Strona startowa Domowego Kocioa Strona startowa Ruchu wiato-ycie
  
     
  Strona główna    Aktualności    Rekolekcje    Założyciel    Formacja    List DK    Galeria    Dom na Jagiellońskiej  
  Diakonia    Linki    Wzajemna pomoc    Z życia Ruchu    W Kościele i świecie  
Formacja
Krótko o DK
 
Zasady DK
 
Listy kręgu centralnego DK
 
Charyzmat i Duchowość Ruchu Światło-Życie
 
Historia DK
 
Konspekty spotkań miesięcznych
 
Konferencje
 
Relacje
 
Świadectwa
 
Prezentacje
 


Świadectwa z Listu DK nr 120

Świadectwa, które z przyczyn technicznych "nie zmieściły się" w 120 nr Listu DK

Być blisko Boga

Przyjechałam na te rekolekcje z wielkim bólem w sercu i ogromnym cierpieniem. Zawsze starałam się być blisko Boga, ale w praktyce dnia codziennego różnie mi to wychodziło. Wydawało mi się jednak, że nie ma takiej rzeczy, która jest w stanie odłączyć mnie od Boga. Niestety, okazało się, że łatwo jest kochać Pana, gdy jest się na górze Tabor, łatwo w zachwyceniu mówić: „Dobrze, że tu jestem”. Trudniej towarzyszyć Chrystusowi na Kalwarii. Gdy poznasz smak prawdziwego cierpienia, samotności i opuszczenia, bolesnego doświadczenia, wtedy pojawia się bunt, żal, pretensje do Boga i tak trudno wtedy przyjąć ten kielich goryczy.
Decyzja o udziale całej naszej rodziny w rekolekcjach była próbą powierzenia na nowo drogi Panu, z pokorą i miłością, przez osoby, które boleśnie doświadczyły swojej ograniczoności, niewystarczalności i słabości. Kiedy po długiej drodze stanęłam w progach domu rekolekcyjnego w Mrzeżynie, nie liczyłam na jakieś wielkie przeżycia, bo wydawało mi się, że nic już nie jest w stanie mnie zdziwić, miałam jednak nadzieję, że rekolekcje pomogą mi na nowo uporządkować moje życie, odzyskać spokój serca i obudzić uśpioną nadzieję. Pragnęłam doświadczyć wspólnoty, choć jestem osobą, która dobrze funkcjonuje również w samotności. Jednak dziś już wiem, że wspólnota może naprawdę pomóc w drodze do Boga i wesprzeć, wtedy gdy jest szczególnie ciężko.

