijającą wartość słowa Bożego można dziś wyprowadzić człowieka z tego iluzorycznego świata, w którym tak często głosi się zasadę „róbta, co chceta”, a nie pokazuje się równocześnie prawdy o tym, do czego życie według takiej zasady w rzeczywistości prowadzi.
    W Liście św. Pawła do Efezjan znajdujemy spisane zasady życia domowego, które mogą posłużyć za wzór dla mężów i żon, dla rodziców i dzieci, jak również dla innych, którzy pozostają w różnorakich relacjach z bliźnimi. Rady, jakie daje nam św. Paweł, nie straciły nic na aktualności, jakkolwiek ich uznanie napotyka wciąż na opór słabej natury ludzkiej.

    1. Naśladowanie Boga

    Zanim św. Paweł sformułuje konkretne rady odnoszące się do małżonków, rodziców i dzieci, wcześniej kieruje zachętę do wszystkich: „Bądźcie więc naśladowcami Boga jako dzieci umiłowane i postępujcie drogą miłości, bo i Chrystus was umiłował i samego siebie wydał za nas w ofierze i dani na wdzięczną wonność Bogu” (Ef 5, 1). Człowiek zawsze kogoś naśladuje. Naśladowanie postawy drugiego człowieka jest bardzo ważnym elementem wychowawczym. Dzieci naśladują swoich rodziców, uczniowie naśladują swoich nauczycieli, każdy człowiek w większym lub mniejszym stopniu naśladuje wzorce, które widzi wokół siebie, nawet gdy są to tylko wzorce wymyślone przez autora fabuły filmowej. Św. Paweł zachęca nas, abyśmy przede wszystkim naśladowali Boga. Ta zachęta jest oczywista dla wszystkich wierzących, bo jak nie naśladować Kogoś, kto jest naszym najlepszym Ojcem; Kogoś, od którego otrzymaliśmy nasze życie; Kogoś, kto dla nas nie tylko stworzył cały świat, ale swojego Syna dał, aby każdy miał życie wieczne (por. J 3, 16).
    a) Potrzeba świadectwa rodziców
    Pojawia się jednak problem, ponieważ Boga nie widzimy tak, jak widzimy drugiego człowieka. Zanim człowiek zacznie dostrzegać Boga przez wiarę, przez wiele lat od swojego urodzenia patrzy na zachowanie innych ludzi, przede wszystkim swoich rodziców, krewnych i przyjaciół, gdyż w ich obecności najczęściej przebywa. Zanim dziecko zacznie się spotykać z innymi ludźmi, np. w przedszkolu czy szkole, którzy mogą dać mu zły przykład, najpierw na co dzień przez wiele lat widzi tych, którzy najprawdopodobniej pragną jego prawdziwego szczęścia. Jakże ważne jest, aby dziecko patrząc na rodziców, rodzeństwo i innych krewnych, widziało w nich obraz Boga Ojca i naśladując zachowania swoich najbliższych, mogło wzrastać w naśladowaniu samego Boga. W dalszych latach, gdy dziecko nauczy się czytać Boże słowo i słuchać go oraz nauczy się rozpoznawać Boga przez wiarę, pragnienie naśladowania Boga będzie miało już swój naturalny fundament, wyniesiony z domu rodzinnego, gdzie najbliżsi pokazywali dziecku swoim życiem, na czym polega naśladowanie Boga, najlepszego Ojca, i dawali świadectwo doświadczenia w życiu Bożej miłości.
