Strona startowa Domowego Kocioa Strona startowa Ruchu wiato-ycie
  
     
  Strona główna    Aktualności    Rekolekcje    Założyciel    Formacja    List DK    Galeria    Dom na Jagiellońskiej  
  Diakonia    Linki    Wzajemna pomoc    Z życia Ruchu    W Kościele i świecie  
Formacja
Krótko o DK
 
Zasady DK
 
Listy kręgu centralnego DK
 
Charyzmat i Duchowość Ruchu Światło-Życie
 
Historia DK
 
Konspekty spotkań miesięcznych
 
Konferencje
 
Relacje
 
Świadectwa
 
Prezentacje
 


Świadectwo

W dniach od 20 do 22.06.08r. braliśmy wraz z żoną udział w rekolekcjach modlitewnych w Koniakowie. Razem z grupą 80 osób oraz o. Rafałem Kogutem i ks. Jarkiem Ogrodniczakiem spędziliśmy czas na nieustannej modlitwie i wołaniu Ducha Świętego o pomoc w rozeznawaniu Bożych planów względem nas i drogi posługiwania. Udaliśmy się tam głównie z intencją omodlenia nadchodzących rekolekcji, wszystkich spraw z nimi związanych. Pojechaliśmy trochę zmęczeni, trochę niepewni, przekonani jednak, że to dobra droga. Wróciliśmy przeniknięci potęgą Bożej Miłości, urzeczeni obecnością Tego, przez Którego Dobry Ojciec swoją Miłość okazał najdoskonalej, oddani do końca Chrystusowi - Naszemu Panu i Zbawcy. Wróciliśmy z drżącym ciałem i rozpalonym sercem.
Od 2002r. doświadczałem ciężaru jak się później okazało nieuleczalnej choroby (zespół Leśniowskiego-Chrona), która zaatakowała mi jelito cienkie, doprowadzając do niebezpiecznych przewężeń w czterech miejscach. Oczekiwana i obiecywana remisja, o której mówili lekarze, nie następowała. Wielokrotne pobyty w szpitalach, duże dawki sterydów nie wyciszały choroby. Drastyczna dieta (lekarz pozwolił na spożywanie jedynie kisieli i galaretek) powodowała, że bóle były mniejsze, ale organizm stawał się coraz bardziej osłabiony i wyczerpany. Nie miałem żalu do Boga, godziłem się z Jego wolą, chociaż były też trudne momenty. Siły do przetrwania czerpałem z modlitwy i zawierzenia. W tym czasie "zaprzyjaźniłem" się z św. o. Pio, prosząc Go o wstawiennictwo za mną, bym umiał przyjmować to, co Bóg daje. Przewartościowałem swoje życie i patrzenie na wszystko, co wokół nas się dzieje. Przez to doświadczenie Pan "stwarzał mnie na nowo", czułem, że staje się innym człowiekiem. Życie na co dzień w obecności Pana wprowadziło i nadal wprowadza pokój w moje serce. Nauczyłem się dziękować za każdą wspólną chwilę, cieszyć się drobiazgami i przyjmować wszystko, co Pan wobec mnie zaplanował.
W maju kolejny raz przebywałem w klinice gastroenterologicznej w Katowicach. Obiecane przez lekarzy leczenie biologiczne, z którym wiązałem jakieś nadzieje, okazało się być niemożliwym z powodu niedrożności jelita. Ewentualnej operacji usunięcia stanów zapalnych, przewężeń, chirurdzy nie chcieli się podjąć tłumacząc to dużym prawdopodobieństwem poważnych powikłań. Orzekli, żeby żyć w tym stanie jak długo się da, jak już będzie nie do wytrzymania, wtedy ewentualnie operacja.
Jednak Pan przekazał mi Słowo Pocieszenia i nadzieję, że jest ze mną cokolwiek mnie spotka. Ufny w Jego Opatrzność podjąłem z żoną organizację letnich rekolekcji, chcąc służyć Bogu i ludziom. Aby dobrze przygotować się do tej posługi pojechaliśmy na zaproszenie o. Rafała Koguta do Koniakowa, aby wziąć udział w modlitewnym weekendzie. Nie wiedziałem dokładnie jaki jest program tego wyjazdu, ale pomyślałem sobie, że jestem z Bogiem i z żoną, to nic złego nie może się zdarzyć :-)