W chwili przyjęcia Chrystusa jako swego Pana i Zbawiciela, podczas pięknej ceremonii w Kościele, nie doznałam żadnych nadzwyczajnych emocji. Pomyślałam wtedy, że nie chcę nawet niczego czuć. Pragnęłam tylko, aby ta chwila naprawdę mnie odmieniła, abym odtąd, powierzając Bogu wszystko, swoją przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, potrafiła w życiu codziennym realizować Jego wolę. I aby nie działo się to tylko wtedy, gdy jest przyjemnie i dobrze, ale zwłaszcza wtedy, gdy jest ciężko i nie widać nawet jednego promyka słońca na zachmurzonym niebie życia.
Trudno wprost opisać wszystkie doświadczenia i przeżycia tych rekolekcji, każdy dzień dostarczał różnych emocji, wzruszeń, a wspólnota ducha, która się wytworzyła między uczestnikami wzmocniła moją słabą wiarę. Kolejny raz okazało się, że Ten, który przyszedł do uczniów mimo drzwi zamkniętych, potrafi także przyjść do ściśniętych i zamkniętych cierpieniem serc, jeżeli tylko choć trochę tego zapragniemy. Wielkie wrażenie wywarły na mnie genialne w swej prostocie słowa, które usłyszałam na szkole modlitwy: „Panie Boże, ty kochasz mnie nie dlatego, że jestem dobra, ale dlatego, że jestem dzieckiem –Twoim dzieckiem”. Gdy na polecenie kapłana powtarzałam w duchu te słowa, to odczułam wielki spokój i jakieś niewyobrażalne wręcz uniesienie ducha, choć nie jestem osobą skłonną do wzruszeń i raczej dość ostrożnie podchodzę do tego typu emocji. Czułam się wręcz jak „,wniebowzięta” – po prostu szczęśliwa.
Do tej pory czułam, że jestem złą osobą i niegodną Bożej miłości, gdyż w chwilach rozpaczy wygadywałam różne złe słowa. Nie potrafiłam pogodzić się z wolą Bożą, moje czyny były złe. Podczas rekolekcji On powiedział do mnie, że Jego miłość jest bezwarunkowa i na nią się nie zasługuje, ona po prostu jest. Usłyszałam i zrozumiałam, że Pan Bóg nigdy nie wycofuje swojej miłości, i żebym po prostu się jej poddała i nie blokowała dłużej swego serca. Jestem również przekonana, że Bóg ma dla każdego z nas wspaniały plan, a kiedy z naszej winy coś go zakłóci i nie będzie już możliwa jego całkowita realizacja, to Pan Bóg przygotuje nam kolejny, równie piękny i wspaniały. Dla Niego nie ma nic niemożliwego i żadne ludzkie działanie nie może unicestwić Bożych planów względem nas. Przeżyłam także bardzo głęboko modlitwę małżeńską przed Najświętszym Sakramentem. Trudno słowami opisać atmosferę tego spotkania: spokój, cisza, migoczące światła świec, a w tym wszystkim ja, mój mąż i Jezus. Tak rzadko mamy okazję razem być przed Bogiem, zawsze nam tego brakuje. Z uwagi na charakter pracy męża, często nasza modlitwa małżeńska jest bardzo ograniczona, a modlitwa rodzinna to tylko moja modlitwa z dziećmi. Wpatrywałam się w Pana i zrozumiałam, że w moim sercu jest wiele niepotrzebnego lęku, obaw, i że choć staram się w życiu codziennym znaleźć dla Niego czas, to jednak wciąż troszczę się i zabiegam, jak ewangeliczna Marta, o zbyt wiele. A tak naprawdę potrzeba tylko jednego - miłości. Nie mówiłam nic, pół godziny upłynęło w oka mgnieniu. Na pożegnanie dotknęłam monstrancji, jak brzegu sukni Pana i pomyślałam, że zapamiętam te cenne chwile, gdy po powrocie do domu wpadnę w wir codziennych spraw i będzie mi trudno znaleźć czas na dłuższą modlitwę, refleksję lub gdy znów dopadnie mnie niepokój. Wrócę wtedy pamięcią do tych chwil, by nabrać sił do dalszego trwania i ciągłego zaczynania od nowa. Proszę Boga tylko o to, by pomógł mi w pełni Jemu zaufać i obdarzył mnie wytrwałością, której mi brakuje. Mam niewątpliwie wiele dobrych chęci, ale pod wpływem trudnych doświadczeń łatwo się załamuję i dlatego absolutnie nie mogę liczyć na własne siły.
Aby dawać świadectwo Bożej miłości, potrzebuję mocy płynącej z wysoka, ze stałego wsłuchiwania się z uwagą w Jego słowa i korzystania z sakramentów. Rekolekcje dostarczyły nam nie tylko wielkich duchowych przeżyć, ale i dobrego, radosnego wypoczynku w towarzystwie życzliwych, wesołych i pogodnych osób. Pomimo rozlicznych zajęć wypoczęłam jak nigdy dotąd. W planie każdego dnia był przewidziany czas wolny dla rodziny, a ponieważ pogoda nam dopisała, spędzaliśmy go przeważnie na plaży. Nawet nasza nastoletnia córka, która jechała z nami na rekolekcje dość naburmuszona, wyjeżdżała ze łzami w oczach i oznajmiła, że w przyszłym roku znowu chciałaby razem z nami być na takim ,,wakacyjnym wypoczynku”. W ustach „humorzastej” nastolatki była to najwyższa pochwała.
Nie żałuję tego, że podjęłam trud przeżywania rekolekcji, i że poświęciłam cały swój urlop, by spędzić go we wspólnocie z Bogiem i z ludźmi. Nic nie straciłam, a zyskałam bardzo wiele. Czasem podczas urlopu spędzanego w poprzednich latach w sposób tradycyjny, na wczasach, kłóciliśmy się z mężem na okrągło, choć jesteśmy dobrym i zgodnym małżeństwem. Po 16 wspólnie spędzonych latach, wciąż jest miłość, oddanie, a nawet, o dziwo, zakochanie. Na rekolekcjach nie było czasu na nieporozumienia, a te, które się pojawiały, szybko i zupełnie naturalnie były rozwiązywane. Mam nadzieję, że będziemy potrafili podzielić się bogactwem swych rekolekcyjnych przeżyć z uczestnikami naszego kręgu i tym samym zachęcimy inne małżeństwa i rodziny do udziału w rekolekcjach. Dla nas był to naprawdę błogosławiony czas.

