Strona startowa Domowego Kocioa Strona startowa Ruchu wiato-ycie
  
     
  Strona główna    Aktualności    Rekolekcje    Założyciel    Formacja    List DK    Galeria    Dom na Jagiellońskiej  
  Diakonia    Linki    Wzajemna pomoc    Z życia Ruchu    W Kościele i świecie  
List DK
Powrt do listy
Listw DK
 
Artykuy:
List`92: V-VIII 2003
  • Od Redakcji   Elżbieta i Witold Kowalczykowie (DK, Lublin)

  • List Ojca Świętego Jana Pawła II do Ruchu Światło-Życie z okazji jubileuszu   Jan Paweł II

  • Ku dojrzałości chrześcijańskiej   ks. Roman Litwińczuk Moderator Generalny Ruchu Światło-Życie

  • Drogowskazy Nowego Człowieka na drodze ku dojrzałości chrześcijańskiej w rodzinach Domowego Kościoła   Z wypowiedzi Pary Krajowej DK Anny i Jacka Nowaków

  • Konspekty spotkań miesięcznych kręgu   Elżbieta i Witold Kowalczykowie (DK, Lublin)

  • Jezus Chrystus  

  • Niepokalana  

  • Duch Święty  

  • Kościół  

  • O ks. Franciszku Blachnickim w Sejmie RP"   Oświadczenie posłanki Marii Nowak

  • Henri Caffarel - Kapłan W setną rocznicę urodzin Założyciela END (30.07.1903-18.09.1996)   Gerard i Marie-Christine de Roberty

  • Spotkanie odpowiedzialnych END Sektor Polska i DK Ruchu Światło-Życie   Wspólny komunikat

  • VI Pielgrzymka DK do Kalisza Zadania rodziny chrześcijańskiej dzisiaj   Elżbieta Kowalczyk - DK, Lublin

  • EMAUS Dzień wspólnoty DK Archidiecezji katowickiej   Urszula i Bogdan Wieczorkowie

  • List z Kanady   Iwona i Stanisław Gierałtowie - DK Kanada

  • Wychować dziecko w miłości   Krysia (DK, Legnica)

  • Manifest życia  

  • Nasze spotkanie z ks. prof. Franciszkiem Blachnickim   Elżbieta i Józef Korpysowie - DK, Międzyrzec Podlaski

  • Modlimy się przez dziesięć lat   Anna i Leonard Dobieccy - DK, Białystok

  • List`92: maj - sierpie 2003

    Ku dojrzałości chrześcijańskiej

    1. Wstęp
    Temat roku: "Ku dojrzałości chrześcijańskiej", po raz pierwszy podejmowany jest na Oazie Rekolekcyjnej Diakonii Jedności, kończącej się w niedzielę Chrztu Pańskiego. Trzeba zaznaczyć, że wybór tematu roku nie jest przypadkowy. Dokonuje się w procesie rozeznawania podejmowanego przez Centralną Diakonię Jedności. Gdy wcześniej pojawił się temat "Deuterokatechumenatu", stawialiśmy sobie pytanie: co dalej? Co dzisiaj dla Ruchu jest szczególnie ważne, jakie tematy należy podejmować, rozważać, przeprowadzać nad nimi refleksję? Wydawało się rzeczą naturalną, że po przyjrzeniu się formacji podstawowej nie można od razu sięgać szczytu - stawiać sobie pytania o diakonię. Zrozumieliśmy, że należy temat formacji katechumenalnej osadzić w tym, co dotyczy wprost człowieka - dojrzałości ludzkiej, osobowej. Równocześnie dostrzec to, co jest przejawem dojrzałości - podejmowanie już pewnych posług.
    Pewne światło dał nam Ojciec Święty swoją ostatnią pielgrzymką, słowami, które wypowiedział do wszystkich Polaków, ale także, w kontekście zawierzenia świata Bożemu Miłosierdziu, do wszystkich ludzi wierzących, do całego świata, także i do naszego Ruchu (ja przynajmniej tak je traktuję). Odsyłam do lektury 59. numeru "Oazy", który poświęcony jest tematowi miłosierdzia, zwłaszcza wyobraźni miłosierdzia. Wydaje się, że słowa Ojca Świętego skierowane do Ruchu Światło-Życie należy osadzić w kontekście całej pielgrzymki. "Umiłowanie Biblii i Eucharystii niech rzuca Boże światło na drogi waszego życia" - gdy to zdanie zwiąże się z tematem miłosierdzia, wówczas odnajduje się pełnię jego znaczenia, pełny blask.

