Strona startowa Domowego Kocioa Strona startowa Ruchu wiato-ycie
  
     
  Strona główna    Aktualności    Rekolekcje    Założyciel    Formacja    List DK    Galeria    Dom na Jagiellońskiej  
  Diakonia    Linki    Wzajemna pomoc    Z życia Ruchu    W Kościele i świecie  
List DK
Powrt do listy
Listw DK
 
Artykuy:
List`100: III-V 2006
  • Słowo Moderatora Krajowego   Ks. Jan Mikulski

  • 100 stron na 100. numer Od redakcji   Agnieszka i Tomasz Talaga

  • Kronika "Listu"   Redakcja

  • Posłuszeństwo Bożemu Słowu   Ks. Jan Mikulski

  • Konspekty spotkań miesięcznych kręgu po formacji podstawowej   Anna i Jacek Nowakowie

  • Miłość pragnie się dziielić i rozszerzać  

  • Eucharystia źródłem radości życia  

  • Podsumowanie pracy rocznej  

  • Z komentarza do „Zasad Domowego Kościoła”   Anna i Jacek Nowakowie

  • Miłość niemożliwa   Alex i Maud Prevost - Francja

  • Ostatnia Wieczerza   O. Paulin Sotowski OFMconv

  • Wychowywać w miłości i dyscyplinie   Beata i Tomasz Strużanowscy Toruń

  • Miłość, wolność, służba - tak rodzi się świadectwo   Beata i Tomasz Strużanowscy Toruń

  • XXXI Krajowa Kongregacja Odpowiedzialnych Ruchu Swiatło-Zycie   Redakcja

  • Relacje z życia Domowego Kościoła  

  • Nie zakopywać skarbów   Aldona i Tadeusz Jasińscy, Wejherowo

  • 25 lat w Domowym Kościele to nasze nowe życie   Maria i Stanisław Lelkowie, Lesko

  • Kiedy uczeń naszego ucznia będzie miał swojego ucznia?   Mariola i Henryk, Dierżoniów

  • Moje spotkanie z Ojcem Świętym   Renata i Krzysztof Jońscy, diecezja częstochowska

  • Dialog małżeński - zobowiązanie, szansa czy skarb?   Beata i Jacek Szczyrscy, Krosno

  • Weekendowa Szkoła Diologu   Monika i Jacek Kołodziejczykowie

  • Od uzdrowienia do służby   Longina i Witold Żukowscy

  • O wychowaniu w miłości i dyscyplinie   Anna Wiśniewska

  • Ferie z rodzinami - Ziemia Obiecana w Dąbrówce   Ks. Henryk Dziadczyk, Makowiec