Ola, żona Bohdana


Rekolekcje tematyczne „Słuchać Pana”

Rekolekcje prowadził ks. Tomasz Jaklewicz. Parą wspomagającą byli Ania i Tomek Smolarczykowie z Białaczowa. Uczestniczyło w nich 25 par małżeńskich i 3 osoby samotne.

Rekolekcje opierały się na wyciszeniu, słuchaniu i medytacji Słowa Bożego. Dzień rozpoczynaliśmy odśpiewaniem Jutrzni, potem były konferencje wygłoszone przez księdza rekolekcjonistę i oparte na nich rozważania Słowa Bożego. W centrum dnia była Eucharystia, później znów rozważanie Słowa Bożego i praca w grupach.
W moim sercu szczególny ślad zostawiły rozważania oparte na trzech fragmentach Ewangelii św. Łukasza:
Łk 8, 4-8. Jezus jest Siewcą, glebą jest serce człowieka. Staję wobec podstawowego pytania: jaką glebą jest moje serce? Czy jest ziemią żyzną, czy twardą skałą, a może ziemią zachwaszczoną, pełną cierni, które zagłuszają Słowo? Podział nie przebiega między ludźmi, ale w naszych sercach. W każdym z nas możemy odnaleźć te różne gleby, i dlatego potrzebna jest ustawiczna praca nad sobą, a właściwie współpraca z łaską Bożą, by ziemia mojego serca przynosiła obfity plon. Gorliwa modlitwa, życie według Dekalogu i wskazań Ewangelii, regularne karmienie się Słowem Bożym, szukanie i pełnienie woli Bożej – to prawdziwa uprawa gleby serca, by stawała się ona żyzną ziemią, przynosząca plon oczekiwany.
Łk 10, 38-42. Dwie siostry, które kochają Pana; obie pragną Go jak najlepiej ugościć i okazać swą cześć, miłość. Obie obierają różne ku temu drogi. Maria wybrała „lepszą cząstkę”, gdyż siadła u stóp Pana, słuchała Jego Słowa. Marta także była „dla Pana” – krzątała się koło posług domowych, by jak najlepiej przyjąć ukochanego Gościa. Jezus nie przekreśla jej trudu, koniecznego przecież i w naszej codziennej krzątaninie, docenia ten trud, widząc, jak Marta „troszczy się i niepokoi o wiele”. Pokazuje jednak, że w obecności Pana najważniejsze jest to, by otworzyć się na tę Obecność, by słuchać Jego słowa, by w takich chwilach nic nie było ważniejsze. Kiedy staję do modlitwy, uczestniczę w Eucharystii, muszę zostawić swoja „krzątaninę”, wyciszyć się, słuchać Pana, by nic z tej „najlepszej cząstki” nie uronić. Niedoścignionym wzorem takiego łączenia życia z modlitwą, zanurzania się bez reszty w modlitwie pozostaje dla nas Jan Paweł II. Rekolekcjonista zwracał szczególną uwagę na to, że aby modlitwa była owocna, trzeba rozpocząć ją od uświadomienia sobie Bożej Obecności, by usiąść jak Maria u stóp Pana, i od modlitwy do Ducha Świętego.
Łk 18, 1-8. Moc wytrwałej modlitwy – zawsze powinniśmy modlić się i nie ustawać. Jaka jest moja modlitwa? Kiedy się modlę? Może tylko wtedy, gdy mam problem, gdy przygniata cierpienie, albo bardzo czegoś pragnę, więc intensywnie proszę? Może wtedy, gdy mam dobry nastrój do modlitwy? A Jezusowi chodzi o „zawsze”; a więc także wtedy, gdy nie mam chęci na modlitwę, gdy popełnię grzech i jest pokusa, by jak Adam po grzechu „ukrywać się” przed Panem Bogiem, gdy Bogu trudno „w oczy spojrzeć”. Ewangelia podkreśla, że istotne jest to stałe, uporczywe i szczere polecanie swych spraw Bogu. Także wtedy, gdy czuję się nawet przez Boga opuszczona, niewysłuchiwana, jak ta ewangeliczna wdowa, na której prośby sędzia zdawał się być głuchy. Ważne, by o tym pamiętać, bo na modlitwie nie zawsze doświadczę pociechy, może przyjść też zniechęcenie. Potwierdza to życie wielkich świętych, mistyków, którzy przeżywali na ogół długie okresy ciemności, trudności w modlitwie. Trzeba więc mieć na modlitwie także wiele cierpliwości – podobnie, jak ta uparta wdowa z Ewangelii – wierząc, że Bóg w końcu „weźmie w obronę swych wybranych”. Modlitwa, wytrwałość w modlitwie pokazuje prawdę o mojej wierze. „Ale czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?”

