Strona startowa Domowego Kocioa Strona startowa Ruchu wiato-ycie
  
     
  Strona główna    Aktualności    Rekolekcje    Założyciel    Formacja    List DK    Galeria    Dom na Jagiellońskiej  
  Diakonia    Linki    Wzajemna pomoc    Z życia Ruchu    W Kościele i świecie  
Formacja
Krótko o DK
 
Zasady DK
 
Listy kręgu centralnego DK
 
Charyzmat i Duchowość Ruchu Światło-Życie
 
Historia DK
 
Konspekty spotkań miesięcznych
 
Konferencje
 
Relacje
 
Świadectwa
 
Prezentacje
 


Świadectwa z ORAR II st.

Świadectwa uczestników rekolekcji DK ORAR II st., które odbyły się w czerwcu 2010 roku w domu rekolekcyjnym w Koniakowie.

ZREZYGNOWAĆ Z SIEBIE

Nie zawsze taki byłem, to dowód jak człowiek może się zagubić. Wydarzenia, których w przeciągu ostatnich kilku lat mojego życia było bardzo wiele, spowodowały, że wszystko się w nim zmieniło, łącznie ze mną. Mimo, że osiągnąłem wiele nie cieszyło mnie to, a w dodatku wydawało mi się, że mimo „sukcesu” jestem ciągle pokrzywdzony. Krzywdzili mnie wszyscy, w pracy, w domu.
Spowiadałem się już wtedy u jednego spowiednika, lecz rozeznanie przyczyny tej sytuacji nie było łatwe, a mnie i wszystkim dokoła było coraz bardziej ciężko. Modlitwy moja, mojej żony, spowiednika zostały wysłuchane. Przez znajomą z Odnowy dowiedziałem się o rekolekcjach. Pojechałem.
Już w pierwszym dniu ksiądz rekolekcjonista wypowiedział słowa: „kochać, to znaczy ofiarować wszystko i wypełnić całe serce Tobą, Chryste”. Noc była ciężka. Czym jest wypełnione moje serce, Panie? Czy Tobą i Twoją miłością? W następnym dniu wszystko okazało się jasne przy okazji konferencji na temat „Łaska Boża”. Czy wypełnia mnie łaska Boża? Kolejne pytania. Odpowiedź: Nie. Wypełniał mnie żal do wszystkich, że się ze mną nie zgadzają, że nie robią wszystkiego tak, jak ja chcę. Ogólnie rzecz biorąc postawiłem na siebie. Spowiedź i światło Pana. PYCHA.
W trakcie adoracji na tych rekolekcjach była modlitwa o uzdrowienie i prosiłem Pana, aby wyrwał korzenie tego strasznego grzechu i uleczył rany mojego serca po nim. Ufam, że tak jest, bo jest mi lżej. Często jest ciężko, ale proces rezygnacji z siebie następuje. Każdą spowiedź rozpoczynam od słów „Zgrzeszyłem pychą i miłością własną”. Pomaga.

Grzegorz, Koniaków 2010 r.




