Strona startowa Domowego Kocioa Strona startowa Ruchu wiato-ycie
  
     
  Strona główna    Aktualności    Rekolekcje    Założyciel    Formacja    List DK    Galeria    Dom na Jagiellońskiej  
  Diakonia    Linki    Wzajemna pomoc    Z życia Ruchu    W Kościele i świecie  
List DK
Powrt do listy
Listw DK
 
Artykuy:
List`94: I-IV 2004
  • Od Redakcji   Elżbieta i Witold Kowalczykowie (DK, Lublin)

  • Oblubieńcze macierzyństwo - Maryja wzorem (dla) Kościoła   ks. Mirosław Kiedzik, UKSW Warszawa, Dyrektor Instytutu im. Ks. F. Blachnickiego

  • Konspekty spotkań miesięcznych kręgu   Elżbieta i Witold Kowalczykowie

  • Konspekt spotkania - Świadectwo   Elżbieta i Witold Kowalczykowie

  • Konspekt spotkania - Nowa Kultura   Elżbieta i Witold Kowalczykowie

  • Konspekt spotkania - Agape   Elżbieta i Witold Kowalczykowie

  • Domowy Kościół w „Świętej Puszczy”   Elżbieta i Witold Kowalczykowie

  • List   ks. Stefan Patryas

  • Ruch Światło-Życie wobec aktualnych zjawisk społecznych   Deklaracja XXIX Kongregacji Odpowiedzialnych

  • Umieć cieszyć się każdym dniem...   Ewa i Krzysztof z Radomia

  • Bardzo zabiegał o wierność charyzmatowi (Wspomnienie o Zdzisławie Chojnackim)   Wanda i Stefan Mazurkowie

  • .......   Redakcja

  • To był żywy kościół   ks. Stanisław Czenczek

  • „Obleczcie się w serdeczne miłosierdzie...”   Eleonora i Roman Gwardzikowie, pierwsza para diecezjalna diecezji gnieźnieńskiej

  • Nie „wczasy z Bogiem”, ale rekolekcje!   Anna i Wilhelm Iwaneccy, pierwsza para diecezjalna diecezji katowickiej

  • Służymy tym, co otrzymaliśmy   Maria i Stanisław Bujnikowie, pierwsza para diecezjalna archidiec. warszawskiej

  • Pan Jezus uzdrowił nas oboje   Wacława i Józef Zienowiczowie (DK, Warszawa)

  • „Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem...”   Irena i Zygmunt Decowie (DK, Rzeszów)

