Strona startowa Domowego Kocioa Strona startowa Ruchu wiato-ycie
  
     
  Strona główna    Aktualności    Rekolekcje    Założyciel    Formacja    List DK    Galeria    Dom na Jagiellońskiej  
  Diakonia    Linki    Wzajemna pomoc    Z życia Ruchu    W Kościele i świecie  
List DK
Powrt do listy
Listw DK
 
Artykuy:
List`104: IV-VI 2007
  • Testament   Ks. Franciszek Blachnicki,

  • Słowo na otwarcie XXXII Kongregacji Odpowiedzialnych Ruchu Światło-Życie   Ks.Roman Litwińczuk

  • W 20. rocznicę śmierci Ojca Założyciela   Agnieszka i Tomek Talaga, redakcja "Listu"

  • Sesja o "gwałtowniku Królestwa Bożego"   Beata i Tomek Strużanowscy, redakcja "Listu"

  • Słowo Moderatora Krajowego   Ks. Andrzej Wachowicz

    Konspekty spotkań miesięcznych  

  • Katechumenat szkołą służby w Kościele i wobec świata, konspekt VIII  

  • Czas mistagogii, konspekt IX  

  • Podsumowanie pracy rocznej, konspekt X  

  • Niepokalana, Matka Kościoła - umocnieniem czystości małżeńskiej i oddania się Chrystusowi.   Ks. Andrzej Wachowicz, Moderator Krajowy DK

  • Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi! Tej ziemi   Noel Chircop - Malta

  • Wizyta w lubelskim Archiwum   Tomasz Talaga, redakcja "Listu"

  • Ks. prof. Franciszek Blachnicki wobec Służby Bezpieczeństwa w PRL   Robert Derewenda

    Filia Warszawska  

    IV Światowy Kongres Rodzin  

    Ogólnopolskie spotkanie opłatkowe Domowego Kościoła   Beata i Tomasz Strużanowscy

    Relacja z XXXII Kongregacji Odpowiedzialnych Ruchu Światło-Życie   Magdalena i Bartłomiej Dudała

    Relacje z życia Domowego Kościoła  

    Nasze spotkania z ks. prof. Franciszkiem Blachnickim - Sługą Bożym.   Jan i Krystyna

    Nie pytał nigdy, czy wolno, ale czy trzeba.   Teresa i Jerzy, Toruń

    Umocniła się moja wiara w Opatrzność Bożą   Teresa

    Zachować dziedzictwo   Waldemar Rozenkowski

    Nasze wspomnienia z Zakopanego   Halina i Alfred Kaczmarczyk

    Rekolekcje rodzinne - Zakopane   Renata i Wojciech Banachowie

    Adwentowe Dni Wspólnoty - Zakopane   Emilia i Walenty

    I inne świadectwa...  