    2. Dojrzałość chrześcijańska zakłada dojrzałość ludzką
    Dojrzałość chrześcijańska zakłada konieczność dojrzałości osobowej, ludzkiej, w różnych wymiarach życia człowieka. Jeżeli sięgniemy do dokumentów Kościoła, szczególnie Soboru Watykańskiego II, a później do tych, które są owocem posługi Jana Pawła II, a więc: Christifideles Laici, Pastores dabo vobis, Veritatis splendor, zauważymy, że ten temat podejmowany jest w nich szczegółowo. Zawsze we wspomnianych dokumentach mówi się o konieczności dojrzałości ludzkiej, osobowej. Nie sposób więc mówić o dojrzałości chrześcijańskiej, religijnej, w odniesieniu człowieka do Pana Boga, bez ułożenia relacji - najpierw do samego siebie, potem do świata i drugiego człowieka, czyli bez dojrzałości ludzkiej. Często, na określenie dojrzałości chrześcijańskiej zamiennie używa się różnych terminów, jak: świętość, doskonałość, wzrost duchowy, rozwój duchowy, pełnia życia, szczęście.
    Spróbuję najpierw zatrzymać się nad dojrzałością osobową. Zastrzegam się, że nie będzie to próba jej precyzyjnego określenia, raczej wskazanie jej przejawów. Nie chodzi też o ujęcie psychologiczne czy pedagogiczne tego zagadnienia, choć z osiągnięć tych nauk należy korzystać.
    Wydaje się, że dojrzałość osobowa, na danym etapie życia, zakłada w człowieku odpowiedni stopień rozwoju i integracji wszystkich jego ludzkich możliwości. Tak więc można mówić zarówno o dojrzałym człowieku dorosłym, jak i o młodzieńcu czy dziecku. Jak to należy widzieć w szczegółach?
    Człowiek dojrzały będzie przeżywał swoją wolność w sposób odpowiedzialny. Nie jako niczym nieograniczoną swobodę, lecz, realizując własne dążenia i cele, zawsze będzie miał na względzie dobro drugiej osoby. Dobro drugiego człowieka będzie determinowało jego wolność, będzie skłaniało do szacunku dla jego godności, dla jego inności. Dojrzały człowiek to taki, który podda swoje uczucia, swoją sferę emocjonalną panowaniu rozumu - nie będzie targany namiętnościami, emocjami, nie będzie się im poddawał.
    Człowiek dojrzały to ten, kto przejawia ducha życia wspólnotowego, kto posiada umiejętność słuchania innych, jest zdolny do dialogu, kto będzie szukał tego, co łączy, co jednoczy, a nie będzie eksponował i dramatyzował tego, co dzieli. Dojrzałość przejawia się gotowością do przebaczenia, do uznania swojej winy. Tu tkwi też zdolność do kompromisu w sytuacjach konfliktowych, zwłaszcza wtedy, gdy mamy do czynienia z równoważnymi dobrami czy wartościami.
    Dojrzałość winna się też przejawiać w gotowości niesienia pomocy, w trosce o dobro wspólne, czyli w postawie altruistycznej. "Ku dojrzałości" oznacza przechodzenie od postawy biorcy do postawy dawcy, aż po ofiarną miłość.
    Ciągle mam w pamięci usłyszane przed laty tu, w Częstochowie, zdanie o. Karola Meissnera. Mówiąc o dojrzałości do realizacji powołania, powiedział, że człowiek, który pyta w życiu "co ja z tego będę miał?", nie nadaje się do niczego - ani do małżeństwa i życia rodzinnego, ani do życia zakonnego czy kapłańskiego. To jest egoista, który ciągle będzie zainteresowany zagarnianiem czegoś, zaborczością, panowaniem nad kimś. Natomiast człowiek, który stawia sobie pytanie "co jest jeszcze do zrobienia?", będzie dobrym ojcem, matką, ale także kapłanem i siostrą zakonną. Dojrzałość przejawia się w tym, że człowiek od widzenia tylko własnych spraw, a więc od jakiegoś wąskiego spojrzenia na życie, będzie przechodził do spojrzenia, które ogarnia wielu ludzi, każe w nich dostrzegać braci i siostry, mówiąc językiem Ojca Świętego - każe w nich dostrzegać oblicze Chrystusa.