  • List`94: stycze - kwiecie 2004

    Oblubieńcze macierzyństwo - Maryja wzorem (dla) Kościoła

    Chcemy wspólnie rozważyć teologię aktu oddania Ruchu Światło-Życie Niepokalanej Matce Kościoła. Nie bez powodu, ponieważ w tym roku minęła 30 rocznica tego zawierzenia. W akcie oddania Ruchu Światło-Życie Niepokalanej Matce Kościoła czytamy:
    Wyznajemy, że Twoja postawa bezgranicznego, oblubieńczego oddania się w miłości Chrystusowi jest źródłem Twojej macierzyńskiej płodności w ludzie Bożym. Ponieważ jesteś Niepokalaną Oblubienicą Słowa, zwłaszcza w zjednoczeniu z Nim w szczytowej godzinie miłości na Krzyżu, dlatego jesteś Matką wszystkich żyjących, Matką Kościoła.
    Niepokalana. To właśnie przy Niej w szczególny sposób się gromadzimy. Ks. Franciszek Blachnicki zachęcał, aby w miejscach, gdzie spotyka się Oaza Żywego Kościoła, Kościół Domowy, była zawsze figurka Niepokalanej jako znak towarzyszący ruchowi oazowemu – jako wartość, przesłanie obecne i ubogacające. Dlatego warto przyjrzeć się Niepokalanej, by odczytać w Niej siebie. Dziecko powinno szukać siebie wpatrując się w matkę, wpatrując się w ojca. Szczególnie więc warto wpatrywać się w Niepokalaną, bo Ona, nasza Matka, jako pierwsza przyjęła Chrystusa. Tego Chrystusa, którego każdy z nas, przeżywając rekolekcje oazowe, uznał za swojego Pana.
    Nie-pokalana, czyli inaczej mówiąc: wolna od grzechu. Możemy też powiedzieć: obdarzona szczególną łaską Bożą. Wolna od grzechu... – więc może było Jej łatwiej? Ale z drugiej strony, gdy spoglądamy wstecz, ku początkom stworzenia, musimy stwierdzić jednoznacznie, że pierwsi rodzice też byli wolni od grzechu. Wiemy jednak, jak się potoczyły ich losy. Czego zabrakło pierwszym rodzicom, a co niejako wypełniało Maryję? Całkowite oddanie się Bogu, całkowite zawierzenie Mu.
    Znamy dobrze opis tajemnicy Zwiastowania. Rozpoczyna go skierowane do Maryi pozdrowienie anielskie: „Bądź pozdrowiona (haîre), łaski pełna, Pan z Tobą” (Łk 1, 28). Zatrzymajmy się na chwilę przy tych słowach, gdyż zawierają bardzo ważną treść, którą znane nam tłumaczenia nie do końca ukazują. Greckie haîre bowiem może być tłumaczone nie tylko jako pozdrowienie: „bądź pozdrowiona”, ale także dosłownie: „raduj się”. Tym bardziej, że św. Łukasz, jak świadczy o tym jego Ewangelia, podobnie jak inni autorzy nowotestamentalni korzysta z Septuaginty, greckiego przekładu hebrajskiego oryginału Starego Testamentu (Septuaginta zawiera też księgi, które istnieją tylko w języku greckim). W Septuagincie zaś mamy księgi prorockie, między innymi Sofoniasza i Zachariasza, w których znajduje się jakże dynamiczne wezwanie do radości: „Raduj się (haîre) wielce, Córo Syjonu, wołaj radośnie, Córo Jeruzalem! Oto twój Król idzie do ciebie, sprawiedliwy i zwycięski. Pokorny – jedzie na osiołku, na oślątku, źrebięciu oślicy” (Za 9, 9; zob. też So 3, 14). Można więc w tym Łukaszowym haîre dostrzec pozdrowienie, ale także warto i trzeba dostrzec nawiązanie do prorockiego wezwania do radości. Z jakiego powodu?
    „Raduj się, łaski pełna, Pan z Tobą”. „Łaski pełna (kecharitoméne)” – gdy się wgłębimy w oryginał, to musimy stwierdzić, że jest to interpretacja tekstu, a nie tłumaczenie. Greckie słowo kecharitoméne bowiem to imiesłów bierny (pasywny) greckiego czasu perfecti (part. perf. pass. voc. fem. 2 per. sing.), określającego czynność, która się zaczęła w danym momencie w przeszłości, i której skutek wciąż trwa. To słowo jest też w kontekście, w jakim występuje, tzw. passivum theologicum, podkreślającym działanie Boga. Pochodzi zaś od rzeczownika