    To ambitne zadanie, aby dać właściwe świadectwo o Bogu swoim dzieciom, wymaga koniecznie od rodziców sięgania do źródła prawdy, którym jest słowo Boże. Nie można przekazać innym tego, czego się samemu nie posiada, dlatego trudno też wymagać od dziecka właściwej postawy wiary w życiu codziennym, gdy tej wiary nie przekaże się im na drodze wychowania w rodzinie. „Wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa” (Rz 10, 17) – mówi św. Paweł w Liście do Rzymian. Jeżeli rodzice chcą wypełnić swoje podstawowe zadanie wychowawcze wobec dzieci, mianowicie doprowadzić ich do wiary dojrzałej, to muszą pamiętać, że nie dokonają tego bez oparcia się na słowie Bożym. Sami potrzebują słowa Bożego na co dzień jako drogowskazu, w świetle którego mogą właściwie spojrzeć na siebie i swoje obowiązki. Potrzebują tego Bożego słowa również wtedy, gdy zwracają się do swoich dzieci. Św. Paweł zachęca nas w Liście do Efezjan, byśmy przemawiali do siebie w psalmach, hymnach i pieśniach pełnych ducha, śpiewając i wysławiając Boga w swoich sercach (por. Ef 5, 19). Zachęca też do tego, byśmy umieli zawsze za wszystko dziękować naszemu Bogu w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa (por. Ef 5, 20). Jak bardzo potrzebne jest świadectwo rodziców, którzy potrafią do swoich dzieci mówić słowem Bożym, którzy potrafią je zachęcać do właściwych postaw nie tylko w oparciu o swoją „władzę rodzicielską”, ale przede wszystkim w oparciu o moc słowa Bożego, które sami jako pierwsi wypełniają, i do wypełniania którego zachęcają swoje dzieci.
    b) Postępowanie za Bożym światłem
    Bóg jest światłością, dlatego św. Paweł wzywa nas, byśmy postępowali jak dzieci światłości (por. Ef 5, 8). W słowach tych mamy ukazany inny aspekt problemu naśladowania Boga. Ktoś, kto pragnie naśladować Boga, stara się być posłusznym woli Bożej, czyli postępuje w życiu za światłem, które przychodzi od Boga. Wolą Bożą jest nasze uświęcenie, czyli upodobnienie do Stwórcy. To jest największe dobro, jakiego Bóg pragnie dla każdego człowieka, dlatego w swoim słowie zostawił nam potrzebne światło, które prowadzi do wskazanego celu bezpieczną drogą. Św. Paweł pisze, że „owocem światłości jest wszelka prawość, sprawiedliwość i prawda” (Ef 5, 9) i zaraz dodaje: „Badajcie, co jest miłe Panu” (Ef 5, 10). Wynika z tego, że odkrywanie w swoim życiu woli Bożej wymaga wytrwałego wysiłku. Rozpoznanie Bożego światła i przyjęcie go jako drogowskazu do swojego życia nie jest wcale rzeczą łatwą. Nikt z ludzi nie jest w stanie o własnych siłach rozpoznać tego światła i poddać mu całe swoje życie. Może się to dokonać tylko w mocy Ducha Świętego, który daje człowiekowi zrozumienie Bożej prawdy i – jak mówił Chrystus do Apostołów przed swoim wniebowstąpieniem – potrafi doprowadzić człowieka do poznania całej prawdy (por. J 16,13). Dlatego św. Paweł zachęca wszystkich ludzi do tego, by napełniali się Duchem, a nie upijali się winem (por. Ef 5, 18).
    Świat, który nas otacza, wymyślił wiele dróg i sposobów na to, by człowieka skutecznie zachęcić do upijania się „winem tego świata”. Nie chodzi oczywiście tylko o alkohol, ale o wszystko, czego pragnie ludzka pożądliwość. Kultura liberalna stwarza bardzo sprzyjający klimat dla rozwoju tych właśnie pożądliwych pragnień i prowadzi niejednokrotnie do wytworzenia w człowieku przekonania, że pójście w kierunku zaspokojenia swoich pożądliwości jest ze wszech miar uzasadnione, a nawet dobre, skoro – jak uzasadniają niektórzy – człowiek tego potrzebuje. Wobec takiej argumentacji, w której za dobro uważa się wszystko to, czego człowiek potrzebuje, i na co ma w danym momencie ochotę, stajemy bardzo często bezradni i widzimy, że nie wystarczy się wtedy odwołać tylko do jakiejś ludzkiej perswazji. Dopiero w oparciu o moc Prawdy Objawionej, czyli słowa Boga zapisanego w Piśmie Świętym, można podjąć wysiłek oparcia się modnemu dzisiaj stylowi liberalnemu, aby nie tylko uratować od zguby samego siebie, ale i innym skutecznie dopomóc odkryć w tym stylu realne zagrożenie zarówno dla duchowych wartości ludzkich, jak i dla fizycznej kondycji całego rodzaju ludzkiego.