  • List`104: kwiecie - czerwiec 2007

    Ks. prof. Franciszek Blachnicki wobec Służby Bezpieczeństwa w PRL

    Ks. Franciszek Blachnicki profesorem KUL

    Ks. Franciszek Blachnicki urodzony w roku 1921, zmarły w roku 1987 na emigracji w Carlsbergu w Niemczech. W roku 1961 rozpoczął studia licencjackie w KUL, od roku 1964 został zatrudniony w charakterze asystenta przy katedrze Teologii Pastoralnej Wydziału Teologicznego. W 1973 roku Rada Wydziału Teologicznego KUL przyjęła przedłożoną trzy lata wcześniej rozprawę habilitacyjną ks. Blachnickiego. Habilitacja została jednak zakwestionowana przez Urząd do Spraw Wyznań i do końca życia ks. Blachnickiego nie została zaakceptowana przez państwo .
    Oddając się całkowicie pracy duszpasterskiej, zwłaszcza utworzonemu przez siebie Ruchowi Światło-Życie, oraz innym powołanym przez siebie dziełom, w roku 1976 prof. Blachnicki z własnej inicjatywy zrezygnował z pracy na naszym uniwersytecie.
    Ks. Franciszek Blachnicki podjął studia w KUL tuż po likwidacji przez Służbę Bezpieczeństwa utworzonej przez niego Krucjaty Wstrzemięźliwości. Ruch abstynencki, który w latach 1957-1960 rozwinął ks. Blachnicki liczył w roku 1960 już 100 tys. dorosłych członków. W momencie kontrofensywy Gomułki wobec Kościoła w sierpniu 1960 roku Centrala Krucjaty mieszcząca się w Katowicach została brutalnie zamknięta przez milicję.
    Od czasów Krucjaty ks. Blachnicki był nieustannie inwigilowany przez SB. Każdą następną inicjatywę podejmowaną przez ks. Blachnickiego władze traktowały niezwykle poważnie. Doświadczenie bowiem wykazywało, że każda następna inicjatywa ks. Blachnickiego nabierała większego rozmachu od poprzedniej. W końcu doszło do tego, że to funkcjonariusze SB najbardziej wierzyli w powodzenie zapowiadanych inicjatyw ks. Blachnickiego. Wobec wszystkich podejmowanych przez ks. Blachnickiego inicjatyw Służba Bezpieczeństwa podejmowała specjalne "działania operacyjne" w postaci licznych rewizji w jego mieszkaniu, inwigilując i przesłuchując osoby z nim współpracujące, zakładając podsłuchy, wywierając wszelkiego rodzaju środki administracyjne (zakaz remontów w domach Ruchu Światło-Życie, odmowa zakupu opału, nałożenie wszelkiego rodzaju kolegiów karno-administracyjnych na niego samego i osoby związane z ruchem oazowym).
    Postawa ks. prof. Franciszka Blachnickiego wobec prześladowań ze strony władz PRL była zawsze przejrzysta. Ks. profesor posiadał niezwykły dar odwagi podejmowania różnego rodzaju działań pomimo, iż z góry było wiadomo, że są narażone na represje ze strony władz. Gdy był ostrzegany przed podejmowaniem działań bez zgody odpowiednich organów PRL mówił: "Nie należy się pytać co można, a co trzeba robić".