háris („łaska”) i jest jedynie formą czasownikową tego rzeczownika. Nie ma w nim miejsca na słowo „pełna”. Jak je wobec tego tłumaczyć? – „Obdarowana łaską” bądź „przemieniona przez łaskę”. W ten sposób zachowuje się formę pasywną czasownika, jego czas, i wskazuje na Boga jako podmiot działający. Podkreśla się, że to, co dokonało się w Maryi wynika z daru łaski, z daru samego Boga, że jest to spowodowane działaniem Boga. A zatem „pełna łaski” jest tłumaczeniem błędnym, ale nie błędną interpretacją. Mamy prawo do takiego komentarza. Potwierdziła go przez wieki wiara Kościoła.
    Pamiętam, gdy pracowaliśmy nad przekładem ekumenicznym, to nasi bracia protestanci, szczególnie przedstawiciel Kościoła Metodystycznego, zaczęli mówić, że nie zgodzą się na tłumaczenie „pełna łaski”, bo „pełen łaski” może być tylko Bóg, tylko Chrystus, a nie człowiek. Wtedy odpowiedziałem, że owszem, tego nie można tak przełożyć, ale tylko z punktu widzenia gramatycznego, a nie z motywów teologicznych, gdyż Bóg, gdyż Chrystus jest samą łaską, a człowiek może być na tyle pełen łaski, na ile jest w stanie ją przyjąć, na miarę pełni właściwej sobie. Wobec tego, jeśli nawet zgodziliśmy się w przekładzie ekumenicznym na nowe brzmienie tłumaczenia, to jednak nie przeszkadza to, abyśmy w interpretacji tego tekstu dalej sięgali do tradycji, do przekładu św. Hieronima. Ale musimy być świadomi, że jest to komentarz, a nie werbalne tłumaczenie tekstu.
    Ta interpretacja w Kościele szła dalej. Obdarowanie Maryi łaską, przemienienie Jej przez łaskę w tradycji, w Kościele, zostało podjęte w formie tytułu-określenia „Niepokalana”, podkreślającego Jej wolność od grzechu.
    „Raduj się Maryjo, obdarowana łaską, Pan z Tobą”. Po tym stwierdzeniu anioł, w odpowiedzi na reakcję Maryi, zachęca Ją, by się nie lękała, bo znalazła łaskę u Boga (zob. Łk 1, 30). Następnie oznajmia Jej, że pocznie i urodzi syna, i nada Mu imię Jezus (zob. Łk 1, 31). „Będzie On wielki i zostanie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca Dawida. Będzie królował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca” (Łk 1, 32-33). Teraz Maryja pyta się – zadaje pytanie tak dalece, jak tylko można – by uzyskać w miarę wyczerpującą odpowiedź: „Jak to się stanie, przecież nie znam jeszcze mężczyzny?” (Łk 1, 34). „Duch Święty zstąpi na ciebie i moc Najwyższego zakryje Cię jak obłok” (Łk 1, 35) – czy taka odpowiedź anioła była jednak dla Niej zrozumiała? Dzisiaj, gdy znamy Stary i Nowy Testament wszystko nam się wydaje oczywiste. A czy Maryja tak naprawdę do końca rozumiała te słowa? Czy w tym momencie nie zadziałała bardziej wiara? – „Oto ja Służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa” (Łk 1, 38).
    Święty Łukasz szczególnie podkreśla znaczenie, rolę wiary w swojej Ewangelii. Ukazuje najpierw zwiastowanie Zachariaszowi (zob. Łk 1, 5-25). Zachariasz powątpiewał, nie uwierzył, dostał więc specjalny znak – stał się niemy. Z kolei Maryja zadała pytanie, próbując tylko lepiej zrozumieć, ostatecznie jednak zawierzyła aniołowi na słowo, uwierzyła. Następnie te dwa wydarzenia niejako spotykają się w tajemnicy nawiedzenia św. Elżbiety przez Maryję w Ain Karim (nazwa miejscowości pochodzi z tradycji, brak jej w Piśmie Świętym – zob. Łk 1, 39-45). Tutaj św. Elżbieta uwypukla to, co się dokonało w Maryi przy zwiastowaniu: „Błogosławiona (szczęśliwa) jesteś, bo uwierzyłaś, że spełnią się słowa, które Pan powiedział do ciebie” (Łk 1, 45). Wiara Maryi została więc przez Łukasza niesamowicie uwypuklona już od pierwszych kart trzeciej Ewangelii. Wyraźnie zwraca on uwagę na Jej bezgraniczne zawierzenie, bezgraniczne oddanie się Bogu, a poprzez przyjęcie Bożego Słowa, na oddanie się też Chrystusowi. Można powiedzieć, że Maryja staje się Oblubienicą Słowa, mimo iż trudno zrozumieć, że można być jednocześnie i Matką, i Oblubienicą.