W sobotę wieczorem ogłoszono, że w wyznaczonych miejscach oczekują wstawiennicy, którzy są gotowi do posługi modlitwy wstawienniczej tym, którzy jej potrzebują. Pomyślałem, że skoro tu jestem, to mogę to "wykorzystać", trochę mnie to kosztowało, ponieważ nigdy nie lubiłem mówić o tej chorobie i wszystkim co z tym było związane. Po modlitwie czułem się radosny i spokojny. Jednak w niedzielę od rana, nastrój mi się zmienił, czułem się jakiś przybity, rozkojarzony i "łzawy". W swoim życiu miałem trudność, by mówić nieznanym, przypadkowym ludziom, w środowiskach nazwijmy to świeckiej codzienności, o Bożej miłości. I kiedy w czasie niedzielnego słuchania Słowa Bożego, Jezus skierował do mnie słowo "nie bój się wyjść do ludzi" modliłem się, by Jezus uzdolnił mnie do takiej postawy. Doświadczyłem mocy tego Słowa, w jednej chwili Pan odebrał mi ten lęk, napełniając swoim pokojem. Już samo to doświadczenie było dla mnie pewnym "uzdrowieniem", było bardzo żywe i mocne, ale okazało się, że to nie koniec tego spotkania. To, co wydarzyło się później po prostu nas przerosło.
Dzień 22.06.08r EUCHARYSTIA - ta chwila będzie nam towarzyszyła już do końca życia. W trakcie tej Mszy św. zostałem w imię Jezusa i mocą Jego Miłości uzdrowiony. Miało to miejsce po Komunii Św. pod koniec Mszy św. O.Rafał powiedział, że czuje, że Pan Jezus pragnie kogoś uzdrowić. Był moment ciszy a za chwilę, gdzieś z końca kaplicy odezwała się jakaś osoba, mówiła "jest tu mężczyzna, który choruje na choroby żołądkowe Pan Jezus uzdrawia Go", ale jeszcze w tym momencie nie odniosłem tego do siebie, ponieważ ja miałem chore jelita nie żołądek, ale cieszyłem się, że Pan kogoś uzdrawia. A tu słyszymy, że kolejna osoba z zupełnie innego miejsca się odzywa: "Tak, potwierdzam, że jest tu mężczyzna chorujący na choroby żołądkowe, które objawiają się..." i zaczęła wymieniać symptomy mojej choroby. Trudno przelać na papier, co człowiek czuje w takiej chwili, jak by tego było mało i jakby były jeszcze z mojej strony wątpliwości czy to na pewno ja, usłyszałem z ust tej osoby "jest też tu z nami o.Pio". Czy mogłem mieć jeszcze jakieś wątpliwości? Panie mówisz do mnie, przymnóż mi wiary. Moja żona pomyślała w tej chwili, jaka szkoda, że nie ma tu z nami naszych dzieci, i w tym samej chwili słyszymy z ust kolejnej osoby "Pan Jezus błogosławi dzieciom, które zostały w domu". PANIE JESTEŚ WIELKI, JESTEŚ ŻYWY, PRAWDZIWY, OBECNY W NASZYM ŻYCIU! Pan dał mi siłę abym mógł wstać i z ściśniętym gardłem powiedzieć - to ja jestem ten chory.
ALE TO NIE WSZYSTKO, ZOSTALIŚMY OBOJE ZALANI, NICZYM BALSAMEM, POTĘGĄ BOŻEJ MIŁOŚCI. JAKĄŚ PRZEDZIWNĄ, BŁOGĄ I NIEWYPOWIEDZIANĄ JEGO AUTENTYCZNĄ OBECNOŚCIĄ. Nie potrafię ludzkim słowem opisać tego cudownego spotkania i jest mi z tego powodu bardzo przykro, ale w tym miejscu chcę Was wszystkich, którzy będziecie czytać to świadectwo, prosić serdecznie: UWIERZCIE W BOŻĄ MIŁOŚĆ, BO ONA NAPRAWDĘ JEST POTĘŻNA!!!
Od tego wydarzenia upłynęło już prawie dwa miesiące. Dla nas ta chwila jest jednak ciągle obecna. W tym czasie byliśmy na dwóch weselach, prowadziliśmy rekolekcje dla małżeństw i nigdzie nie musiałem już prosić, żeby dla mnie ugotowano kisiel, lub zrobiono galaretkę. Nie wiem, czy jest to uzdrowienie całkowite i do końca życia, to nie jest dla mnie najistotniejsze. Na dzień dzisiejszy jem wszystko! Cieszymy się każdym kolejnym dniem. Nawet nie wiecie, jak po tylu latach może smakować pomidor! Panie, dziękuję Ci za smak pomidora :-) Za wszystko czego dokonałeś w moim życiu, życiu mojej rodziny, za to co jest dziś i za to przed nami: BĄDŹ UWIELBIONY JEZU, TERAZ I NA ZAWSZE! AMEN! CHWAŁA PANU!!!
Błogosław Panie wszystkim, którzy w tym trudnym czasie choroby wspierali nas modlitwą.

Marek Makowski



© 2001-2013 Centralna Diakonia DK