WYBRAŁAM SUMIENIE

Moje całkiem świadome i z mojego wyboru podążanie za Chrystusem rozpoczęło się dopiero gdy byłam już mężatką, po trzydziestce.
Był stan wojenny styczeń 1982 r. Córka miała dopiero 3 lata. Musiałam dokonać wyboru pomiędzy sumieniem, a utrzymaniem dobrze płatnej pracy. Wybrałam sumienie. I choć pracę straciłam, to wówczas poczułam, że Chrystus mnie wspiera, i że jest przy mnie.
Szybko znalazłam inną pracę, choć dalej od domu. W mieście, gdzie mieszkaliśmy, były puste sklepy, nocne kolejki za mięsem i innymi produktami. Tam, gdzie podjęłam pracę, były lepsze możliwości zakupu, a więc rodzina została uratowana.
Drugi raz dotknięcie i pomoc Chrystusa znów objawiła mi się w związku
z utratą pracy w 1991 r. kiedy to następowały zmiany systemowe. Całkiem nieoczekiwanie pracę tę otrzymałam dzięki koleżance, która razem ze mną została zwolniona w 1982 r. Mąż mój wówczas był kilka miesięcy bezrobotny. Bałam się tej nowej pracy, bo czekały mnie duże trudności związane
z przestawieniem się na inne tematy, a miałam wtedy już 45 lat.
Akurat parę dni po podjęciu tej pracy było wspólne spotkanie modlitewne z oazą młodzieżową. Wtedy po raz pierwszy, i jak dotąd ostatni, klęczeliśmy wszyscy wokół ołtarza. Modląc się pytałam Pana Boga czy dam radę. Dostałam odpowiedź uspokajającą i wspierającą mnie. Pracę tę wykonuję już prawie 20 lat.
Cały czas jestem wdzięczna Bogu za opiekę i wsparcie.

Krystyna, Koniaków 2010 r.




WSZYSTKO ZALEŻY OD BOGA

Mam na imię Andrzej i jestem alkoholikiem – to jedno z najtrudniej wypowiedzianych przeze mnie zdań w moim życiu.
Od tego zdania 9 lat temu rozpocząłem batalię o swoją przyszłość wśród ludzi, których na mojej drodze postawił Chrystus.
Pogrążając się w chorobie kilkakrotnie zwracałem się do Boga o pomoc. Nie nadeszła ona natychmiast.
Bóg widać miał inne plany wobec mnie. Musiałem doznać jeszcze kilku bolesnych upokorzeń, aby pomoc stała się skuteczna i trwała. Wpływ Bożej łaski na wychodzenie z choroby kazał mi spojrzeć na życie i ocenić ile w nim zależało od Boga – wszystko.
Moje doświadczenia z przeszłości uświadomiły mi rolę Boga w życiu
i pomagają w podejmowaniu bieżących decyzji w „porozumieniu” – przez modlitwę – z Chrystusem.

Andrzej
Koniaków, 21.06.2010.





Od 18 lat wraz z mężem trwam w Domowym Kościele. Uczestniczyliśmy wiele razy w letnich rekolekcjach i rekolekcjach tematycznych. Doświadczyliśmy wiele łask i dobra. Moje życie osobiste, małżeńskie bardzo się zmieniło. Jezus zagościł w naszym domu, rodzinie.
Na kolejnych rekolekcjach Jezus kierował do mnie zaproszenie, bym oddała Mu swoje życie całkowicie, bym pozwoliła się Mu prowadzić. To co robiłam było odpowiedzią na to zaproszenie, ale nie w pełni. Nie potrafiłam Jezusowi oddać całkowicie, bezwarunkowo swojego życia. W moim życiu zaczęło brakować radości, zaczął gościć niepokój. W lutym tego roku, w czasie sesji o pilotowaniu kręgu, podjęłam próbę otwarcia się na działanie Jezusa w czasie modlitwy prowadzonej przez wspólnotę z Koniakowa. Doświadczyłam dotknięcia Jezusa, ale moje serce jeszcze nie otworzyło się w pełni.
Razem z mężem podjęliśmy decyzję, że pomimo posługi animatorskiej na rekolekcjach letnich będziemy w czerwcu uczestniczyć w ORAR II st. Tutaj ponownie uczestniczyłam w modlitwie prowadzonej przez wspólnotę
z Koniakowa, w czasie której poprosiłam członków wspólnoty o modlitwę za mnie o usunięcie tego wszystkiego, co czyni moje serce zamknięte na Jezusa. Dzięki modlitwie tych osób Pan Jezus usunął bariery, które mnie blokowały, wlał ufność i spokój. Usłyszałam, że Jezus raduje się moją obecnością, i że mnie kocha taką, jaką jestem. Miałam obraz radosnego Pana Jezusa z wyciągniętymi do mnie dłońmi.
Wiem, że Jezus tu mnie zaprosił, by mnie uzdrowić, uleczyć, bym mogła o tym świadczyć w czasie letnich rekolekcji. Chwała Panu.