    Znamy wszyscy wydarzenie z krewnymi Jezusa: „Twoja Matka i Twoi bracia stoją na zewnątrz i chcą Ciebie widzieć” (Łk 8 ,20). Chrystus, wykorzystując sytuację, chce pouczyć, że w królestwie Bożym nie mają znaczenia więzy krwi. Żydzi bowiem byli przekonani, że będą zbawieni dlatego, iż są spokrewnieni z Mesjaszem. Chrystus jednak wyraźnie, jednoznacznie wskazuje: „Moją Matką i Moimi braćmi są ci, którzy słuchają Słowa Bożego i wprowadzają je w czyn” (Łk 8, 21). By zaś zostało to właściwie zrozumiane i przyjęte, jeszcze raz w innym miejscu św. Łukasz pisze: „Pewna kobieta spośród zgromadzonych zawołała donośnym głosem do Niego (do Jezusa): «Błogosławiona matka, która Cię urodziła i wykarmiła!» On zaś odpowiedział: «O ileż bardziej błogosławieni są ci, którzy słuchają Słowa Bożego i strzegą go»” (Łk 11, 27-28) – słuchają Słowa Bożego i wprowadzają je w czyn, słuchają i strzegą, zachowują je.
    To właśnie Maryja jest według Łukasza pierwszą osobą, która słuchała Słowa Bożego, wprowadzała je w czyn i strzegła, zachowywała. Przecież już w Ewangelii Dzieciństwa mówi o tym, że Maryja podczas Zwiastowania powiedziała do posłańca Bożego: „Niech mi się stanie według twego słowa” (Łk 1, 38). Potem zaś, choć może nie do końca rozumiała wszystkie wydarzenia z Ewangelii Dzieciństwa, szczególnie to, co działo się podczas narodzenia Jezusa czy Jego zaginięcia i odnalezienia w świątyni, Ewangelista podkreśla, że zachowywała wszystkie te sprawy, słowa, rzeczy (ta remata) w sercu i rozważała je (zob. Łk 2, 19. 51). Maryja więc nie dlatego jest najbliższa Chrystusowi, że jest Jego Matką, ale dlatego, że jest Jego Oblubienicą. Przecież Matką jest też dlatego, że jest Oblubienicą, Oblubienicą Słowa. Może to dziwić, stąd może lepsze jest sformułowanie „oblubieńcze macierzyństwo” – Matka zakochana w swoim Synu, Matka oddana całkowicie swojemu Synowi.
    W Apokalipsie, w jednym z siedmiu listów do Kościołów, św. Jan przytacza zarzut Jezusa wobec Kościoła w Efezie: „Ale mam przeciw tobie to, że odstąpiłeś od swej pierwotnej miłości” (Ap 2, 4). Ta pierwotna miłość to właśnie „oblubieńcze macierzyństwo”. To jest to zapatrzenie się w siebie, oddanie się całkowicie sobie, zdanie się na siebie. Nie jest nim jeszcze ten etap, gdy to zastanawiamy się na ile musimy ustąpić, na ile zrezygnować ze swojego. Jest nim bowiem dopiero pójście na całość. Gdybyśmy mieli więcej tekstów o Maryi, moglibyśmy zapewne dostrzec więcej tego rodzaju wydarzeń z Jej życia. Chodzi o to pójście na całość od początku aż po Krzyż, o to bezgraniczne wpatrzenie się w Jezusa, całkowite posłuszeństwo, dzięki któremu Maryja stała się także Matką nas wszystkich.
    Kana Galilejska. „A gdy zabrakło wina, Matka Jezusa powiedziała do Niego: «Wina nie mają»” (J 2, 3). Stwierdzenie faktu, poinformowanie Syna o trudnej dla nowożeńców sytuacji i chyba także w ustach Matki ukryta prośba, pełna nadziei, że jej zaradzi. I teraz znowu mamy tekst, który prosi się o inne tłumaczenie, bo tłumaczenie dotychczas znane z Biblii Tysiąclecia: „Czy to Moja lub Twoja sprawa, Niewiasto?” (J 2, 4) jest nie do przyjęcia. Tym bardziej, że grecki zwrot: Tí emoi kai soí występuje także w innym miejscu w Nowym Testamencie, w ustach opętanego, z którego Chrystus wyrzuca złego ducha, i jest tam prawidłowo przetłumaczony: „Czego chcesz ode mnie, Jezusie, Synu Boga Najwyższego?” (Mk 5, 7; Łk 8, 28).