    Kolejny raz dochodzimy do stwierdzenia, że każdemu człowiekowi potrzebny jest stały kontakt ze słowem Bożym, realizowany nie tylko przez słuchanie czytań mszalnych w ramach Eucharystii, w której uczestniczymy w niedziele i święta, ale podejmowany każdego dnia na zasadzie praktyki codziennej modlitwy słowem Bożym. Praktyka rozważania słowa Bożego stanie się skuteczną pomocą w kształtowaniu w sobie postawy posłuszeństwa względem woli Bożej. Ta pomoc objawi się najpierw na płaszczyźnie przyjmowania woli Bożej z wiarą, że wszystko, co dokonuje się wokół nas, może służyć naszemu dobru. Będzie to zależeć od tego, czy potrafimy na wszystko popatrzeć Bożymi oczami, a nic tak nie sprzyja rozwojowi tego spojrzenia, jak systematyczna praktyka rozważania słów Pisma Świętego. Modlitwa słowem Bożym będzie przynosiła błogosławiony owoc również na płaszczyźnie rozpoznawania woli Bożej w naszym życiu codziennym. Kto lepiej, niż sam Bóg, wie co jest dobre dla każdego z nas? Kto bardziej, niż najlepszy Ojciec, chce odsłonić przed nami prawdę o tym dobru? Kogo zatem najczęściej trzeba o tę wolę pytać? Bez wątpienia Tego, który tę prawdę pozostawił dla nas w Piśmie Świętym i Tradycji Kościoła. Systematyczny kontakt z Bożym słowem będzie wreszcie prowadził do coraz głębszego zjednoczenia z Bogiem, którego przejawem będzie nasze pragnienie, aby stać się narzędziem w rękach Boga, który będzie mógł czynić wszystko, co zechce, dzięki postawie naszego całkowitego poddania się Jemu.

    2. Zasady życia domowego

    Rozważania dotyczące zasad życia domowego rozpoczyna św. Paweł od stwierdzenia: „Poddani bądźcie sobie wzajemnie w bojaźni Chrystusowej” (Ef 5, 21). Wezwanie to – jako zasada ogólna – jest skierowane do wszystkich bez wyjątku, co oznacza, że każdy człowiek, bez względu na wiek, stan, czy wykonywany zawód, powinien odznaczać się postawą bojaźni Chrystusowej, która to postawa dotyczy przede wszystkim naszej relacji do Boga i otwartości na wolę Bożą, którą Bóg zechce przez nas pełnić. Chrystus mówił o sobie w ten sposób: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” (J 10, 30) oraz „Ojciec jest we mnie, a ja w Ojcu” (J 10, 38), a w innym miejscu: „A Ten, który Mnie posłał, jest ze Mną: nie pozostawił Mnie samego, bo ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba” (J 8, 29). Jezus Chrystus był tak zjednoczony ze swoim Ojcem i tak Mu we wszystkim poddany, że niczego nie czynił od siebie, ale we wszystkim objawiało się działanie Ojca. Takie działanie było owocem doskonałego posłuszeństwa Jezusa względem woli Ojca.
    Św. Paweł, który naśladuje Chrystusa w postawie poddania się Bogu, pisze w jednym ze swoich listów takie słowa: „Żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus” (Ga 2, 20), co świadczy o tym, że prowadzi on „życie w Duchu” (Ga 5, 25). Prowadzić życie w Duchu, być we wszystkim poddanym woli Bożej, pozwolić Chrystusowi prowadzić się we wszystkich dziedzinach swojego życia, to elementy postawy, którą św. Paweł określa jako trwanie w bojaźni Chrystusowej. Jesteśmy przez Apostoła zachęceni do tego, by to trwanie w bojaźni Chrystusowej mogło się niejako weryfikować w naszej postawie względem bliźnich, jako że Boga nie widzimy okiem fizycznym, a jedynie przez wiarę i dlatego bardzo łatwo o złudzenie w postawie poddania się Bogu. Niebezpieczeństwo złudzenia jest mniejsze, gdy to poddanie Chrystusowi jest zweryfikowane naszym poddaniem się drugiemu człowiekowi ze względu na Boga, którego w tym człowieku widzimy. W rzeczywistości więc jesteśmy w dalszym ciągu skoncentrowani na Bogu, ale to nasze poddanie się Jemu nie jest oderwane od realiów życia codziennego.