    Trzy spotkania ks. prof. Franciszka Blachnickiego ze Służbą Bezpieczeństwa

    Długo można by opowiadać o prześladowaniach ks. prof. Blachnickiego przez władze. Wiele również można by powiedzieć o tym w jaki sposób ks. Blachnicki reagował na te szykany. Ze względu na ograniczenia czasowe jakimi rządzi się panel przedstawię tylko trzy obrazy "spotkania" ks. prof. Blachnickiego ze Służbą Bezpieczeństwa.
    W latach 1967-1968 SB prowadziła przeciwko ks. Blachnickiemu sprawę pod kryptonimem "Instytut". "Wykryto" bowiem, że ks. Franciszek Blachnicki zorganizował w Krościenku nad Dunajcem i w Lublinie wydawanie "nielegalnego czasopisma" p.t."Biuletyn Odnowy Liturgii’. Zaangażowanie liturgiczne ks. Blachnickiego tak bardzo zagrażało "demokracji ludowej", że trzeba było specjalnych rewizji, podsłuchu, inwigilacji korespondencji i szeregu przesłuchań osób otrzymujących "Biuletyn".
    Wobec akcji SB ks. Franciszek Blachnicki skierował protest do Prokuratury Wojewódzkiej w Krakowie w którym pisał: "Znowu zdumiewa to nadawanie sprawie wymiarów przestępczej afery i wytwarzanie wokół mojej osoby mitu jakiejś podziemnej i konspiracyjnej działalności na skalę ogólnopolską - bez żadnych realnych podstaw. Bo przecież fakty, będące przedmiotem śledztwa są wszystkie tego rodzaju, że nikt nie myśli robić z nich tajemnicy (...)".
    Ks. prof. Blachnicki zwracał uwagę, że sprawa zupełnie nie leży w kompetencjach organów milicyjnych i śledczych ponieważ nie posiada żadnych znamion przestępstwa. Dlatego gdy został wezwany na przesłuchanie przez komisariat MO w Lublinie skorzystał z przysługującego mu prawa i nie tłumaczył się ze swojej działalności przed milicją.
    List ksiądz Blachnicki zakończył słowami: "(...) Jako były więzień Oświęcimia i innych hitlerowskich obozów i więzień chciałbym nareszcie poczuć się wolnym obywatelem w Polsce a nie żyć w atmosferze ciągłych podejrzeń o urojone przestępstwa i ciągłego śledzenia mnie przez władze".
    W roku 1978 w wyniku ciągłej inwigilacji osób pracujących w Centrali ruchu oazowego i domów w których przez cały rok prowadzono działalność rekolekcyjną miejscowy, gorliwy w ściganiu "kościelnych przestępców" porucznik nowosądeckiej milicji Marian Kozielec doniósł do przełożonych, że ruch oazowy zakupił dom w Dursztynie w którym: "W wyniku prowadzonych działań stwierdziliśmy, że do obiektu przywożone i wywożone są różnego typu materiały oazowe w znacznych ilościach. Istnieje ponadto uzasadnione przypuszczenie, że znajduje się tam maszyna drukarska".
    Informacja Kozielca została natychmiast wykorzystana i już 5 września przeprowadzono rewizję w wynajmowanym przez Ruch domu położonym w Grywałdzie, a 7 września w domu Ruchu w Dursztynie. Pretekstem do wydania nakazów rewizji w domach Ruchu do których weszła Służba Bezpieczeństwa stało się włamanie do sklepu Pewex w Krościenku. Ale przeszukujących nie interesowały żadne produkty zagraniczne znajdujące się w domach. Zarekwirowano za to ok. pięciu ton wydawnictw Ruchu, oraz zarekwirowano maszynę introligatorską. "Nielegalne materiały" stanowiły głównie opracowane i wydane w ciągu ostatnich trzech miesięcy nowe podręczniki Oazy Nowego Życia II stopnia, oraz inne pomoce formacyjne. "Wobec przeprowadzonych rewizji ks. prof. Franciszek Blachnicki wystosował protest do prokuratury w którym pisał: "Jeżeli Prokuratura Wojewódzka jest zdania, że posiadanie i rozpowszechnianie druków o treści religijnej nie tylko pozbawionych akcentów społecznie szkodliwych /ale przeciwnie w wysokim stopniu pożytecznych jako pomocy do wychowania pokolenia uczciwych i wartościowych dla społeczeństwa ludzi - jest przestępstwem, chętnie przyjmę na siebie wszelką odpowiedzialność i wszelkie konsekwencje, aż do roku więzienia włącznie zgodnie z brzmieniem ustawy.
    Szczycę się tym, że już raz stałem przed sądem w roku 1961 i zostałem skazany na karę więzienia za rozpowszechnianie "nielegalnych druków" w walce z alkoholizmem, którą tenże sąd w uzasadnieniu wyroku uznał za "dobrą i pożyteczną dla społeczeństwa".
    W ten sposób znalazłem się bowiem w szeregach postępowej części ludzkości walczącej o wolność słowa i druku jako podstawowe prawa osoby.