    Tí emoi kai soí – dosłownie znaczy: „Co mnie i tobie”. Stąd tłumaczenie Tysiąclatki, ale niestety bez uwzględnienia sensu zwrotu oryginalnego i kontekstu, w którym on występuje. Zwrot ten występuje zaś także w Septuagincie, a jest tłumaczeniem hebrajskiego: mah lî walak, które oznacza wynikającą z kontekstu separację, oddzielenie między dwiema rzeczywistościami, do których się odnosi (zob. Sdz 11, 12; 1 Krl 17, 18; 2 Krl 3, 13; 2 Krn 35, 21). W wydarzeniu Kany mamy zaś kontekst ukrytej prośby w stwierdzeniu Maryi: „Wina nie mają” (J 2, 3) i jej spełnienie. Separacja więc, oddzielenie musi zachodzić na płaszczyźnie prośby i jej spełnienia. O co jednak chodzi?
    Ewangelista nie bez powodu określa wcześniej Maryję nie po imieniu, ale dwukrotnie terminem: „Matka Jezusa” (jak zresztą w całej swojej Ewangelii). I nagle w odpowiedzi Jezusa skierowanej do Matki pojawia się słowo gýnai („Niewiasto”, „Kobieto”), niegrzeczne w ustach Syna (zob. J 2, 4). Zapewne więc ma ono na celu sprowokować słuchaczy, czy też tych, którzy będą później czytać ten tekst. Jeśli ktoś zna dobrze Pismo Święte, to bez wątpienia w jego myślach pojawi się tekst protoewangelii, pierwszej dobrej nowiny z Księgi Rodzaju: „Wprowadzam nieprzyjaźń między tobą (wężem, szatanem) a niewiastą, między potomstwem twoim a potomstwem Jej. Ono zmiażdży ci głowę, a ty zranisz je w piętę” (Rdz 3, 15). Słowo „Niewiasta” pojawia się także w Janowej Ewangelii w słowach wypowiedzianych przez Jezusa z krzyża: „Niewiasto, oto syn Twój” (J 19, 26). I gdyby jeszcze tego było mało, to mamy dalsze zdanie: „Jeszcze nie nadeszła Moja godzina” (J 2, 4). A w Ewangelii według św. Jana „godzina Jezusa” to termin niesamowicie ważny, termin techniczny, oznaczający wywyższenie Jezusa na krzyżu. Można powiedzieć, że do rozdz. 12 „godzina Jezusa” jeszcze nie nadeszła (zob. J 7, 30; 8, 20). Natomiast od rozdz. 12, od triumfalnego wjazdu do Jerozolimy, „godzina Jezusa” jawi się w swej perspektywie bezpośredniej, by wypełnić się na krzyżu (zob. J 12, 23. 27; 13, 1; 17, 1).
    Mamy więc oddzielenie prośby od spełnienia. Maryja przedstawia zwykłą, ludzką prośbę. Kieruje się troską o człowieka. Brak wina byłby bowiem złą wróżbą dla nowożeńców na przyszłość. Skoro nie przewidzieli, ile wina przygotować na własne wesele, to jak sobie poradzą w przyszłości? Maryja widzi tę niezręczną sytuację, widzi potrzebę człowieka i zwraca się ze zwykłą, ludzką prośbą. Chrystus zaś przenosi ją na poziom mesjański: „Czego chcesz ode Mnie, Niewiasto? Jeszcze nie nadeszła Moja godzina” (J 2, 4). Nie ma w tych słowach mowy o niespełnieniu tej prośby. Potwierdza to też reakcja Maryi, która następnie mówi do sług: „Zróbcie to, co wam powie” (J 2, 5).
    Pełne stągwie. Biorąc pod uwagę średnią arytmetyczną, mamy około 600 litrów wina. Obfitość wina to zgodnie ze Starym Testamentem znak czasów mesjańskich (zob. Rdz 49, 10-12; Iz 25, 6; Am 9, 13), oznaczający, że nastały czasy mesjańskie. Dalej starosta weselny mówi, że dobry gospodarz podaje najpierw dobre wino, a potem gorsze (zob. J 2, 10). Nieprawda! Tak wówczas, jak i dzisiaj zwyczaj był i jest przeciwny. Autor więc przez tę prowokację chce zapewne dobitniej podkreślić, że wino Nowego Testamentu, czas Nowego Testamentu jest lepszy niż czas Starego Testamentu (zob. Iz 25, 6).
    To był pierwszy (archen – „początek”, „pierwszy”) cud, znak (semeîon) Jezusa (zob. J 2, 11) – pierwszy w kolejności lub pierwszy, bo najważniejszy.