    a) Relacje między małżonkami
    Relacje pomiędzy małżonkami opisuje św. Paweł odwołując się do obrazu relacji Chrystusa-Oblubieńca – do Kościoła-Oblubienicy. Jeżeli Apostoł narodów zachęca żony, by były poddane swoim mężom jako Panu we wszystkim (por. Ef 5, 22-24), to na pewno nie jest to zachęta do pielęgnowania jakiejś formy niewolnictwa i z pewnością nie można w tej zachęcie dopatrywać się przesłania, które wskazywałoby na to, kto w małżeństwie jest ważniejszy. Nie to chce nam powiedzieć św. Paweł. Zachętę do poddania się żony we wszystkim swojemu mężowi należy rozumieć w świetle wcześniejszej zachęty Apostoła do trwania w bojaźni Chrystusowej w postawie wzajemnego poddania. Jeżeli czytamy tekst biblijny bez uprzedzenia, odkryjemy ze zdumieniem, że kolejne zdania św. Pawła, w których są podane szczegółowe rady dla żon i mężów, są niczym innym, jak rozwinięciem myśli, która została już wypowiedziana w pierwszym zdaniu. Ponadto okaże się, że zadanie, jakie stawia Apostoł narodów przed mężami nie jest wcale łatwiejsze od tego, które ma do wypełnienia jego żona.
    Św. Paweł stawia przed mężami bardzo trudne zadanie: „Mężowie miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić” (Ef 5, 25n). Wydać siebie za żonę, nie jest wcale czymś łatwiejszym od tego, by trwać w postawie poddania. Właściwie chodzi o to samo zadanie, mianowicie by być poddanym we wszystkim Chrystusowi, którego widzi się w mężu i w żonie. Jeżeli mąż nie zobaczy w swojej żonie Chrystusa, będzie mu bardzo trudno albo nawet stanie się to niemożliwe dla niego, aby wydawał swoje życie za tę, która od chwili zawarcia sakramentalnego związku małżeńskiego stała się jego oblubienicą, czyli Kościołem, za który on – jej mąż, czyli oblubieniec – powinien być gotów życie oddawać. Co więcej, najgłębsza motywacja tego wydawania siebie za żonę ma dotyczyć jej świętości. Mąż pragnie świętości swojej żony, dlatego jest gotów – jak Chrystus – wydawać samego siebie za nią i za tych, których ona nosi w sobie jako matka-Kościół, dająca życie swoim dzieciom. Tylko na tej drodze mąż może się stać w pełni głową rodziny, czyli domowego Kościoła.
    Z kolei żona, która widzi w swoim mężu Chrystusa, z pewnością znajdzie w tym widzeniu wystarczającą motywację do tego, by z radością wypełnić zachętę św. Pawła. Będąc poddaną swojemu mężowi we wszystkim, tak naprawdę najbardziej pomaga sobie, gdyż wydawanie się męża dla uświęcenia żony będzie przynosiło zbawienny owoc w żonie tylko wtedy, gdy ona będzie mu poddana. Podobnie jak śmierć Chrystusa przynosi zbawienny owoc tylko w sercach tych, którzy są Mu posłuszni. Brak postawy poddania u żony sprawi, że wydawanie się męża będzie przynosiło zbawienny owoc tylko dla niego samego, jakkolwiek będzie też pomocą dla żony, aby odkryła jak najszybciej wartość swojej postawy poddania. I odwrotnie, gdy żona spełni swoje zadanie, niezależnie od postawy męża, który np. może okazać się egoistą, myślącym tylko o sobie, pomaga najpierw sobie, gdyż jej postawa poddania się Chrystusowi, którego mimo wszystko widzi w swoim mężu, daje jej radość i prowadzi ją do świętości. Z drugiej strony jej właściwa postawa przyczynia się niewątpliwie do tego, aby i mąż odnalazł w przyszłości właściwą drogę postępowania.
    Św. Paweł pisze dalej w swoim Liście, że mąż powinien miłować swoją żonę tak, jak własne ciało. „Kto miłuje swoją żonę, siebie samego miłuje” (Ef 5, 28). Na potwierdzenie tego przytacza zdanie z Księgi Rodzaju, gdzie Bóg powiedział: „Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem” (Rdz 2, 24). I dodaje: „Tajemnica to wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła” (Ef 5, 32).
