Strona startowa Domowego Kocioa Strona startowa Ruchu wiato-ycie
  
     
  Strona główna    Aktualności    Rekolekcje    Założyciel    Formacja    List DK    Galeria    Dom na Jagiellońskiej  
  Diakonia    Linki    Wzajemna pomoc    Z życia Ruchu    W Kościele i świecie  
List DK
Powrt do listy
Listw DK
 
Artykuy:
List`94: I-IV 2004
  • Od Redakcji   Elżbieta i Witold Kowalczykowie (DK, Lublin)

  • Oblubieńcze macierzyństwo - Maryja wzorem (dla) Kościoła   ks. Mirosław Kiedzik, UKSW Warszawa, Dyrektor Instytutu im. Ks. F. Blachnickiego

  • Konspekty spotkań miesięcznych kręgu   Elżbieta i Witold Kowalczykowie

  • Konspekt spotkania - Świadectwo   Elżbieta i Witold Kowalczykowie

  • Konspekt spotkania - Nowa Kultura   Elżbieta i Witold Kowalczykowie

  • Konspekt spotkania - Agape   Elżbieta i Witold Kowalczykowie

  • Domowy Kościół w „Świętej Puszczy”   Elżbieta i Witold Kowalczykowie

  • List   ks. Stefan Patryas

  • Ruch Światło-Życie wobec aktualnych zjawisk społecznych   Deklaracja XXIX Kongregacji Odpowiedzialnych

  • Umieć cieszyć się każdym dniem...   Ewa i Krzysztof z Radomia

  • Bardzo zabiegał o wierność charyzmatowi (Wspomnienie o Zdzisławie Chojnackim)   Wanda i Stefan Mazurkowie

  • .......   Redakcja

  • To był żywy kościół   ks. Stanisław Czenczek

  • „Obleczcie się w serdeczne miłosierdzie...”   Eleonora i Roman Gwardzikowie, pierwsza para diecezjalna diecezji gnieźnieńskiej

  • Nie „wczasy z Bogiem”, ale rekolekcje!   Anna i Wilhelm Iwaneccy, pierwsza para diecezjalna diecezji katowickiej

  • Służymy tym, co otrzymaliśmy   Maria i Stanisław Bujnikowie, pierwsza para diecezjalna archidiec. warszawskiej

  • Pan Jezus uzdrowił nas oboje   Wacława i Józef Zienowiczowie (DK, Warszawa)

  • „Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem...”   Irena i Zygmunt Decowie (DK, Rzeszów)