Zamiast „pogodnego wieczoru” ks. Tomasz zaproponował, byśmy się podzielili tym, w jaki sposób modlimy się z Pismem św. Okazało się, że większość osób rozważa czytania liturgiczne (zwłaszcza Ewangelię) na dany dzień, inni modlą się rozważając fragment Pisma św. „gdzie się otworzy”, jeszcze inni korzystają z dostępnych w Internecie rozważań.
Dla mnie szczególnym, choć trudnym momentem rekolekcji było indywidualne błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem. Doświadczenie szczególne, bo w nim jakaś bezpośredniość, bliskość przechodzącego Pana, który błogosławi, a trudne, bo patrząc na przyjmujące błogosławieństwo pary małżeńskie tak bardzo brakowało mi mojego zmarłego męża. To były pierwsze rekolekcje, na których byłam sama… Ale przecież tak naprawdę nie sama, śmierć nie zabija więzi, miłość jest większa.
Z rekolekcji oprócz wspomnień i duchowych owoców zostanie jeszcze piękna pamiątka ofiarowana nam przez ks. Tomasza: książka „Mocowałem się z Bogiem”, będąca zapisem rozmowy przeprowadzonej przez Jacka Dziedzinę z ks. Henrykiem Bolczykiem.

Maria Jędrzejewska
Parafia Miłosierdzia Bożego w Radomiu


Pan Bóg mówi przez słowa i wydarzenia…

Pan Bóg każdego dnia poprzez teksty liturgii słowa i liturgii godzin daje nam najlepsze słowo na daną chwilę, sytuację, wydarzenie. Tak też było w czasie Dni Skupienia, które jak co roku przeżywaliśmy w kościele św. Jana Bosko na poznańskich Winogradach. Doświadczyliśmy żywego działania Jego słowa w naszym życiu.