    Wydaje się też, że istotną cechą dojrzałości chrześcijańskiej będzie również solidarność. Przed laty na gdańskiej Zaspie Ojciec Święty dał jej wspaniałą definicję. Wówczas odczytano ją tylko w kontekście społeczno-politycznym. Warto do niej dzisiaj wracać. "Solidarność", "być solidarnym" - wydaje się, że Ojciec Święty nie mówił tylko o związku zawodowym, który wówczas nie miał prawa istnienia, ale mówił o relacjach międzyludzkich. To zdanie ciągle brzmi mi w uszach i w sercu: "Jeden drugiego brzemiona noście - to zwięzłe zdanie Apostoła jest inspiracją dla międzyludzkiej i społecznej solidarności. Solidarność - to znaczy: jeden i drugi, a skoro brzemię, to brzemię niesione razem, we wspólnocie". Być solidarnym z człowiekiem obarczonym brzemieniem, utrudzonym problemami, troskami - stanąć przy takim człowieku. To też jest miara dojrzałości człowieka.
    Dojrzałość będzie się również przejawiać w twórczym podejściu do pracy zawodowej. Nie będzie ona traktowana tylko jako sposób zarobkowania, jako jakieś przekleństwo czy dopust Boży, ale jako szansa rozwoju własnej osobowości.
    W dojrzałości chodzi też o stałość ducha, czyli zrównoważony osąd ludzi i zjawisk, a więc bez czarnowidztwa, bez totalnej negacji. To zgoda na świat taki, w jakim przyszło nam żyć, na rzeczywistość wokół nas, na przyjęcie norm społecznych. To również troska - walka, ale bez nienawiści, o te wartości, które we własnym sumieniu uznaję za najważniejsze, jednak zawsze z szacunkiem dla godności człowieka inaczej myślącego. Dojrzałość to wytrwałe dążenie do właściwie wybranego celu. Człowiek dojrzały nie poddaje się jakimś chwilowym niepowodzeniom, nie rezygnuje z powodu trudności z raz obranej drogi, wytyczonego celu. Potrafi jednakże być krytycznym wobec siebie, z pewną dozą humoru widzieć swoje sukcesy i porażki.
    Dojrzałość, to wreszcie skrystalizowany światopogląd, prowadzący do nadawania sensu swojemu życiu poprzez odniesienie do wartości absolutnych, ponadczasowych, inaczej mówiąc - do Boga. Widzę moje życie, moje sprawy, moje dążenia, to co dotyczy mojego życia w odniesieniu do najwyższych wartości, które swój szczyt osiągają w Bogu. To również uznanie i podporządkowanie się wartościom najwyższym - dobru, prawdzie, miłości, pięknu, które swoje źródło mają w Bogu. To wreszcie posłuszeństwo dobrze ukształtowanemu sumieniu.
    Reasumując, można powiedzieć, że rozwój człowieka będzie zmierzał w trzech kierunkach. Najpierw do opanowania świata zewnętrznego - "czyńcie sobie ziemię poddaną". Człowiek dojrzały to ten, który umie panować nad światem, ale w dobrym tego słowa znaczeniu - opanowywać świat, czyli czynić go miejscem, w którym przeżywa swoją doczesność. Drugi kierunek to poznanie i umiłowanie prawdy i dobra. Możemy powiedzieć, że ma on charakter uwewnętrzniony. To jakieś poznanie siebie, poznanie sensu swojego życia, poznanie swoich możliwości, spokojne mierzenie się z wyzwaniami, jakie niesie życie. I wreszcie trzeci kierunek. Zmierza on do osiągnięcia rzeczy niewidzialnych - jest to dążenie do kontemplacji i przenikania tajemnicy planu Bożego, czyli odniesienie do Boga Stwórcy i Zbawiciela.
    Zaczynamy więc rozumieć wskazanie Ojca Świętego z Nowo millennio ineunte, które przenika cały ten list na trzecie tysiąclecie. Ojciec Święty nieustannie wzywa do kontemplacji oblicza Chrystusa. Osoba Chrystusa jest bowiem najwyższym, najprawdziwszym i najdoskonalszym urzeczywistnieniem człowieczeństwa. To zdanie pojawia się już w Soborze Watykańskim II, a wraca w nieco innym ujęciu w Nowo millennio ineunte. Wpatrywać się w oblicze Chrystusa, Tego, który dojrzałość ludzką ukazuje nam w stopniu najwyższym, najdoskonalszym. W Jego rysach trzeba nam odnajdywać siebie, weryfikować i konfrontować swoje dążenia. Tak więc rozwój, droga ku dojrzałości odsłaniać powinna w człowieku oblicze Syna Bożego, prawdę, że jesteśmy na obraz i podobieństwo Boże, że jesteśmy dla Boga córkami i synami w Jego jedynym Synu - Chrystusie.