Wanda, Koniaków 2010 r.




Kim byłam?

Dziewczyną wychowaną w wierze. Posyłano mnie do kościoła, nauczono modlić, „kontakty z rodziną” znikome, byłam zamknięta w sobie, zakompleksiona, nikomu się nie zwierzałam. Wszystko przeżywałam w swojej samotności. Pan Jezus był obecny podczas codziennej Eucharystii. Uważałam, że wszystko jest OK.
Kiedy chodziłam już z obecnym mężem (początek naszej przyjaźni) oznajmił mi, że bierze urlop i wyjeżdża do rodziny. Robiąc mu na złość postanowiłam też gdzieś pojechać. Usłyszałam, że ktoś organizuje wycieczkę (tak wtedy to odebrałam) do Medjugorie. Pojechałam i tam doznałam nawrócenia. Przyjechałam przemieniona, rozmodlona. Sprawy doczesne wydawały mi się śmieszne i niepotrzebne. Najważniejszy był Bóg. Modliłam się dużo – wszystkie części różańca wciągu dnia, bardzo dużo modlitw do Ducha Świętego, codzienna Msza Święta.
Po jakimś czasie wpadłam w wir pracy, obowiązków i ta modlitwa powoli słabła i zanikała. Nie znalazłam tez wspólnoty, gdzie mogłabym rozwijać się i trwać
w postanowieniach po Medjugorie.
Wzięliśmy ślub, po wstąpieniu do Domowego Kościoła coś się zaczęło dziać. Były dni lepsze i gorsze, a ostatnio gorsze.
Nigdy nie sądziłam, że Bóg może do mnie przemówić. Zawsze czułam się kimś gorszym, niepotrzebnym. W niedzielny wieczór napisałam słowa, które uważałam, że pochodziły ode mnie. Ale w poniedziałek na modlitwie wstawienniczej potwierdzono mi te słowa, które dzień wcześniej napisałam na kartce. Później ksiądz powiedział następne słowa napisane na mojej kartce.
I osoba, która modliła się w językach potwierdziła następne słowa. Doświadczyłam obecności Jezusa żywego, przemawiającego do mnie
i przemawiającego przez ludzi do mnie. Jezus żyje. Alleluja!!

Małgorzata, Koniaków 2010 r.




PAN MNIE UZDROWIŁ

Odkąd sięgam pamięcią wstecz, do swoich dziecinnych lat, moje życie zawsze biegło blisko Boga. I tak minęły mi lata dziecięce, młodzieńcze i pierwsze lata małżeństwa. Zawsze szukałam wspólnot, które przybliżały mnie do Boga, i takie znajdowałam.
Jednak dzisiaj mogę powiedzieć, że była to droga równoległa do drogi Bożej
i biegły one obok siebie, nie było tam autentycznej jedności. Ta bliskość Boga opierała się na tym, że chodziłam do kościoła, modliłam się, ale nie potrafiłam rozmawiać z Bogiem. To była tylko powierzchowna pobożność.
Zawsze byłam osobą bardzo nieśmiałą, która nie miała odwagi zabrać głosu
w grupie, a już zupełnie nie potrafiłabym mówić o swojej wierze, uczuciach
i pragnieniach.
Przełomowym momentem w moim życiu było włączenie się w grupę modlitewną Odnowy w Duchu Świętym, a zaraz po tym przystąpienie z mężem i dziećmi do kręgu rodzin Domowego Kościoła. Od tego czasu zaczęłam poznawać Boga czytając i rozważając Pismo Święte. Zrozumiałam kim ja, tak prosta, nieśmiała, szara istota, jestem dla Boga. Nawiązałam autentyczną więź
z Bogiem, odczułam Jego miłość względem mnie i mojej rodziny. Nasze drogi nie były już równoległe, ale się zjednoczyły.
Kiedy całkowicie zawierzyłam swoje życie Bogu, przyjęłam Jezusa jako Pana
i Zbawiciela, i wraz z mężem każdego dnia stawiam Boga na pierwszym miejscu, wszystko inne zaczęło się tak pięknie w życiu układać, że nawet niewielkie problemy nie są w stanie przyćmić i osłabić naszej miłości i ufności do Boga i względem siebie. Dzisiaj nie mam już problemu z moją nieśmiałością, Pan mnie uzdrowił.
Chwała Panu.