    Kiedy czytamy te zdania, rodzi się w nas następująca refleksja. Przed dwoma tysiącami lat Syn Boży opuścił dom swego Ojca w niebie i przyszedł na ziemię jako człowiek. Nie tylko zjednoczył się z rodzajem ludzkim przez przyjęcie ciała ludzkiego, ale wydał się cały z miłości do tego ludu. Co więcej, pozwolił, aby Jego Ciało stało się pokarmem dla człowieka. Czy może być głębsze zjednoczenie, jak to, które istnieje pomiędzy Jezusem Chrystusem a człowiekiem? Czy można bardziej wydać siebie z miłości, niż uczynił to Jezus Chrystus? I właśnie o takie wydanie i o taką miłość chodzi, gdy św. Paweł mówi o miłości męża do żony i żony do męża. Rzeczywiście, tajemnica to wielka i nie sposób do końca wyrazić ją ludzkim słowem. Komunia święta z Chrystusem, czyli święte zjednoczenie z Nim w Eucharystii, daje małżonkom moc do tego, aby na podobieństwo tego świętego zjednoczenia budowali swoje małżeńskie zjednoczenie, w którym nie zabraknie ani postawy poddania się, ani wydawania siebie z miłości do Boga i do siebie nawzajem. Takie zjednoczenie jest zawsze płodne, zwłaszcza na płaszczyźnie duchowej płodności.
    b) Dzieci i rodzice
    Św. Paweł zachęca dzieci, by były posłuszne w Panu swoim rodzicom, „bo to jest sprawiedliwe” (Ef 6, 1). Przytacza również tekst czwartego przykazania, w którym Bóg powiedział: „Czcij ojca twego i matkę, aby ci było dobrze i abyś był długowieczny na ziemi” (Wj 20, 12). Apostoł narodów przypomina nieocenioną wartość posłuszeństwa, które współczesny świat postawił na marginesie życia rodzinnego i społecznego. Promowanie kultury liberalizmu i swoistego „luzu”, zwłaszcza w odniesieniu do młodych, sprawia, że postawa posłuszeństwa jest postrzegana przez niektóre środowiska jako wstydliwa i dlatego nie warto się do niej przyznawać, nawet gdyby się jeszcze posiadało tę piękną cechę osobowości. Św. Paweł bardzo wyraźnie mówi, że posłuszeństwo wobec rodziców jest tak naprawdę posłuszeństwem wobec samego Boga i z tego względu ma ono tak wielką wartość. Fundamentem każdego grzechu jest jakieś nieposłuszeństwo wobec Boga, dlatego bardzo niebezpieczna dla dziecka jest postawa nieposłuszeństwa wobec rodziców, gdyż może ona owocować całkowitym zagubieniem się w jego przyszłym życiu. Jeżeli dziecko nie nauczy się słuchać swoich rodziców, to bardzo trudno będzie mu nauczyć się słuchać samego Boga. Nieposłuszeństwo zaś względem Boga przyniesie swoje zgubne konsekwencje życiowe.
    W Liście do Efezjan są również rady dla rodziców: „A wy, ojcowie, nie pobudzajcie do gniewu waszych dzieci, lecz wychowujcie je stosując karcenie i napominanie Pańskie” (Ef 6, 4). Zadaniem rodziców jest tak postępować, aby w ich postawie dzieci mogły dostrzec oblicze kochającego ich Boga Ojca. Nie wystarczy dziecku powiedzieć, że Bóg jest twoim kochającym ojcem i On zawsze pragnie twojego dobra. Jeżeli dziecko nie doświadczy tej Bożej miłości ze strony swoich rodziców, zwłaszcza od swojego ojca, to trudno będzie mu uwierzyć, że rodzice, czy księża w kościele mówią prawdę w temacie Bożej miłości.