W piątkowy wieczór Pan Bóg skierował do nas następujące słowo: Wszystko ma swój czas i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem (Koh 3,1);
Błogosławiony Pan, Opoka moja (…). On mocą i warownią moją, osłoną moją i moim wybawcą, moją tarczą i schronieniem (Ps 144,1a.2)
.
Ksiądz Artur Andrzejewski bardzo mocno w homilii uwypuklił, że czas jest darem Pana Boga. Wszystko, a więc także czas, należy do Niego. My jesteśmy tylko dzierżawcami, także dzierżawcami czasu. Pan Bóg chce, abyśmy Jemu dawali czas. Każdego dnia jest czas na słowo Boże. Ono jest tarczą, którą trzeba mocno przycisnąć do siebie.
W sobotni poranek wyśpiewaliśmy w jutrzni słowa kantyku z Księgi Wyjścia:
Pan jest moją mocą i źródłem męstwa, Jemu zawdzięczam moje ocalenie (Wj 15,2a).
Tuż po wyśpiewaniu tych słów mój mąż stracił przytomność i miał silne krwawienie z przewodu pokarmowego.
Pan Bóg ma swój czas i swoje miejsce. On jest tarczą, mocą, źródłem męstwa, ocaleniem. On się zatroszczył, by wokół nas była wtedy wspólnota Domowego Kościoła, która podjęła modlitwę, zadzwoniła po pogotowie, podała chusteczki, zatroszczyła się o torbę, zawiozła mnie do szpitala. Wielki spokój, także we mnie, bez zbędnych słów, gestów. Każdy w najlepszy, najwłaściwszy sposób służył pomocą. Dziękujemy dziś Bogu za miejsce, czas, wspólnotę – za zatroszczenie się o każdy drobiazg. I dziękujemy za słowa responsorium, które brzmiały w uszach, gdy udawaliśmy się do szpitala:
Wołam do Ciebie, Panie, Ty jesteś moją ucieczką.
Pan Bóg pozwolił mi jeszcze wrócić na Mszę św., by usłyszeć kolejne Jego słowo:
Więc usuń przygnębienie ze swego serca i oddal ból od twego ciała (Koh 11,10a). Naucz nas liczyć dni nasze, byśmy zdobyli mądrość serca (…). Dobroć Pana Boga niech będzie nad nami! (Ps 90,12.17a).
W kolejnych dniach doświadczaliśmy tej Jego dobroci – przez troskę, pomoc innych, przez diagnozę lekarzy, która pozwoliła na szybki powrót Pawła do domu. I choć pęknięcie śluzówki przełyku domaga się dalszego leczenia, choć wyniki badań bardzo powoli wracają do normy, to ufamy, że Pan Bóg, nasza moc i ucieczka, o wszystko się zatroszczy. Jego jest czas. Jemu pragniemy oddać nasz czas, który i tak jest Jego własnością. Jemu pragniemy oddać każdy dzień naszej posługi. Ktoś po tym doświadczeniu powiedział, że może to jest dla nas znak, że trzeba zwolnić; ale z drugiej strony stwierdził, że skoro Pan Bóg tak szybko pozwolił Pawłowi powrócić do domu to może to jest znak, że nas potrzebuje, że pragnie, byśmy służyli. Dlatego z pełnym zawierzeniem Jego Opatrzności w dwa tygodnie po Dniu Skupienia poprowadziliśmy rekolekcje dla par rejonowych naszej filii.
Chwała Panu!

Kasia i Paweł


Wymiana pozytywnych doświadczeń

Październikowe rekolekcje dla par rejonowych filii śląskiej były dla nas, odpowiedzialnych od dwóch lat za rejon X we Wrocławiu, błogosławionym czasem umocnienia w tej posłudze. Chociaż znamy „Zasady DK”, byliśmy na ORAR II stopnia, a kilka lat wcześniej braliśmy udział w szkole animatora i wiele treści merytorycznych, przywołanych na tych rekolekcjach, było nam znanych, to jednak warto było oddać Panu jeden weekend, aby w braterskiej wspólnocie odpowiedzialnych za rejony z różnych stron południowej Polski zgłębiać szczególną rolę i zadania par rejonowych w strukturach Domowego Kościoła.
Uświadomiliśmy sobie, że naszym powołaniem we wspólnocie jest służba powierzonym nam małżeństwom, bycie „dla” nich. Jako para rejonowa jesteśmy odpowiedzialni za wierność charyzmatowi Ruchu i musimy czuwać nad tym, aby nasz rejon był w jedności z całym Domowym Kościołem. Zrozumieliśmy, że jesteśmy ważnym ogniwem pośredniczenia w łańcuchu informacji – od kręgu centralnego do każdego małżeństwa i odwrotnie - od małżonków, przez animatorów do pary rejonowej, diecezjalnej, filialnej, krajowej.
Naszą troską, jako pary odpowiedzialnej, powinno być dawanie autentycznego i radosnego świadectwa życia i posługi, mimo trudu, który ona niesie. Mottem naszego działania powinno być słowo „chętnie!”, aby na koniec naszej kadencji wiele małżeństw otworzyło się na podjęcie posługi i abyśmy mogli przekazać ją kolejnemu małżeństwu, które panu Bogu odpowie „Oto jestem, Panie”.
Oprócz konferencji, które pomogły nam uporządkować i szerzej zobaczyć, a czasem nawet i odkryć na nowo, zadania wspólne dla par odpowiedzialnych oraz szczegółowe dla par rejonowych, ogromnie ważna była możliwość wymiany doświadczeń z parami rejonowymi z różnych stron filii śląskiej. Mogliśmy przekonać się, że rozmaite trudności pojawiają się w bardzo wielu rejonach, ale najważniejsze było dzielenie się sposobami radzenia sobie z nimi. Dużym umocnieniem była też wymiana doświadczeń pozytywnych – taka „giełda dobrych pomysłów”.
Wracaliśmy z tych rekolekcji ze świadomością, że jesteśmy odpowiedzialni za duchowy rozwój ludzi powierzonych nam przez Boga w tym konkretnym rejonie, w którym On nas powołał do służby. „,Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem”. Bóg wybranych powołuje i uzdalnia, obdarowując potrzebnymi łaskami.