Lucyna, Koniaków 2010 r.




GWIAZDA ZE WSCHODU

Odkąd pamiętam moje życie było jednym wielkim poszukiwaniem celu istnienia. Patrząc na innych, zarówno w Kościele, jak i poza nim, zadawałem sobie pytanie: ”kim oni są i co jest powodem ich radości szczęścia i ufności ?”. Szóstego stycznia 1999 roku na mszy akademickiej kapłan wypowiedział takie słowa:
„Niech każdy z was odszuka taką gwiazdę, która jak mędrców ze wschodu doprowadzi was do Chrystusa”.
Dzień po dniu idąc za swoją gwiazdą, która nie dość, że rozświetlała mi wszystko, co spotkałem na drodze, stała się dla mnie wzorem doskonałości, wzorem do naśladowania, pokazała mi, co w życiu jest naprawdę ważne, w jakim kierunku powinienem iść, co robić, jakimi kategoriami myśleć…
To ona sprawiła, że zacząłem się modlić, zacząłem pokładać nadzieję w Bogu, to ona pokazała mi, że można jeszcze głębiej przeżyć Eucharystię, a wreszcie to ona pokazała mi, że jest jeszcze wiele sposobów na ubogacenie naszej wiary. Rzuciłem się więc w rwący potok płynących łask Chrystusowych. Nie wiedząc, co się ze mną dzieje, nie patrząc na kierunek, miotany emocjami czuję się jak kamień wrzucony do rwącej rzeki, który ciągle obijany, ocierany, kręci się bezwładnie poddając się całkowicie rzece.
Ojciec po powrocie z pielgrzymki do Rzymu przywiózł między innymi moim dzieciom woreczek kamyków. Jak je zobaczyłem, zrozumiałem wszystko, do czego powinienem dążyć. Piękne, białe, prawie przeźroczyste, wyszlifowane już nie przez rzekę, lecz przez samo morze. Po prostu bez skazy, bez najmniejszej ryski.
Dziś wiem, że powinienem się zrewanżować i sam zacząć wrzucać inne kamienie do tej cudownej rwącej rzeki.

Jacek, Koniaków 2010 r.





Nasze spotkanie z Ruchem Światło-Życie zaczęło się około 12 lat temu. Wychodząc z kościoła spotkaliśmy z mężem księdza, który zaprosił nas na plebanię wraz z innymi małżonkami, przedstawił parę pilotującą, która opowiedziała nam o Ruchu. Postanowiliśmy wraz z mężem przystąpić do tego ruchu.
Od tego czasu dużo się zmieniło w naszym małżeństwie. Zmienił się mój stosunek do Mszy świętej – okazało się jak ona jest ważna. Chodzimy na msze nie tylko w niedzielę, ale także w ciągu tygodnia, wiemy jak ważna jest modlitwa osobista i małżeńska, ile można wyprosić łask wspólnie. Zdaję sobie sprawę, że to, co mamy zawdzięczam Bogu. Bez pomocy Bożej nie poradziłabym sobie z wieloma trudnościami, problemami. Mówię także moim dzieciom – aby oni także powierzali swoje wszystkie problemy Bogu. Mój Bóg jest u mnie teraz na pierwszym miejscu – gdy rano wstaję powierzam cały dzień i wszystkie prace Bogu przez ręce Maryi – naszej Matki. Chociaż nie potrafię Mu jeszcze tak do końca zaufać – wierzę, że to wkrótce się zmieni. Ruch Światło-Życie zmienił także i mnie, stałam się odważniejsza, już nie boję się wypowiadać swoich myśli – co kiedyś było nie do pomyślenia.
Rekolekcje, które przeżyłam w Koniakowie – to coś wspaniałego – nie potrafię tego wyrazić słowami – było dużo wzruszeń, był płacz, bo uświadomiłam sobie jak wiele muszę pracować nas sobą.
Każde rekolekcje to nowe przeżycia, każde inne, wnoszące do naszego małżeństwa i mojej rodziny wiele dobrego.