    3. Droga ku dojrzałości chrześcijańskiej
    Dokumenty Soboru Watykańskiego II, a także nauczanie Ojca Świętego, mówią krótko - dojrzałość religijna jest po prostu dojrzałością osobową połączoną z przylgnięciem do Boga i coraz większą z Nim zażyłością.
    Ludzka dojrzałość warunkuje dojrzałość chrześcijańską. Nie można ich od siebie oddzielić. To tłumaczy podjęcie przez Ruch takiego właśnie tematu: "Ku dojrzałości chrześcijańskiej". Wiele głosów, szczególnie na podsumowaniu oaz wakacyjnych sygnalizuje, że z tą dojrzałością ludzką jest coraz gorzej i to nie tylko w wypadku dzieci i młodzieży, ale także moderatorów i animatorów. Są jakieś braki, luki i trzeba nad tym pracować, uświadamiać sobie, że gdzieś po drodze czegoś zabrakło - w naszym domu, w naszej szkole, w pracy naszych wychowawców. Teraz, kiedy sami stajemy w roli wychowawców wobec innych, chcemy ustrzec się od popełniania błędów, chcemy wypracowywać tę dojrzałość osobową, ludzką, która stanie się fundamentem dojrzałego i świadomego odniesienia do Pana Boga.
    W drodze ku dojrzałości chrześcijańskiej opieramy się na kilku filarach. W poniższym wskazaniu rozpoznamy nauczanie Ojca Franciszka oraz elementy katechumenatu:
    a) Słowo Boże, słowo życia, a więc słowo, w którym odczytuję, rozpoznaję wolę Boga, Jego zamysł względem mojego życia, Jego zbawczy plan dla mnie. Chodzi tu także o umiejętność rozpoznawania i rozeznawania w świetle Ewangelii wydarzeń, które zachodzą w moim życiu - również wydarzeń dziejowych, które dzieją się tu i teraz, w naszej Ojczyźnie, w świecie, w Europie. To jest także umiejętność rozpoznawania w świetle Ewangelii znaków czasu.
    b) Modlitwa - zarówno indywidualna, jak i wspólnotowa, również liturgiczna. Ona nadaje człowiekowi jak gdyby smak Boga, ona pogłębia więź z Bogiem. To jest to, co znamy z Księgi Wyjścia - Namiot Spotkania, gdzie Mojżesz rozmawia z Bogiem twarzą w twarz, jak z przyjacielem. Trudno sobie wyobrazić człowieka dojrzałego bez tego dialogu, bez przyjaciela, jakim jest sam Bóg.
    c) Eucharystia - warto jej się przyjrzeć w wymiarze ofiarnej miłości. Celebrowana we wspólnocie Kościoła, mówi o naszej komunii z Bogiem, ale też zakłada i daje siły do komunii z braćmi, i do ofiarnej, służebnej miłości sobie nawzajem.
    d) Sakrament pojednania - dar Bożego Miłosierdzia, który kształtuje w nas ducha metanoi, który wzywa nas do nieustannej przemiany. Nie jest on aktem doraźnym, oczyszczającym tylko, ale ustawia człowieka w pewnym procesie: ja ciągle mam się przemieniać, ciągle mam być synem wracającym w ramiona miłosiernego ojca. Człowiekiem uznającym swoje winy, idącym pod krzyż, aby uznać swoje winy, swoją niedojrzałość i zrobić krok w stronę Ojca, krok dojrzałego człowieka, który wraca i wie, że zostanie przyjęty.
    e) Wzór osobowy. Człowiekowi winien przyświecać jakiś wzór osobowy. Na jego obraz kształtujemy siebie, rysy swojego charakteru, osobowości. Dla nas będzie to zawsze niedościgły wzór w osobie Chrystusa, który w sposób doskonały zrealizował w sobie jedność światła z życiem. To przecież charyzmat podstawowy naszego Ruchu. Św. Jan w swoich pismach wielokrotnie podkreśla, że w Nim, Chrystusie, Światło stało się Życiem. My ponadto mówimy, że oddajemy się Chrystusowi z Niepokalaną, na Jej wzór. Niepokalana przybliża nam umiejętność zrealizowania w sobie jedności Światła z Życiem. To jest konkretny człowiek, Ona jest jedną z nas, której tę jedność udało się zrealizować.