    Tym bardziej z radością przyjmę wszelkie szykany i konsekwencje, że sprawa, którą reprezentują jest ostatecznie sprawą wolności głoszenia Ewangelii, która jedynie może przynieść wyzwolenie człowiekowi.
    Składając powyższe oświadczenie informuję zarazem, że traktuję je jako list otwarty i zastrzegam sobie przekazania jego treści wszystkim ludziom oraz instytucjom kompetentnym i zainteresowanym".
    W związku ze sprawą przesłuchano kilkanaście osób mających jakikolwiek związek z zatrzymaną literaturą lub domami w których dokonano rewizji. Przesłuchania objęły poprzednich i obecnych właścicieli domów, panie z diakonii stałej Ruchu zamieszkujące dom w Dursztynie, a nawet osoby zakładające w tych domach na zlecenie ks. prof. Blachnickiego ogrzewanie, czy hydraulikę. Wobec samego ks. Blachnickiego SB rozważała dwa warianty przesłuchania: w charakterze podejrzanego lub świadka. Zasadniczym plusem pierwszego była możliwość orzeczenia przez sąd przepadku zarekwirowanych rzeczy, minusem zaś prawa oskarżonego do obrony (prawo osobistego przejrzenia akt, prawo do odmowy składania wyjaśnień itd.). Przeważyła jednak korzyść wynikająca z zatrzymania ogromnej ilości literatury oazowej ks. Blachnicki został wezwany na przesłuchanie w charakterze podejrzanego. Według relacji przesłuchującego funkcjonariusza ks. Blachnicki "na wezwanie stawił się punktualnie, zachowywał się grzecznie i taktownie. Zanotował sobie treś ć zarzutu i jego podstawę prawną. Zapewnił, ze stawi się na każde wezwanie (...)".
    Ostatecznie zebrane dowody nie wystarczyły, by postawić ks. Blachnickiemu zarzut produkcji i rozpowszechniania bez zezwolenia literatury. Sąd jednak orzekł przepadek zarekwirowanej literatury i gilotyny introligatorskiej. Szczególnie zabawnym jest fakt, że pieniądze z przekazanych na makulaturę tekstów SB przeznaczyła "na cele kulturalno-oświatowe Kół Rodziny Milicyjnej".
    W sierpniu 1980 roku ks. prof. Franciszek Blachnicki otrzymał odmowną odpowiedź władz o wydanie paszportu. Była to już piąta odmowa, jaką otrzymał na przestrzeni tego i poprzedniego roku. Wobec tej sytuacji ks. profesor wystosował do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Warszawie list protestacyjny: "We wszystkich państwach świata o ustroju demokratycznym stałe posiadanie paszportu jest wyrazem praw obywatelskich, traktowane na równi z posiadaniem dowodu osobistego. W Polsce natomiast otrzymanie paszportu jest aktem łaski Służby Bezpieczeństwa, na który nie wiadomo jak należy zasługiwać i który przyjmuje się z podobnym uczuciem, jak gdyby otrzymało się przepustkę z więzienia. W obliczu ludzi z wolnych, demokratycznych państw, stale musimy występować w pozycji niewolników, odpowiadając na zaproszenie do uczestnictwa w różnych spotkaniach: "nie wiem, czy dostanę paszport, czy dostanę w porę, czy mnie wypuszczą" itp. Nie mówiąc już o tym, że nawet, gdy "uda" nam się w końcu wyjechać za granicę, z kolei musimy w ystępować wobec świata jako żebracy, nie mogąc utrzymać się z własnych, polskich pieniędzy.
    (...) Kiedy we wrześniu 1941 roku, po czternastu miesiącach pobytu w obozie [w Oświęcimiu - przyp. R.D.], wręczono mi nakaz aresztowania sędziego śledczego i przewieziono z obozu do więzienia, z całą ostrością uświadomiłem sobie istotę systemu obozów koncentracyjnych: że polega ona na pozbawieniu wolności nie w oparciu o prawo, ale o arbitralną decyzję aparatu policyjnego. Pomiędzy zasadą obozów koncentracyjnych, a zasadą zawartą w obecnej ustawie paszportowej zachodzi więc tylko różnica ilościowa, a nie jakościowa. Ostatecznie nie jest istotna wielkość klatki, w jakiej się jest zamkniętym, istotny jest fakt ograniczenia i pozbawienia wolności w sposób naruszający podstawowe prawa osoby ludzkiej.