Helena, Koniaków 2010 r.




PĘKNIĘTA SKORUPA

Zawsze byłam blisko Pan Boga. Modliłam się, chodziłam na pielgrzymki piesze do Częstochowy, brałam udział w czuwaniach modlitewnych. Jako młoda mężatka trafiłam z mężem do Odnowy w Duchu Świętym, tam przeżyłam Seminarium i wylanie darów Ducha Świętego. Ale ja nie pozwalała Duchowi Świętemu we mnie działać, byłam bardzo zamknięta, w twardej skorupie.
Kiedy trafiliśmy do Domowego Kościoła, na samym początku, miałam bardzo duże problemy, aby się odezwać, powiedzieć co czuję, wypowiedzieć prośbę modlitewną. Każdą swoją wypowiedź mocno przeżywałam.
Kiedyś zostaliśmy, jako małżeństwo, poproszeni o danie świadectwa o naszym życiu z Bogiem, ale odmówiliśmy, nie mieliśmy odwagi.
Teraz widzę, że to Pan Bóg tak pokierował naszymi drogami, że znaleźliśmy się na rekolekcjach w Koniakowie. To On wybrał dla nas to miejsce i temat. Tu zadałam Mu pytanie, czy będąc taką zamkniętą i nieśmiałą powinnam zostać
w Domowym Kościele. Przecież ja nie potrafię nic z siebie dać innym. Jestem do niczego.
Pan Bóg przygotował mi niespodziankę. To tu, po wielu latach, znalazłam się na modlitwie prowadzonej przez grupę charyzmatyczną. Kiedy rozpoczęła się indywidualna modlitwa o uzdrowienie z nałożeniem rąk wiedziałam, że musimy z mężem prosić o rozeznanie naszej dalszej drogi.
Poczułam silny powiew Ducha Świętego i obecność Boga. Otrzymaliśmy słowa, aby się nie lękać, że Domowy Kościół jest naszym miejscem, a Bóg da nam siłę. Ja osobiście odczułam pokój w sercu i wielką radość i wzruszenie. Mocno wierzę, nawet już czuję, że ta skorupa zaczyna pękać.

Bernadetta





W tym roku byliśmy z żoną na rekolekcjach Pilotowanie kręgów i właśnie wtedy zrodził się pomysł wyjazdu na ORAR II st. też do Koniakowa. Wiedzieliśmy już, że będziemy animatorami na rekolekcjach letnich I st.
W niedzielę zostali zaproszeni członkowie z Domowego Kościoła z Koniakowa, by dać świadectwo, a także by uczestniczyć w spotkaniu modlitewnym. W czasie tego spotkania była modlitwa spontaniczna z nałożeniem rąk przez członków grupy modlitewnej. Nie miałem zamiaru podejść, aby modlono się w mojej intencji, bo sobie mówiłem: - Co to da? W pewnej chwili jakby coś mnie wypchało i mówiło idź, co ci szkodzi, i poszedłem. W czasie tej modlitwy spociłem się tak, jakbym wykonywał ciężką pracę. Po zakończeniu tej modlitwy przez modlące się nade mną dwie osoby wróciłem na miejsce taki lekki, rozluźniony, i całe to gorąco i pot z czoła ustąpiły.
Dopiero po przeczytaniu dzisiaj, tj. w poniedziałek fragmentu do Namiotu Spotkania: 1 Tm 4,12-16 uświadomiłem sobie, że to było działanie Boga,
że Bóg mnie do tego wezwał, bym wyrzucił z siebie wszystkie swoje niepokoje, swoją bojaźń, troski i wszystko to powierzył Jemu. I za to Chwała Panu.