    Zauważmy rolę Maryi w tym wydarzeniu. Ona jest tą osobą, która niejako informuje Chrystusa. Ona nawet nie musi prosić. Wystarczy, że oznajmi w pełnym zawierzeniu. Chrystus daje zaś więcej niż to, o co był proszony.
    My często prosimy, jak Maryja. Ale czy umiemy słuchać? Czy wsłuchujemy się w to, co Chrystus chce nam powiedzieć? Czy też buntujemy się, że od razu nie zostaliśmy wysłuchani? Bo myśmy przecież prosili! A może trzeba w pokorze przyjąć sposób spełnienia przez Chrystusa naszej prośby i wynikającą z tego naukę. Dlatego może trzeba dłużej prosić, modlić się. Nawet latami, jak św. Monika, która prosiła o nawrócenie swego syna, św. Augustyna. Wszystko zależy od gleby, od nas – bo Słowo, jeżeli padnie na dobrą glebę, przyniesie plon stokrotny (zob. Łk 8, 8). Maryja w pełni wierzy swojemu Synowi: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (J 2, 5). Sama ufa i prosi człowieka o zaufanie. My jednak często odwracamy się plecami, gdy nasza prośba nie jest tak spełniona, jak byśmy chcieli... Jakże warto byłoby, ucząc się od Maryi, stawać się oblubienicą, oblubieńcem Słowa. Dopiero bowiem wtedy można przynieść owoc.
    Szczytem w życiu Maryi jest krzyż. Obok krzyża Jezusa stały: Jego Matka i siostra Jego Matki, Maria, żona Kleofasa i Maria Magdalena oraz Jan – uczeń, którego Chrystus miłował (zob. J 19, 25-26). Miłość wzajemnego oddania się musi być życiodajna i płodna. Jedynie zaś całkowite zawierzenie sobie może przynieść owoc. Dlatego też Maryja zostaje właśnie pod krzyżem ogłoszona Matką uczniów: „Niewiasto, oto syn Twój” (J 19, 26). Ale to było nie tyle ustanowienie, co objawienie istniejącej rzeczywistości. Maryja bowiem przez oblubieńczą miłość do Słowa, przez oblubieńcze macierzyństwo już stała się Matką wierzących w Słowo Wcielone.
    W szczególny sposób miłość życiodajna i płodna realizuje się w małżeństwie. Nie bez powodu więc św. Paweł porównuje Kościół do relacji małżeńskiej: Chrystus – Oblubieniec; Kościół – Oblubienica (zob. Ef 5, 21-33).
    Od tajemnicy Maryi podążamy do tajemnicy Kościoła. Każdy członek Kościoła ma być na wzór Maryi-Oblubienicy oddany Chrystusowi. W jaki sposób? Przez wiarę i miłość. Święty Paweł w szczególny sposób naucza o usprawiedliwieniu przez wiarę. Ta nauka na pierwszy rzut oka jest na tyle trudna, że była jedną z przyczyn trwałego oddalenia się od siebie Kościołów Katolickiego i Protestanckiego.
    Święty Paweł podkreśla, że jesteśmy odkupieni dzięki łasce Bożej za darmo (zob. Rz 3, 24; Ef 2, 8-9). Czy zostaniemy jednak zbawieni, to zależy od nas, bo każdy dar może być przyjęty lub odrzucony. Dlatego właśnie potrzeba wiary, by naszym udziałem stało się zbawienie. Udział w odkupieniu mamy bowiem przez wiarę: „Wiemy jednak, że człowiek nie dostępuje usprawiedliwienia z uczynków Prawa, lecz przez wiarę w Jezusa Chrystusa” (Ga 2, 16; zob. Rz 3, 26. 28). Wzorem tej wiary, jak widzimy, jest Maryja. Jej wiara zaowocowała obecnością przy Chrystusie do końca, aż po krzyż, i także potem na modlitewnym czuwaniu w Wieczerniku przed zesłaniem Ducha Świętego.
    Wiara realizuje się zaś przez miłość: „W Chrystusie Jezusie bowiem nie ma znaczenia ani obrzezanie, ani jego brak, ale wiara, która działa przez miłość” (Ga 5, 6 zob. Ga 5, 13-14; 6, 2; Ef 3, 17). Największym zatem kłamstwem, jakie człowiek dał sobie wmówić przez Szatana, jest stwierdzenie: „Jestem wierzący, ale niepraktykujący”.