Ewa i Marcin


Oaza III stopnia w Kanadzie

Oaza Rekolekcyjna Rodzin III stopnia, była dla nas głębokim przeżyciem wiary i wspólnoty. Odczuliśmy nie tylko jedność we wspólnocie Domowego Kościoła, ale również z całym Kościołem. Poznawanie Kościołów pierwszych wieków, oraz kroczenie śladami świętych i męczenników, pozwoliło nam na nowo odkryć korzenie naszej wiary. Liturgia godzin, a szczególnie modlitwy czytań były dla nas nowym przeżyciem. Otwarte i szczere dzielenie się swoją wiarą ze strony innych rodzin przekonuje nas, że Domowy Kościół jest wspólnotą, w której nadal chcemy trwać i wzrastać. Jesteśmy przekonani, że rekolekcje III stopnia zaowocują pięknym zaangażowaniem z naszej strony w służbę dla DK i dla Kościoła.

Bożenka i Władek Kościółek


1. Poczułem silną jedność i więź z Kościołem w świecie i na przełomie dziejów, zwłaszcza poprzez zachwyt nad powtarzającym sie słowem psalmów w liturgii godzin.
2. Usłyszałem silny głos wzywający do pokory i poszukiwania Boga-Miłości w najprostszych sytuacjach i najprostszych formach zadumy czy adoracji – bez słów czy zbędnych gestów. Poczułem się napełniony Duchem Świętym, ale nie tak jak się tego spodziewałem, czy wręcz tego pożądałem, lecz w Jego sposób, sposób - prosty i naturalny. (…)
3. Wyraźnie odczułem jak cenne było posługiwanie w Domowym Kościele i jak wielką więź do wspólnoty uzyskałem poprzez służenie jej.
4. Czułem wielką bliskość z moją małżonką, szczególnie mocno czuję miłość do niej i radość, że razem idziemy do Boga i zbliżamy się do siebie poprzez charyzmat DK.

Maciej Jaglarz, mąż Justyny


Oaza Nowego Życia III stopnia, która po raz pierwszy odbyła się w Kanadzie, dzięki zaangażowaniu i poświęceniu ks. Romana Litwińczuka, była dla nas ogromnym przeżyciem. Przeżyło te rekolekcje osiem małżeństw z Domowego Kościoła w Kanadzie, za co Bogu niech będą dzięki. Upłynęło już kilka tygodni od jej zakończenia i widzimy teraz jeszcze wyraźniej, jak bardzo głęboko przesłanie tej oazy zapadło nam w serca. Zostaliśmy utwierdzeni w przekonaniu, że nasza droga do Boga wiedzie przez Domowy Kościół, który uczy nas, jak pokonywać trudności w małżeństwie, w rodzinie, w społeczeństwie i w Kościele. Odkrywamy wciąż na nowo radość z naszego zjednoczenia z Bogiem i z sobą nawzajem.
Oaza III stopnia uspokoiła nasze serca co do przyszłości Kościoła, poprzez głębsze poznanie historii, która wyraźnie pokazuje, jak Duch Święty działa i prowadzi Kościół Chrystusowy. Poprzez oddanie się Matce Najświętszej, Niepokalanej Matce Kościoła, zawierzyliśmy Jej nasze małżeństwo, rodzinę i Domowy Kościół, w którym pragniemy wzrastać i pracować.
Z wielką radością i pokorą odkrywaliśmy siłę modlitwy i modlitewne zjednoczenie z Bogiem i Kościołem Chrystusowym poprzez codzienną liturgię godzin i Eucharystię sprawowaną w kościołach naszej diecezji London, Ontario. Spotkaliśmy się z serdecznością kapłanów pracujących w tych kościołach.