Andrzej, Koniaków 2010 r.




JUŻ NIE PALĘ

Przed wielu laty byłem nałogowym palaczem papierosów, paliłem przez 12 lat. Byłem już z żoną od dwóch lat w Domowym Kościele. Wiele razy starałem się rzucić palenie, ale pomimo moich usilnych starań wytrzymywałem najdłużej trzy miesiące, po czym znowu wracałem do nałogu.
Kiedy na rekolekcjach w Swarzewie wstąpiliśmy do Krucjaty Wyzwolenia Człowieka i pół roku trwaliśmy już w postanowieniu, wpadłem na pomysł
i w gorliwej modlitwie oddałem Panu Jezusowi ten mój nałóg, te papierosy
i natychmiast zostałem uzdrowiony. Nie dość, że nie ciągnęło mnie od palenia, to na dodatek przeszkadzał mi dym papierosowy, autentycznie śmierdział, tak jak w czasach dziecięcych, kiedy jeszcze nie paliłem.
Od tamtej chwili minęło już 15 lat i Pan Jezus nieustannie działa wielkie rzeczy w moim życiu. Uzdrawia nie tylko mnie samego, ale moje małżeństwo i moją rodzinę.
Chwała Panu

Alfred, Koniaków 2010 r.




WYJŚCIE Z WIĘZIENIA

Od dzieciństwa byłam zawsze bardzo blisko związana z Jezusem, bardzo do Niego przywiązana. Na Oazie młodzieżowej odkryłam Go jako mojego Pana i Zbawiciela, najlepszego Przyjaciela, któremu wszystko można powierzyć. Autentycznie przeżywałam i namacalnie odczuwałam Boże prowadzenie i Jego łaskę. Żyłam Słowem Bożym, a Duch Święty prowadził mnie – spotkałam swojego przyszłego męża, o którego się modliłam, urodziła mi się siostra,
o którą prosiłam Boga kilkanaście lat, jestem z mężem w Ruchu Światło-Życie, mamy kochane dzieci. Właściwie wszystkie marzenia, dążenia mi się spełniły.
Nadszedł jednak dla mnie taki czas, kiedy znów się pytam, kim jestem i czego Bóg ode mnie dalej oczekuje. Od pewnego czasu, od momentu pojawienia się dzieci, podjęcia pracy zawodowej, panuje w mym życiu chaos, a w duszy bałagan – jestem spragniona kontaktu z Bogiem, a jednocześnie brakuje mi dla Niego czasu. Bardzo chcę to zmienić.
Na tych rekolekcjach Jezus znów wlał w moje serce pokój i ufność, że razem z Nim poukładam wszystkie sfery mojego życia. Wczoraj, po modlitwie wieczornej, na której mogłam być niestety chwilę ze względu na moje malutkie dziecko, Bóg przemówił do mnie poprzez Swoje Słowo - otrzymałam fragment z Dziejów Apostolskich o tym, jak Anioł Pański objawił się Piotrowi
w więzieniu, nakazał mu szybko wstać i opadły z jego rąk łańcuchy. Anioł przeprowadził go przez wszystkie straże na wolność, a Piotr szedł za nim jakby we śnie, na ślepo mu ufając, po czym, jak doszedł już do domu, zorientował się, co tak naprawdę się stało i jak go Bóg uwolnił. Natychmiast też zaczął o tym świadczyć.
Wierzę, że te słowa Bóg kieruje do mnie, aby mnie uwolnić z tego wszystkiego, co nie jest dobre w moim życiu. Ufam, że wyprowadzi mnie z więzienia po to, aby Mu lepiej służyć, dlatego, że mnie kocha i wciąż ma dla mnie wspaniały plan. Muszę Mu tylko poddać się, na ślepo tak jak Piotr zawierzyć,
a przeprowadzi mnie przez wszystkie straże i bramy więzienia. Chwała Panu!