    Mówiąc o dojrzałości, o świętości, musimy mieć świadomość, że nigdy tu, na ziemi nie osiągniemy tego celu w pełni. Trzeba tej świadomości po to, żeby człowiek nie ulegał frustracji, że ta poprzeczka jest dla niego ciągle za wysoko ustawiona. Antoni Gołubiew w książce "Listy do przyjaciela" mówi, że "świętość, to lot w nieskończoność". Tak więc zawsze ta perspektywa będzie przed nami. Człowiek tu i teraz nigdy nie będzie świętym w sposób absolutny i doskonały, natomiast zawsze jest ku niej pociągany przez Boga. Osiąga pewien cel, a jednocześnie otwiera się przed nim nowa perspektywa - może iść dalej, wejść jeszcze wyżej, aby napotkać kolejną, nową perspektywę. I to jest porywające w przyjaźni z Bogiem - droga w fascynującym spotkaniu: idziemy ku pełni, a ta pełnia ciągle jest przed nami i ciągle nas ku sobie pociąga. Człowiek nigdy tu na ziemi nie doświadczy pełni, świadomości, że już wszystko osiągnął. Możemy powiedzieć, że pełna dojrzałość czeka nas dopiero w ramionach miłującego Ojca.
    Ojciec Franciszek w swojej konferencji podczas VI Kongregacji Odpowiedzialnych na Jasnej Górze w 1981r. powiedział takie słowa: "Celem Ruchu Światło-Życie nie jest przygotowanie do apostolstwa, nie jest jakieś czynne zaangażowanie w parafii, nie jest stworzenie jakichś grup, ale jest prowadzenie do dojrzałości chrześcijańskiej". Punktem wyjścia jest tu jedność światła z życiem. Jaką drogą dociera do nas to światło? Przynosi je słowo Boże, sumienie, podpowiada je rozum, a także Jezus Chrystus jako wzór osobowy oraz Kościół nauczający w imieniu Chrystusa.