    Wiara realizuje się przez miłość, a miłość domaga się uczynków (zob. Rz 6, 15-23; 8, 9-13; 12, 1-15, 13; 1 Kor 13, 1-13). Nie mamy jednak podejmować uczynków dlatego, by osiągnąć zbawienie, bo to jest wyrachowanie! To jest brak miłości! Z wiarą mamy przyjmować dar łaski, dar odkupienia i dawać odpowiedź miłości, wyrażającą się gotowością przyjęcia krzyża, i to do końca. Trzeba nam nieustannie się uczyć całkowitego oddania się Chrystusowi Słudze, jak Maryja. Aby zrozumieć, czym jest Kościół, wystarczy spoglądać na Maryję i odtwarzać w swoim życiu Jej postawę wobec Chrystusa. Maryja bowiem jest jednocześnie i Matką, i członkiem Kościoła, tak jak jest i Matką, i Oblubienicą Chrystusa. Kościół więc, naśladując Maryję, musi się stawać we wszystkich swoich członkach matką. A jest matką wtedy, gdy jest oblubienicą, czyli gdy jest całkowicie oddany Chrystusowi.
    Fundamentem Kościoła jest osoba, każdy z nas. Osoba zaś urzeczywistnia siebie w dawaniu siebie. Dopiero osoba tak pojmująca swoje powołanie staje się nowym człowiekiem.
    Nowy człowiek. Niepokalana jest wzorem nowego człowieka. Nie tyle Chrystus, co właśnie Niepokalana, bo Ona jest wzorem przyjęcia Chrystusa. Stąd w ramach rekolekcji wakacyjnych szczególnie towarzyszy nam Różaniec, by przez rozważanie tajemnic powiązań Maryi z Chrystusem, czy też tajemnic wskazujących na Chrystusa, nieustannie nasza relacja z Chrystusem się umacniała, by mogło się realizować „my” wertykalne i przenosić się na komunię z braćmi.
    Istotą Kościoła jest communio. Nie może być jednak jedności w parafii bez jedności w małżeństwie, w rodzinie. Należy zapomnieć o „ja”, a myśleć kategorią „my”. „My” może być wertykalne – ja i Chrystus, i może być horyzontalne – ja i ty. To przenosi się potem na jedność całego Kościoła. Nigdy jednak nie będzie prawidłowego communio wśród chrześcijan, jeśli wcześniej nie będzie właściwej relacji z Chrystusem.
    Warto jeszcze wspomnieć o szczególnie istotnym w oazach słowie agápe – miłość bezinteresowna, miłość dla samej miłości. Interesujący pod tym względem jest dialog Chrystusa ze św. Piotrem, gdy po zmartwychwstaniu trzy razy pyta go o stosunek do siebie i zleca mu misję pasterską (zob. J 21, 15-19). Tekst tłumaczenia nie zawsze pozwala zauważyć to, co istotne. Chrystus posługuje się tutaj dwoma greckimi czasownikami: agapáo – miłość bezinteresowna, bezgraniczna i filéo – miłość ludzka, o wymiarze małżeńskim, przyjacielskim.
    Pierwsze pytanie: „Szymonie, synu Jana, czy miłujesz (agapâs) Mnie bardziej niż ci?” (J 21, 15). I odpowiedź Piotra: „Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham (philô)” (J 21,15). Piotr nie odpowiada, używając czasownika agapáo, tego samego, co Jezus. Mówi: „Ty wiesz, że Cię philô”. Podobna sytuacja ma miejsce przy drugim zapytaniu (zob. J 21, 16). Za trzecim więc razem Chrystus nie posługuje się już czasownikiem agapáo, lecz czasownikiem filéo, i pyta: „Szymonie, synu Jana, czy kochasz (fileîs) Mnie?” (J 21, 17). Czy choć tą ludzką miłością Mnie kochasz? I wtedy Piotr zasmucił się – zapewne przypomniał sobie swoje zaparcie się Chrystusa – i odpowiedział: „Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham (philô). Powiedział mu Jezus: Paś Moje owce” (J 21,17). Mało, że nie było tej miłości bezinteresownej, to nie bardzo też była ta miłość zwykła, ludzka.
    W Maryi zaś mamy właśnie przykład tej bezinteresownej miłości, miłości do końca. Uczmy się więc tej miłości od Niej.

    ks. Mirosław Kiedzik
    UKSW Warszawa, Dyrektor Instytutu im. Ks. F. Blachnickiego
    Referat wygłoszony 6 września 2003 r. w Wyższym Arcybiskupim Seminarium Duchownym w Łodzi na Podsumowaniu pracy Domowego Kościoła Ruchu Światło-Życie.



    © 2001-2013 Centralna Diakonia DK