Agnieszka, Koniaków 2010 r.




MOJA PRZEMIANA

Bóg bardzo mocno działa w mojej rodzinie.
Za młodych lat byłem z Panem Bogiem blisko, przez 10 lat byłem ministrantem. Kiedy po szkole średniej wyruszyłem z domu za pracą
i pieniędzmi, drogi moja i Pana Jezusa się rozeszły. Z modlitwą i Bogiem spotykałem się raz na jakiś czas. Zacząłem mieć kłopoty z alkoholem. Chociaż założyłem rodzinę i mam do dziś kochającą żonę i dwóch wspaniałych synów, pogrążałem się w alkoholu coraz bardziej. Wszystko usuwało się na bok,
a alkohol zaczął być na jednym z pierwszych miejsc. Wszystko zaczęło się psuć, a rodzina miała powoli tego dość.
Podjąłem próbę walki z tym, póki jeszcze nie byłem na samym dnie, i jeszcze się wszystko nie rozleciało. Zauważyłem, że żona i bliska rodzina próbuje mi pomóc. Po jej namowie poszedłem do ośrodka uzależnień i na pierwsze rekolekcje z tym związane. Dałem się namówić na rekolekcje małżeńskie
w Czechowicach. Zacząłem z powrotem wracać do modlitwy i spotkań z Panem Bogiem. Myślę, że już te pierwsze kroki świadczą o tym, że Jezus zaczął działać w moim życiu i to bardzo mocno. Kiedy przestałem całkowicie pić i skończyłem terapię osób uzależnionych, Bóg postawił na mojej drodze ludzi z Oazy Rodzin Domowego Kościoła, których wcześniej nie znałem. Ich osobowość i modlitwa zaczęła mnie pociągać i prowadzić do bliższego poznania Pana Boga i Jego mocy działania. Moim zdaniem Bóg opiekował się moją rodziną i czuwał nad tym, abyśmy dalej byli razem. Pomagał im, kiedy ja nawalałem. Wierzę, że to Pan Jezus kierował krokami mojej żony, która w najgorszych chwilach była
z rodziną przy mnie. Pisać mógłbym dużo, ale wiem, że Bóg zmienił moje życie tak, że jestem w Oazie Rodzin Domowego Kościoła. Amen. Chwała Panu.

Andrzej, 2010r.