    4. Droga ku dojrzałości w Domowym Kościele
    Domowy Kościół realizuje dojrzałość chrześcijańską w ten sposób, że w sakramencie małżeństwa czynimy siebie nawzajem darem dla drugiej osoby, na wspólną drogę ku dojrzałości chrześcijańskiej. Stąd właśnie w znaczku Domowego Kościoła foska jakby przenika zespolone obrączki i pokazuje, że nie jest to już droga ku dojrzałości w pojedynkę - teraz razem podejmujemy decyzję o wspólnej drodze ku dojrzałości, wspieramy się na niej nawzajem, albo czekamy, by współmałżonek mógł nadążyć w tym rytmie podążania ku dojrzałości. Małżeństwo, rodzina staje się miejscem realizacji tej drogi ku dojrzałości chrześcijańskiej. Nie jest to klasztor, pustelnia, ale jest to rodzina - przestrzeń, gdzie droga ku dojrzałości ma się realizować. Nie uciekam więc z domu rodzinnego na spotkanie modlitewne pozostawiając męża czy żonę, bo tam się dobrze czuję. Dojrzałość chrześcijańska staje się wspólną troską małżonków. Tutaj wiele można by się nauczyć od neokatechumenatu, gdzie, jeżeli małżonkowie są razem na tej drodze, to jedna osoba nie może iść krok dalej, wchodzić na kolejny etap formacji, gdy druga nie nadąża - każą poczekać. Jeżeli twój współmałżonek nie daje sobie rady na tej drodze, nie może sprostać tym wymaganiom, poczekaj. Każemy ci czekać! Pomóż mu, i dopiero razem wejdziecie na wyższy stopień wtajemniczenia.