    (...) Formułując powyższy protest przeciw ograniczeniom praw i wolności osoby w oparciu o Ustawę o paszportach z 17 czerwca 1959 chcę to uczynić nie tylko w swoim własnym imieniu, ale również w imieniu około 300 osób, którym Służba Bezpieczeństwa na terenie całego kraju w maju i czerwcu tego roku, odmówiła wydania paszportu na wyjazd do Rzymu w celu wzięcia udziału w pielgrzymce oraz w piętnastodniowych rekolekcjach prowadzonych metodą tzw. oazy. Grupa ta, wyjeżdżająca do Rzymu z motywów czysto religijnych, na zaproszenie Papieża Jana Pawła II, złożona w większości z młodzieży szkół średnich i studentów, odczuła tę odmowę wyraźnie jako akt prześladowania i dyskryminacji religijnej, tym bardziej, że funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa w rozmowach z księżmi i młodzieżą niejednokrotnie wprost motywowali odmowę wydania paszportu celem wyjazdu, jakim było uczestnictwo w tzw. oazie rekolekcyjnej, a więc w praktykach religijnych. Dodatkowo więc nastąpiło tutaj wyraźne naruszenie art. 18 cytowanego Paktu Praw O bywatelskich i Politycznych, który postanawia: "Każdy ma prawo do wolności myśli, sumienia i wyznania. Prawo to obejmuje wolność. do uzewnętrzniania indywidualnie czy wspólnie z innymi, publicznie lub prywatnie, swej religii lub przekonań przez uprawianie kultu, uczestniczenie w obrzędach, praktykowanie i nauczanie".
    Ponieważ jako krajowy duszpasterz służby liturgicznej z mandatu Konferencji Episkopatu Polski byłem inicjatorem i organizatorem powyższej pielgrzymki do Rzymu, czuję się upoważniony do występowania w imieniu tych 300 osób, którym odmówiono paszportów i do wyrażania protestu w ich imieniu.
    Chciałbym także wyrazić protest w imieniu moich bliższych współpracowników, duchowych i świeckich, którym od kilku lat odmawia się systematycznie paszportów, podając w rozmowach ustnych jako powód współpracę z moją osobą. W tym i ubiegłym roku unieważniono nawet moim współpracownikom pieczątkę w dowodzie osobistym upoważniającą do wyjazdu do krajów demokracji ludowej.
    Ponieważ przedstawiony powyżej stan faktyczny, wynikający z aktualnej Ustawy o paszportach i bazującej na nim praktyki Służby Bezpieczeństwa, stwarza faktyczny stan ograniczenia wolności, a więc jakiejś formy więzienia, załączam do tego pisma mój dowód osobisty /nr ZN 1988677/ i składam go do depozytu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Więźniowie bowiem nie posiadają przy sobie dowodów osobistych, ale muszą je oddać do depozytu władz więziennych. Nie chciałbym przez posiadanie przy sobie dowodu osobistego podtrzymać fikcji, że jestem człowiekiem wolnym, skoro faktycznie jestem tej wolności pozbawiony.
    Podejmując powyższą decyzję i wyrażając gotowość poniesienia wszystkich jej konsekwencji, nie czynię tego w celu wymuszenia przyznania mi paszportu, ale dla dania świadectwa prawdzie i urzeczywistnienia w ten sposób wewnętrznej wolności w warunkach zewnętrznego zniewolenia.
    Chciałbym także przyczynić się w ten sposób do przyspieszenia procesu prawdziwej demokratyzacji i wyzwolenia Narodu. Proces ten musi między innymi wyrazić się w zmianie ustawy paszportowej i w daniu do ręki obywatelom stałych paszportów z prawem przekraczania granicy w każdej chwili, jak długo uzasadnione zarzutu, zweryfikowane w toku właściwego postępowania, stwarzającego możliwość obrony, nie będą przemawiały za ograniczeniem wolności w imię dobra ogólnego.
    Mając na uwadze ważne względy państwowe i społeczne jakich dotyczy to pismo, pozwalam sobie nadać mu charakter listu otwartego".
    Ks. prof. Franciszek Blachnicki niezwykle trafnie charakteryzował rzeczywistość Polski Ludowej. Miał odwagę nazywać rzeczy po imieniu. Wiedział, że jego nieprzejednana postawa wobec władz może sprowadzić na niego tylko jeszcze większe represje. Wydawałoby się, że wystąpienie z otwartym protestem całkowicie przesądzi odmowę wydania paszportu. Okazało się jednak, że ks. prof. Blachnicki nie tylko otrzymał paszport w roku 1980, ale również na kilka dni przed stanem wojennym udało mu się wyjechać z kraju. Ks. prof. Blachnicki mówił, że nie należy "rozmawiać z Lucyferem". Podczas przesłuchań nie udzielał zatem odpowiedzi na pytania dotyczące (w świetle międzynarodowych praw człowieka) działalności legalnej. Z władzami rozmawiał tylko w formie korespondencji w której ustosunkowywał się do stawianych zarzutów. Takiej ewangelicznej postawy ks. prof. Blachnicki uczył również swoich współpracowników (członkinie Wspólnoty Niepokalanej Matki Kościoła, księży moderatorów, animatorów i członków ruchu oazowego). Przywoł anie postawy ks. prof. Franciszka Blachnickiego w obecnym czasie jest szczególnym dowodem na heroiczność niektórych członków polskiego Kościoła w PRL.

    Robert Derewenda



    © 2001-2013 Centralna Diakonia DK