MOC MODLITWY

Wychowałam się w rodzinie katolickiej. Ojciec alkoholik odkąd pamiętam. Zawsze myślałam, że mój mąż będzie inny. Poznałam swojego męża jak przychodził do brata. Po ok. 5 latach, kiedy mąż był po służbie wojskowej, postanowiliśmy się pobrać. Odbył się ślub, zakrapiane przyjęcie; urodził się syn.
Od początku naszego małżeństwa przewijał się alkohol w dużych ilościach, imprezy, które sama organizowałam. Luz dla mojego męża, komfort picia.
W tym czasie urodził się drugi syn. Ja przejęłam obowiązki prowadzenia domu, wychowanie synów. On tylko pracował, pił, nie interesował się niczym, co się dzieje w domu. Tak minęło 18 lat, zaczęło mi to coraz bardziej przeszkadzać, nie wytrzymywałam stresu, problemów z wychowaniem dorastających synów, brakiem pomocy ze strony męża.
Zaczęłam się modlić do Pana Boga, równocześnie modliła się moja mam. Bóg postawił na naszej drodze rodzinę naszych znajomych, którzy już wtedy należeli do Domowego Kościoła (o czym nie wiedzieliśmy). Oni ofiarowali nam swoją modlitwę, wręczyli mi modlitwę małżonków, było bardzo trudno uklęknąć
z mężem. Myślę, że to dzięki modlitwie zaczęłam szukać pomocy: poradnia życia małżeńskiego przy katedrze, wspólnie przeżyte rekolekcje dla uzależnionych, rekolekcje małżeńskie. Modliłam się i, jak się potem okazało, modlili się nasi przyjaciele, Danusia i Staś. Pan Jezus był z nami i był z nami nasz obecny krąg Domowego Kościoła (chociaż nie miałam tej świadomości). Dowiedzieliśmy się o tym jak już wstąpiliśmy do ruchu Domowego Kościoła.
W naszym małżeństwie zaczęło się zmieniać na lepsze, mąż odbudowuje relacje z synami. Potrafimy uklęknąć razem do modlitwy małżonków, przeprowadzić dialog. Jest w tym wszystkim Jezus Chrystus. Mąż trwa w trzeźwości od 4,5 roku. Jezus uzdrawia nas, jestem mniej nerwowa, potrafię się opanować, odkąd przyjęłam Jezusa jako Pana i Zbawiciela łatwiej radzę sobie z problemami życia codziennego. I tak, krok po kroku, razem z Trójcą Świętą postępuje we mnie
i w naszym małżeństwie przemiana. Pan Jezus jest z nami. Chwała Panu.

Urszula
2010.06.




LIST DO BOGA

Znam Cię, Panie, od zawsze. Wiem kim Jesteś, czego chcesz. Zdążyłem poznać już dobrze siebie samego, wiem, co dobre, a co złe. Zawsze robiłem to, co chciałem, nieźle mi szło, ale pozorne szczęście szybko mijało i było mi mało. Wciąż byłeś przy mnie, Jezu, ale nie miałeś prawa podejść do nie. Przeszkadzałeś mi we wszystkim, bo to co polubiłem, było dla Ciebie złe. Moi znajomi uważali Cię za legendę, a ja nie umiałem wierzyć w Ciebie. Ty jednak czekałeś. Długo czekałeś i co jakiś czas zapraszałeś mnie do siebie. Nieraz wpadłem, posiedziałem, lecz i tak robiłem swoje.
Teraz mam żonę i złożyłem z nią przysięgę przed Tobą. Od tej pory w moim życiu pojawiłeś się osobiście, Jezu. Trafiłem do Domowego Kościoła od razu po ślubie. Po jakimś czasie trafiłem na rekolekcje, gdzie złapałeś mnie za serce. Ten czas, Twoi ludzie, Panie, Twoja święta obecność, pierwszy raz poczułem, że żyjesz i stoisz przy mnie. Długi czas pamiętałem o tym spotkaniu, lecz nie mogłem już poczuć tak osobiście Twojej obecności. To nic, byłeś już moim Panem, zabrałeś alkohol z mego życia, bo wystawiłem Cię na próbę i tylko picie oddałem Ci, Panie, gdy zaprosiłeś mnie wbrew mej woli do Krucjaty Wyzwolenia Człowieka.
Teraz przeżywam drugą oazę. Drugi raz spotkałem Cię, Boże. Powiedziałeś mi, że jestem Ci potrzebny. Wezwałeś mnie do całkowitej czystości, dałeś mi ludzi, którzy pomogli mi odkryć Cię, Jezu. Już w pierwszy dzień zabrałeś mi głód nikotynowy, Twoi przyjaciele, do których i ja teraz należę, pokazali raz jeszcze jak wiele, Panie, ofiarujesz nam łask i mówisz jak żyć. Odkąd wiem, że należę do Ciebie, Jezu, a osobiście znamy się dwa lata, z każdym dniem poznaję Ciebie bardziej, stając się szczęśliwszym i żyjąc coraz łatwiej u Twego boku.
Dziękuję za Twoją przyjaźń, Jezu

Marcin Śliwa., 2010r.





© 2001-2013 Centralna Diakonia DK