  • List`94: stycze - kwiecie 2004

    Służymy tym, co otrzymaliśmy

    Nazywamy się Maria i Stanisław Bujnikowie, małżeństwem jesteśmy już 39 lat. Na pierwszą oazę pojechaliśmy w roku 1977. Była to dość specyficzna oaza, ponieważ okazało się, że nie dojechał ani moderator, ani para prowadząca. Zaistniała więc potrzeba, żeby z uczestników, którzy przyjechali, stworzyć zespół animatorów. Typowanie odbywało się w ten sposób, że Siostra Jadwiga zadała uczestnikom kilka pytań na temat Pisma Świętego. Nie wiedzieliśmy, że są to jakieś „podstępne” pytania. Dlatego dość śmiało powiedzieliśmy parę zdań o księgach Starego i Nowego Testamentu... W efekcie okazało się, że zostaliśmy jedną z siedmiu par animatorów. Następnego dnia spotkaliśmy się na „szkoleniu”, które zorganizowali Lusia i Staszek Beutlowie prowadzący równolegle inną oazę w Krościenku. Przychodzili wieczorami i uczyli nas. Tak stawialiśmy nasze pierwsze kroki. Chociaż uważaliśmy, że jesteśmy bardzo wierzący i praktykujący, okazało się, że nie mamy doświadczenia w posłudze animatorskiej. Nasi „nauczyciele” każdego dnia wieczorem przygotowywali nas do rozmów ewangelicznych, prowadzonych z uczestnikami następnego dnia. Była to dla nas trudna droga. Musieliśmy pokonywać wiele oporów wewnętrznych, walczyć z własną słabością, z tremą i lękiem. Moc Sakramentu Pokuty i Eucharystii dodawała siły i odwagi w tej nowej posłudze. Ja należałam do osób, które nigdy publicznie nie występowały, byłam taką cichą myszką. Tkwiłam w przekonaniu, że nic nie umiem mówić, że wszystko, co powiem, jest banalne i oczywiste. W momencie wyboru animatorów schowałam się do kuchni, pomagając w przygotowaniu obiadu, ale mnie tam odnaleziono. Mój mąż cały czas dodawał mi otuchy, podtrzymywał i podbudowywał. I tak to się zaczęło.
    Po tej oazie w siedmiu diecezjach powstały kręgi Domowego Kościoła. Siedem par animatorskich, które się „urodziły” na oazie, zostało później parami diecezjalnymi. My pełniliśmy posługę w diecezji przez pełnych siedem lat (nie było wtedy kadencyjności). Pierwsza oaza pozostała dla nas wielkim przeżyciem. Na podsumowaniu w Zakroczymiu wraz z ks. Janem Mendelakiem, jezuitą, postanowiliśmy, że trzeba coś w Warszawie zacząć robić. Pierwsze spotkanie odbyło się 3 października 1977 r. w naszym domu i był to krąg „ogólnowarszawski” – międzyparafialny, ponieważ zawiązał się korespondencyjnie, na podstawie adresów, które otrzymaliśmy od Siostry Jadwigi. Tego pierwszego spotkania, tak jak i pierwszej oazy nie zapomnimy do końca życia. Po roku powstał drugi krąg, potem następne... Gdy przekazywaliśmy posługę nowej parze diecezjalnej było ich dwadzieścia siedem.
    Kolejną niesamowitą niespodzianką na naszej drodze była nieoczekiwana propozycja Siostry Jadwigi, która powiedziała: „załatwiajcie paszporty, pojedziecie na oazę do Rzymu”. Oaza rzymska III stopnia odcisnęła na nas olbrzymie piętno. Mieliśmy okazję jeszcze potem być trzykrotnie w Rzymie, ale żadnego z tych spotkań nie da się porównać do przeżyć tamtej oazy. „Przeskoczyliśmy” wtedy trochę, bo nie byliśmy jeszcze na oazie II stopnia. Przeżyliśmy 5 spotkań z Ojcem Świętym, m.in. pierwsze w historii papiestwa i Watykanu wspólne ognisko z Papieżem, wieczorem 12 sierpnia 1979 r. Otrzymaliśmy na pamiątkę książki, które nam Ojciec Święty podpisał. Poświęcił nam wtedy kilka godzin, pytał jak nam się mieszka (zakwaterowano nas w Domu Generalnym Sióstr Urszulanek Czarnych na via Nomentana), czy mamy co jeść. Kiedy spytał, czego nam brakuje, to gromkim głosem 120-osobowa grupa (młodzieży i małżeństw) odpowiedziała, że... „dżemu!”. Bo rzeczywiście tej „tradycyjnej”, oazowej „potrawy” w Rzymie nie było. Nasza rzymska oaza – to 21 wspaniałych dni przeżywania Kościoła. Wszystko było wielkim przeżyciem: wędrowanie po rzymskich bazylikach, sprawowane w nich liturgie i zwiedzanie; wyjazdy do Asyżu, Mentorelli, Monte Cassino i Castel Gandolfo; dzień wspólnoty, kiedy każdy miał prawo podejść z zapaloną świecą do Ojca Świętego i powiedzieć mu jedno zdanie; spotkanie z Matką Teresą z Kalkuty – pojechaliśmy do domu sióstr i uczestniczyliśmy w różańcu i modlitwie prowadzonej przez nią, mając świadomość, że dotykamy sacrum, kogoś świętego. Tego nie da się opowiedzieć...
    Po wielu latach trwania w Domowym Kościele zastanawiamy się często, jakie są owoce całego naszego posługiwania, co my sami otrzymaliśmy w małżeństwie i rodzinie?
    Po pierwsze, rekolekcje oazowe, wielokrotnie przeżywane, zaowocowały w naszym życiu wzrostem wiary, nadziei i miłości, a formacja DK otworzyła i utorowała drogę do szeroko pojętego apostolstwa. Dwa lata po pierwszej oazie podjęłam etatowo pracę w duszpasterstwie rodzin jako diecezjalna instruktorka. Niezbadane są ścieżki Pana, bo po ludzku patrząc, stało się to zupełnie przypadkowo. Moje zaangażowanie, w pełni akceptowane i wspomagane przez męża, trwa już 25 lat. Nasza wspólna, 27-letnia posługa animatorska w kręgach jest ciągłym odkrywaniem współgrania Kościoła Domowego z szeroko pojętą pracą dla rodzin. Połączenie formacji z wiedzą dotyczącą małżeństwa i rodziny, z potrzebami rodzin, wspaniale się uzupełnia i jest naszym ogromnym doświadczeniem, które owocuje przez lata.
    Po drugie, ewidentnym owocem jest nabranie przeze mnie odwagi w wyznawaniu swej wiary, mówienia o Panu Bogu i Jego planie zbawienia dla człowieka, ewangelizowania innych. To było kiedyś nie do pomyślenia, bo byliśmy zniewoleni lękiem. Od Pana otrzymaliśmy moc, która owocuje do dziś. Uwierzyliśmy, że każde z nas może być ogniwem w głoszeniu i świadczeniu o Chrystusie.
    Po trzecie, odkryliśmy potrzebę zaangażowania się na rzecz wspólnoty parafialnej. Sługa Boży Ojciec Blachnicki podczas spotkań formacyjnych zawsze przypominał, że kiedy wracamy po rekolekcjach do wspólnot parafialnych, mamy SŁUŻYĆ, a nie rządzić. Animatorzy nie mają za zadanie przemieniać parafii, ale po prostu służyć tym, czego się nauczyli. Posługa Domowego Kościoła w naszej parafii zaczęła się od roku 1986. Na jedną Mszę Świętą w niedzielę i święta stale przygotowujemy oprawę liturgiczną. Na Triduum Paschalne opracowujemy i czytamy komentarze do tych wyjątkowych czynności liturgicznych. DK jest aktywnie obecny w parafialnej służbie liturgicznej, co jest dobrze odbierane przez parafian.
    Na koniec chcielibyśmy dodać, że były także kolejne szczeble naszego zaangażowania – weszliśmy później do kręgu centralnego i tam pełniliśmy swoją posługę. A obecnie jako animatorzy kręgu parafialnego włączamy się w życie wspólnoty i parafii i służymy, jak możemy najlepiej. Za możliwość wzrastania, rozwoju, pogłębiania duchowości małżeńskiej oraz budowania jedności wokół siebie i bliźnich, Bogu składamy dziękczynienie. Jeżeli udało nam się wnieść choć odrobinę dobra w trudną rzeczywistość świata, w którym żyjemy, to CHWAŁA PANU!

    Maria i Stanisław Bujnikowie,
    pierwsza para diecezjalna archidiecezji warszawskiej



    © 2001-2013 Centralna Diakonia DK