Urszula i Jan Toporowski


Bóg przemawiał przez konkret

Pragniemy się z Wami podzielić swoim przeżyciem z sesji o pilotowaniu nowych kręgów Domowego Kościoła, którą przeżyliśmy w Krościenku w dniach od 2 do 8 sierpnia br.
Był to nas dla pod wieloma względami szczególny czas. Po dziesięciu latach wspólnego życia małżeńskiego zdecydowaliśmy się powiedzieć Panu nasze „tak”, aby pilotować pierwszy krąg Domowego Kościoła w Holandii. Przyjechaliśmy całą rodziną, aby przeżyć osobiste spotkanie z Jezusem i dobrze przygotować się do czekającej nas posługi.
Otrzymaliśmy wspaniały czas, który był w rytmie Bożego „zegara” a Pan Jezus przemawiał do nas w każdym momencie. Nie mogę powiedzieć, że tylko w czasie Jutrzni, Nieszporów, czy też Eucharystii, bo to się działo także w czasie dyżurów w różnych diakoniach. W czasie jednego z takich dyżurów Pan pokazał nam, jak ważne jest to, aby otwierać się nie tylko na słuchanie, ale także na stawianie Mu pytań. Potwierdzeniem tego była sytuacja, w której zabrakło komunikacji dyżuru gospodarczego z kuchnią. Grupa pełniąca ten dyżur była do tego stopnia przekonana, że należy obrać ziemniaki, iż nie zapytała się „kuchni”, jakie ona ma plany na następny dzień. Jakże wielkie zdziwienie pojawiło się w naszych oczach, gdy okazało się, że kuchnia na ten dzień zaplanowała kaszę gryczaną. Może ten przykład jest błahy, ale pozwolił mi zrozumieć istotę zadawania Panu pytań: co mam robić? Jaki jest Jego plan, a nie: co mi się wydaje? Bo do tej pory tak właśnie było w moim życiu…
Bóg bardzo często wyprowadza z naszych błędów dobro. Ii tym razem stało się podobnie - kuchnia z obranych ziemniaków zrobiła „furę” pierogów…
Innym razem, kiedy byłem pogrążony w modlitwie, Pan skierował moją uwagę na niedokładne wypełnienie dyżuru przez naszą grupę. Zapomnieliśmy uzupełnić braki papieru toaletowego. Uświadomiło mi to, że bardzo często moja modlitwa jest oderwana od ziemskiego życia. To właśnie te rekolekcje, w tym specyficznym wymiarze, jakim jest charyzmat Światło-Życie, uświadomiły mi, że modlitwa powinna iść w parze z pracą, a światło Bożego słowa przenikać każde nasze działanie, szczególnie w czasach, gdzie stawia się na wygodę i „branie”.
Budowanie wspólnoty bardzo często odbywało się w czasie przeznaczonym na służbę, podczas wypełniania różnych dyżurów. Ufam Bogu, że ta forma rekolekcji nigdy nie zniknie jako coś przestarzałego i niemodnego. Bez tych posług w trakcie trwania sesji nie byłoby mojego świadectwa, bo nastawiony na branie, nic nie ofiarowałbym innym. Wzrastać modlitwą i pracą - ora et labora- te dwie wartości nie są sprzeczne, ale ściśle ze sobą związane. Chwała Panu!