    5. Drogowskazy Nowego Człowieka
    Drogowskazy Nowego Człowieka. Warto sobie uświadomić, że na drodze naszego Ruchu Ojciec Franciszek mocno je wpisał jako pewną regułę życia. I warto do nich sięgać, jest w nich pewna logika. Proszę zobaczyć - nawet sam układ Drogowskazów. Wszystko zaczyna się od Jezusa Chrystusa. To jest fundament - przyjęcie Chrystusa jako Pana i Zbawiciela. Drugim krokiem jest oddanie się Niepokalanej, w czystej, dziewiczej miłości, która jednocześnie owocuje duchowym macierzyństwem, płodnością. Sięgać przy tym trzeba po moc Ducha Świętego w świadomości, że sam niewiele mogę. Mogę stać się nowym człowiekiem, mogę oddać się Jezusowi, ale w tylko Duchu Świętym. Wszystko to dokonuje się w braterskiej wspólnocie Kościoła. Ona pomaga mi wzrastać, daje oparcie w ludziach, którzy są dla mnie świadkami, wspomagają mnie swoją modlitwą, świadectwem życia. Dzieje się to wszystko w oparciu o narzędzia łaski. Są to kolejne kroki - Słowo Boże, Modlitwa, Liturgia. Dopiero na szczycie tych drogowskazów są owoce tej drogi. Dojrzałość objawia się Świadectwem życia, Nową Kulturą i miłością-Agape.
    Nie stawia się więc wymagań zaczynając od szczytu - nakazując miłość, diakonię już na pierwszym etapie formacji. Tego wymaga się dopiero na samym szczycie. Czyli - od życia ze światła (charyzmat podstawowy), przez stawanie się nowym człowiekiem, duchowym a nie cielesnym (I st.), tworząc z braćmi, w mocy Ducha Świętego, Nową Wspólnotę, idziemy ku świadectwu życia realizującemu się w Nowej Kulturze. Tu wracają te tematy, które proponuje Oaza Rekolekcyjna Diakonii: Światło-Życie, Nowy Człowiek, Nowa Wspólnota, Nowa Kultura. Taka jest droga wzrostu, droga ku dojrzałości chrześcijańskiej.
    Dojrzałe chrześcijaństwo może być tylko dziełem Boga. Człowiek stwarza warunki dla skutecznego zstąpienia łaski Bożej, dla namaszczenia Duchem Świętym. Uświadamia to mocno wydarzenie chrztu Chrystusa w Jordanie. Ojciec namaszcza swego Syna Duchem Świętym dla publicznej działalności, dla misji zbawczej. Ojciec chce także nas namaszczać Duchem Świętym dla tej misji, jaką mamy do spełnienia w naszej rodzinie, w Kościele, w świecie. Bez tego namaszczenia człowiek niewiele zdziała.
    A więc zasada katechumentatu - Słowo Boże, liturgia, wspólnota, jest fundamentalna na drodze ku dojrzałości chrześcijańskiej. Widać tu spójność ze słowami, jakie Ojciec Święty skierował do nas na krakowskich Błoniach: "Umiłowanie Eucharystii i Biblii niech zawsze rzuca Boże światło na drogi waszego życia". Wydaje się, że tak to należy przyjąć i rozumieć.