    Ta Boża miłość jest zawsze wymagająca. Bóg karci i napomina swoje dzieci, dlatego św. Paweł radzi, aby rodzice postępowali podobnie. Można by powiedzieć: nie bierzcie wzoru z tego świata, który ucieka od karcenia i rzadko kiedy napomina, gdyż boi się stracić klienta. Świat nie troszczy się o prawdziwe dobro człowieka. Świat chce zrobić dobry interes, nawet kosztem człowieka, który daje się zwieść, gdy mu się obiecuje przysłowiowe „gruszki na wierzbie”. Świat ma swoje sprawdzone metody, dzięki którym potrafi rozpracować człowieka i znaleźć jego słabe strony. Na nich bowiem zawsze można najwięcej zarobić. Świat posługuje się metodą manipulacji, nawet wtedy, gdy głosi łatwe hasła liberalizmu moralnego, gdyż na tej drodze osiąga swój marketingowy cel, kosztem oczywiście samego człowieka. Człowiek zaś zwykle zbyt późno albo nawet za późno zaczyna zauważać, że faktycznie został oszukany i wykorzystany. W efekcie powstaje sytuacja paradoksalna, ten sam człowiek, który na początku wstydził się postawy posłuszeństwa wobec swoich rodziców, stał się bardzo posłuszny wobec wszystkich propozycji, które przyszły do niego ze świata. Jest tylko jedna różnica. Posłuszeństwo wobec rodziców prowadziłoby go do głębokiego i trwałego rozwoju, czego gwarantem jest sam Bóg. Posłuszeństwo wobec modnych propozycji świata prowadzi go niestety do degeneracji i w efekcie końcowym do nikąd.

    Zakończenie

    Można powiedzieć, że to, co najważniejsze dla człowieka, jest zawsze w zasięgu jego ręki i spełnienie naszego osobistego zadania nigdy nie jest uzależnione od postawy drugiej osoby, nawet tej najbliższej, którą jest współmałżonek czy rodzic. Świat będzie zachęcał do czynienia dobra tylko dla tych, którzy to dobro czynią wobec nas. Słowo Boże zachęca nas do czynienia dobra wobec wszystkich, zarówno dobrych, jak i złych, aby na tej drodze również ci, którzy jeszcze dobra nie czynią, byli skutecznie wsparci i pociągnięci do jego spełnienia. Jest to po prostu realizacja prostej zasady ewangelicznej, która mówi, aby nie odpłacać złem za zło, ale zło dobrem zwyciężać. Zawsze jest stosowny czas na czynienie dobra, nie tylko wtedy, gdy tego dobra doświadczamy od innych. Wtedy jest łatwiej jest je podejmować, ale nawet gdy inni tego nie czynią, nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy sami nie mieli spełnić tego, od czego najbardziej zależy nasze szczęście.
    Gdy inni są dla nas dobrzy, czujemy się szczęśliwi, ale gdy sami dobro czynimy, jesteśmy szczęśliwi. Nasze szczęście nie jest wtedy uzależnione od postępowania innych. Dla każdego człowieka ważne jest to, jak się czuje, ale jeszcze ważniejsze jest to, jakim on jest naprawdę. Świat bardzo się troszczy o nasze samopoczucie i zachęca do różnych rzeczy, które mogą nam to samopoczucie poprawić. Jest to działanie, które można porównać do działania aspiryny. Ona poprawia samopoczucie, bo np. usuwa ból, który był powodem złego nastroju, ale niekoniecznie usuwa przyczynę złego samopoczucia. Bóg działa inaczej. Poprzez swoje słowo prowadzi człowieka do odkrycia prawdy, która daje prawdziwą wolność. Ta wolność nie jest uzależniona od szczegółowych zachowań innych ludzi. Człowiek wolny zawsze jest gotów na spełnienie dobrego czynu, nawet gdyby inni tego nie czynili. Człowiek uzależniony od swoich pożądliwości, czyni tylko to, co pomaga mu zaspokoić pożądliwe pragnienia.
    Bóg wychowuje nas słowem Prawdy, dlatego wszyscy, którzy za tym słowem postępują, doświadczają wolności w Panu; wolności w znoszeniu innych w miłości; wolności w wypełnianiu na co dzień woli Bożej; wreszcie wolności, aby składać siebie w ofierze dla dobra innych. Ta propozycja, która płynie do nas z Prawdy Objawionej, pozostanie zawsze najlepszym antidotum dla tych propozycji, które przynosi kultura liberalizmu moralnego.

    ks. Jan Mikulski
    (Referat wygłoszony 16 X 2004 r. w Szczecinie
    na II Kongresie Ruchów i Stowarzyszeń Katolickich)



    © 2001-2013 Centralna Diakonia DK