  • Jak przeżywam Eucharystię   Magda, rejon wieluński DK

  • List`100: marzec - maj 2006

    Posłuszeństwo Bożemu Słowu

    Słowo Boże bardzo często zwraca uwagę na konieczność postawy posłuszeństwa, które jest konieczne, aby mogło się dokonać to, co nazywamy odpowiedzialnością za samego siebie. Właściwie chodzi o to, aby w trosce o swoją własną świętość człowiek tak kształtował w sobie postawę posłuszeństwa względem Boga, tak bardzo starał się we wszystkim poddać Panu Bogu, żeby ostatecznie to Bóg mógł do końca wziąć odpowiedzialność za człowieka. Może się to dla kogoś wydawać dziwne, ale gdy spojrzymy na swoje życie z perspektywy słów św. Pawła, który przypomina, że w Chrystusie Bóg "wybrał nas już przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem" (Ef 1,4), to oczywistym staje się fakt, że to Bóg jest Tym, który jako pierwszy pragnie naszej świętości i o nią bardzo zabiega. Nie będzie nawet przesadnym stwierdzenie, że Bóg do tej świętości już od wieków nas przeznaczył, bo jeżeli ten sam Apostoł pisze, że z miłości Bóg "przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa, w edług postanowienia swej woli, ku chwale majestatu swej łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym" (Ef 1,5n), to takie przeznaczenie jest zrozumiałe tylko wtedy, gdy uczestniczy się w świętości Boga samego.
    To Boże "przeznaczenie" nie oznacza jednak, że człowiek nie ma możliwości wyboru i z góry przeznaczony jest na taki, a nie inny sposób czy styl życia. Człowiek otrzymał od Boga wspaniały dar wolnej woli i Bóg nigdy nie cofa tego daru, nawet wtedy, gdy człowiek dokonuje bardzo złych wyborów. Bóg szanuje te ludzkie wybory i nigdy nie zmusza człowieka do przyjęcia Jego woli, ale puka do ludzkiego serca i czeka na przyzwolenie, zgodnie z tym co zapisał św. Jan w Księdze Apokalipsy: "Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną. Zwycięzcy dam zasiąść ze Mną na moim tronie, jak i Ja zwyciężyłem i zasiadłem z mym Ojcem na Jego tronie" (Ap 3,20n). Słowa te świadczą o tym, że Bóg pragnie dla człowieka czegoś bardzo wspaniałego, ale nie może mu tego dać bez jego przyzwolenia, bez postawy posłuszeństwa i zgody na Boże prowadzenie.
    Jeżeli mówimy o odpowiedzialności za siebie, za swoją świętość, za swój rozwój duchowy, to rozumiemy ją przede wszystkim jako dążenie do tego, by dać się prowadzić Duchowi Świętemu, gdyż - jak mówi św. Paweł - nie otrzymaliśmy przecież ducha niewoli, ale ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: "Abba, Ojcze!". "Sam Duch wspiera swym świadectwem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi. Jeżeli zaś jesteśmy dziećmi, to i dziedzicami: dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa, skoro wspólnie z Nim cierpimy po to, by też wspólnie mieć udział w chwale" (Rz 8,16n). Jednak Duch Święty może prowadzić tylko tych, którzy będą Mu posłuszni. Gdy ten warunek jest spełniony, prowadzenie przez Ducha Świętego staje się gwarantem świętości człowieka, co również oznacza uczestnictwo w Bożym dziedzictwie, zarówno w życiu ziemskim, jak i w wieczności. W przypadku jednak nieposłuszeństwa, Boże prowadzenie nie może się zrealizować, gdyż Bóg musiałby złamać wolną wolę człowieka. Wtedy jednak poszkodowanym jes t sam człowiek, gdyż odpowiedzialność za swoją świętość bierze wyłącznie na siebie, pozbawiając się niejako możliwości uczestnictwa w Bożej odpowiedzialności. W efekcie końcowym człowiek kształtuje siebie na miarę swoich możliwości, a te w porównaniu z możliwościami samego Boga są niczym. Brak posłuszeństwa ze strony człowieka, owocuje brakiem oddziaływania ze strony samego Boga, który chociaż jest wszechmocny, to jednak w tym jednym przypadku uzależnił się od dobrowolnej zgody człowieka.
    Podobna sytuacja ma miejsce na płaszczyźnie relacji rodziców i dzieci. Nawet gdyby rodzice byli najbardziej odpowiedzialnymi za swoje dziecko, to jednak gdy ono ich nie posłucha, nie mogą go ustrzec przed przykrymi konsekwencjami jego złych wyborów. Gdy dziecko słucha swoich rodziców, wyzwala w nich poczucie odpowiedzialności, bo zdaje się na ich opiekę. Jeżeli dziecko nie słucha swoich rodziców, zdaje się na własne siły, tym samym uniemożliwiając rodzicom realizację dobra, które płynie z ich odpowiedzialności. Tak samo kapłan, spowiednik, stając się dla kogoś kierownikiem duchowym, podejmuje za niego duchową odpowiedzialność. Ta odpowiedzialność jednak tylko wtedy będzie przynosiła owoce, gdy penitent słucha tego, co mówi kierownik duchowy i postępuje według otrzymanych wskazań. Gdyby zabrakło posłuszeństwa i otwartości na przyjęcie rozeznania, które kierownik duchowy przekazuje, a było jedynie oczekiwanie potwierdzenia swoich własnych spostrzeżeń i pomysłów w pracy nad sobą, kierownictwo duchowe nie spełniłoby swojego zadania. O ileż większe dobro przynosi słuchanie Pana Boga. Nawet najlepszy kierownik duchowy, nawet najlepsi rodzice, choćby byli doskonałymi, są tylko odblaskiem Boga. Ich zdolności rozeznawania, ich roztropność i troska o dobro drugiego człowieka, w porównaniu z wszechwiedzą i możliwościami samego Boga są niczym, dlatego tak ważne na drodze do świętości jest słuchanie Boga we wszystkim.
    Autor Listu do Hebrajczyków mówi, że Ten, który jest naszym przewodnikiem na drodze wiary, Jezus Chrystus, Syn Boży, "nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał" (Hbr 5,8). W uczeniu się posłuszeństwa każdy napotyka na wielki trud. Posłuszeństwo zakłada, że niejedno będzie trudne, nawet bolesne, ale im bardziej patrzymy na przykład Jezusa Chrystusa i uczymy się od niego posłuszeństwa, tym bardziej mamy szansę stać się w życiu takimi, jak On, czyli słuchającymi Boga nie w sposób wybiórczy, ale w każdej sytuacji. Po ludzku wiele rzeczy może nam nie odpowiadać, tak jak po ludzku Jezus Chrystus bronił się przed męką i dlatego w Ogrójcu modlił się, aby odszedł od niego kielich cierpienia. Najważniejsze jednak, abyśmy - tak jak Chrystus - umieli zaraz dodać: "wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty" (Mt 26,39).
    Nie jest łatwo stać pod krzyżem. Nie chodzi oczywiście tylko o fizyczne stanie przy znaku krzyża np. na Drodze Krzyżowej, ale o coś więcej, o przyjęcie rzeczywistości naznaczonej krzyżem, o przyjęcie krzyża, który wzywa do posłuszeństwa, do pójścia za Bożym światłem. Właśnie tę rzeczywistość wyraża znak Ruchu Światło-Życie, który jest wpisany w krzyż. Jest w nim zawarty postulat posłuszeństwa, podporządkowania swojego życia Bożemu światłu, które płynie do nas na płaszczyźnie naturalnej przez światło rozumu i sumienia, oraz na płaszczyźnie nadprzyrodzonej poprzez słowo Boże, przykład osoby Jezusa Chrystusa i Magisterium Kościoła. Zadanie poddania we wszystkim swojego życia Bożemu światłu przerasta ludzkie możliwości, dlatego Bóg przychodzi nam z pomocą poprzez moc Ducha Świętego, który uzdalnia nas do postawy posłuszeństwa. Jak kiedyś Chrystus "za dni ciała swego zanosił gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci, i został wysłuchany dzięki swej uległości" (Hbr 5,7), tak możemy być pewni, że i my będziemy wysłuchani dzięki swej uległości wobec Bożej woli. Jest w tym zawarta tajemnica naszego duchowego rozwoju, wewnętrznego poczucia szczęścia i tego wszystkiego, co jest słuszne w naszym ziemskim życiu.

    Ks. Jan Mikulski
    Moderator Krajowy Domowego Kościoła



    © 2001-2013 Centralna Diakonia DK