    6. Miłosierdzie miarą dojrzałości chrześcijańskiej
    Spróbujmy spojrzeć jeszcze w innym wymiarze na drogę ku chrześcijańskiej dojrzałości. W kontekście pielgrzymki Ojca Świętego, jego wypowiedzi w Łagiewnikach i Krakowie, tak rozeznajemy, że miarą dojrzałości chrześcijańskiej można nazwać zdolność do bycia miłosiernym, zdolność do podjęcia diakonii miłosierdzia - szeroko pojętej. Nie chodzi o miłosierdzie tylko w wymiarze akcji charytatywnych, dobroczynności. Bazując na słowach Papieża skierowanych do Ruchu można powiedzieć, że droga do Miłosierdzia Bożego wiedzie nie inaczej jak tylko przez stałe rozważanie Słowa Bożego, dojrzałe uczestnictwo w Eucharystii, przez sakrament pokuty i pojednania, gdzie sami doświadczamy Bożego miłosierdzia. Dopiero wówczas jesteśmy zdolni do miłosierdzia wobec braci.
    W encyklice o Bożym Miłosierdziu można odczytać taką myśl Ojca Świętego: nie inaczej człowiek uzdalnia się do bycia miłosiernym, jak tylko poprzez poznanie Boga miłosiernego. To poznanie, doświadczenie miłosierdzia Bożego staje się niewyczerpanym źródłem naszego nawrócenia, stałego usposobienia, stanu duszy, który uzdalnia nas do bycia miłosiernym wobec braci. Jednocześnie człowiek odkrywa miłosierną miłość Boga, o ile sam przemienia się wewnętrznie w duchu podobnej miłości w stosunku do bliźnich. Następuje tu jakieś sprzężenie zwrotne. Jeżeli jestem zdolny do miłości, do pochylenia się nad potrzebującym człowiekiem, to ta zdolność otwiera we mnie spojrzenie na Boga, który z kolei przychodzi do mnie z darem swego miłosierdzia. Te dwie relacje warunkują siebie nawzajem. Stąd rodzi się postulat - otworzyć się na dar miłosierdzia Boga, przyjąć go w sakramencie pojednania, wpatrując się w Krzyż Chrystusa. Ojciec Święty mocno podkreśla, że właśnie Krzyż jest pochyleniem się miłości Chrystusa, która schodzi na samo dno ludzkich problemów, ludzkiego grzechu, wydobywając człowieka stamtąd. Zanurzyć się w Bożym Miłosierdziu - to dopiero uzdalnia nas do miłosierdzia wobec braci.
    Raz jeszcze sięgam do tekstu Ojca Franciszka z VI Kongregacji Odpowiedzialnych: "Bóg powodowany swoim miłosierdziem działa, czyli inaczej mówiąc, Bóg sam podejmuje diakonię, służbę dla dobra człowieka, na rzecz jego zjednoczenia. W Bogu jest ten odruch ku człowiekowi, odruch, który teologia nazywa proegzystencją - istnieniem dla. Bóg w Swoim miłosierdziu istnieje dla człowieka, dla jego zjednoczenia, dla jego zbawienia.
    Ta diakonia z kolei wyzwala naszą diakonię jako reakcję na akcję Boga. Nasza służba jest zawsze rzeczą wtórną. Najpierw Bóg objawił się w postaci Sługi, objawił się wśród nas w postawie proegzystencji - zaistniał dla nas. My przyjmujemy tę służbę Boga, a podejmując ją musimy oddać siebie na służbę temu, czemu służy Bóg w Chrystusie. Musimy oddać się z Nim na służbę Ojcu i oddać się z Nim jako narzędzie Miłosierdzia Ojca na służbę wszystkim ludziom".
    Miłosierdzie będzie więc jak najbardziej przenikliwym i współczującym spojrzeniem na zło moralne, fizyczne czy materialne. Nie wystarczy wówczas "coś" dać, trzeba "być" przy człowieku, trzeba stanąć przy nim w postawie solidarności z nim. Raz jeszcze wspomnijmy słowa Ojca Świętego z gdańskiej Zaspy - "jeden drugiego brzemiona noście, jeden z drugim, jeden za drugiego". Miłosierdzie będzie ujawniać się wówczas jako dowartościowanie, jako podnoszenie w górę człowieka, wydobywanie z człowieka dobra spod wszelkich nawarstwień zła, które jest w świecie i w nim samym.
    Jeżeli pochylam się nad drugim człowiekiem, to nie tylko coś mu daję. Pomagam mu wydobyć się spod tego zła, które na niego spadło, które w nim jest, staram się wydobyć z niego dobro, zauważyć, że nosi on w sobie godność człowieka. I to jest cenniejsze niż danie mu kilku złotych. Datek pieniężny jest czasami tylko pozbyciem się problemu. Trzeba to traktować w kategorii litości, która jest tylko chwilowym odruchem emocjonalnym. Miłosierdzie zaś winno być relacją podmiotową, a nie przedmiotową. Jest to trudne, bo domaga się bycia z człowiekiem, a nie tylko dania czegoś.
    Miłosierdzie będzie przekonywać drugiego człowieka, że świat może być bardziej ludzki wówczas, kiedy w relacje międzyludzkie wprowadzimy zasadę miłosierdzia, zasadę przebaczenia, tak istotną dla Ewangelii. Przebaczenie bowiem jest przejawem miłosierdzia, jest okazywaniem miłosierdzia drugiemu, mówi o tym, że w świecie miłość jest potężniejsza niż śmierć.
    Człowiek, który drugiemu pomaga po to, aby mógł on siebie w pełni zrealizować, aby mógł okazać swoją godność, wielkość, pełnię natury, podobny jest do Boga, który pochyla się nad człowiekiem jak Ojciec i Stwórca, który dla utwierdzenia człowieka w jego bogactwie i godności ponosi bezgraniczną ofiarę Wcielenia i Krzyża, to jest jakby szczyt miłosierdzia - pochylanie się nad człowiekiem jak Bóg.
    Miłosierdzie to jest miłość, która niczego w zamian nie żąda, bo sama siebie nagradza podziwem dla obdarowanego, dostrzeżeniem w nim brata, dostrzeżeniem w nim dziecka Bożego.
    Wyobraźnia miłosierdzia, do której wzywał Ojciec Święty sprowadza się do tego, aby nie traktować człowieka ubogiego materialnie czy też ubogiego duchowo, moralnie tylko przedmiotowo ale osobowo.
    Objawienie miłosierdzia ma jedno imię - Jezus Chrystus. Trzeba nam miłosierdzia na taką miarę, aby pochylić się nad drugim.
    Tak więc podejmijmy starania, aby nasze dążenie do dojrzałości chrześcijańskiej objawiało się w miłosierdziu, które jest najpierw przyjmowaniem Bożego Miłosierdzia, a owocuje pochyleniem się nad człowiekiem, który tego miłosierdzia potrzebuje.

    Ksiądz Roman Litwińczuk
    Moderator Generalny Ruchu Światło-Życie



    © 2001-2013 Centralna Diakonia DK