Anna i Tomasz z Niderlandów


To mąż miał się zmienić…

Mieliśmy szczęście uczestniczyć w 2-tygodniowych rekolekcjach tematycznych, skupiających się na komunikacji małżeńskiej. Rekolekcje te zostały zorganizowane przez Domowy Kościół archidiecezji katowickiej, a odbywały się w malowniczo położonej Brennej w Beskidzie Śląskim; uczestniczyło w nich 100 osób z Polski i zagranicy. Moderatorem był ksiądz Wojciech Ignasiak, który prowadził rekolekcje wraz z Renią i Markiem Makowskimi oraz grupą świetnie przygotowanych animatorów.
Rekolekcje te miały strukturę typową dla rekolekcji oazowych, ale były realizowane z dużą dozą wiedzy psychologicznej na temat dynamiki więzi małżeńskiej a także z licznymi odniesieniami do nauczania Ojca Blachnickiego i Jana Pawła II; były też całkowicie zanurzone w słowie Bożym.
Oprócz typowych dla rekolekcji Domowego Kościoła punktów programu były jeszcze dodatkowo wygospodarowane dwie godziny na pogłębienie tematyki więzi małżeńskiej, co przyjmowało formę konferencji, pracy w grupach i ćwiczeń w parach małżeńskich. Ponadto, po pogodnym wieczorze, po położeniu dzieci spać, o godz. 21 zaczynała się modlitwa wieczorna, która była za każdym razem inna i stanowiła niezwykłe spotkanie z miłującym Bogiem.
Trzeba przyznać, że te 15 dni wypełnione było trudem fizycznym, duchowym i emocjonalnym – ale był to bardzo radosny i twórczy trud. Te rekolekcje były dla nas niezwykle pięknym i pożytecznym prezentem od Pana Boga na tym konkretnym etapie naszej drogi w Domowym Kościele i w obecnym momencie naszego małżeństwa.
Powiedziano i pokazano nam, w jaki sposób coraz bardziej zakorzeniać swoją miłość w Chrystusie. Wyposażono nas w narzędzia niezbędne do tego, aby wypełniać misję, którą Pan Bóg nas obdarzył, powołując do małżeństwa. Pan Bóg pokazał nam, jak mamy pomagać sobie przeżywać radość istnienia we dwoje, jak ciągle otwierać się na siebie, wręcz wychodzić poza siebie, poza swoje ograniczenia, aby stawać się wciąż na nowo wzajemnym darem dla siebie, jak ewangelizować małżonka poprzez uszczęśliwianie go, jak dbać o jego zbawienie.
Zrozumieliśmy, że życie duchowością, służbą, nie może zastąpić pracy nad małżeństwem, bo do tego zostaliśmy zasadniczo powołani.
Dla mnie osobiście te rekolekcje były przełomowe: po raz pierwszy od dawna, a może po raz pierwszy w ogóle udało mi się stanąć w prawdzie dzięki temu, że Pan Jezus postawił przede mną siebie jako lustro i zobaczyłam swoje słabości, niedoskonałości, niemożności. Po raz pierwszy, tak szczerze, bez usprawiedliwiania się, bez chowania głowy w piasek, przyznałam przed Bogiem, przed sobą i przed mężem, co we mnie jest słabe, chore, nieprawidłowe, co potrzebuje przemiany, nawrócenia, uleczenia. A jechałam na rekolekcje z nastawieniem, że to mój mąż ma dużo usłyszeć, dużo zrozumieć, gruntownie się zmienić!!!
Zrozumiałam też, że Pan Bóg nie zrobi za mnie tego, co jest przynależne mnie. Nic się samo nie stanie, Pan Bóg za mnie nie wykona pracy, która jest przede mną: On będzie mnie uzdalniał, umacniał, dodawał sił, wspierał – ale oczekuje ode mnie wysiłku. Łaska nie działa sama, odpowiedzią na łaskę ma być mój trud! Z drugiej strony, bez Chrystusa, bez zawierzenia Mu każdego działania, wszystkie wysiłki będą skazane na fiasko.
Wyjechaliśmy z przekonaniem, że nigdy nie należy się zniechęcać trudnościami, problemami, przeciwnościami; nie załamywać się, nie wycofywać się, ale iść przez życie jak „przecinak” (jak to obrazowo ujął kapłan moderator).
W rachunku sumienia będę sobie już zawsze zadawać pytania; co robię dla mojego małżeństwa, aby było dobre i szczęśliwe? Czy decyzje, które podejmuję, budują nasze małżeństwo? Czy potrafię zrozumieć męża w duchu miłości? W jakim stopniu moja miłość do małżonka odzwierciedla miłość Chrystusa do Kościoła?
Chwała Panu za ten prezent, którym obdarował nas w te wakacje.

Jagoda i Zbyszek Gajewy
DK diecezja kaliska



Konferencja, wygłoszona 11 września 2010 r., podczas podsumowania roku pracy DK w Przemyślu, przez moderatora krajowego Domowego Kościoła, ks. Andrzeja Wachowicza.




© 2001-2013 Centralna Diakonia DK