Strona startowa Domowego Kocioa Strona startowa Ruchu wiato-ycie
  
     
  Strona główna    Aktualności    Rekolekcje    Założyciel    Formacja    List DK    Galeria    Dom na Jagiellońskiej  
  Diakonia    Linki    Wzajemna pomoc    Z życia Ruchu    W Kościele i świecie  
Formacja
Krótko o DK
 
Zasady DK
 
Listy kręgu centralnego DK
 
Charyzmat i Duchowość Ruchu Światło-Życie
 
Historia DK
 
Konspekty spotkań miesięcznych
 
Konferencje
 
Relacje
 
Świadectwa
 
Prezentacje
 


Świadectwa z Listu DK nr 118

Świadectwa, które z przyczyn technicznych "nie zmieściły się" w 118 nr Listu DK

Zawsze jest coś do zrobienia

Tak jak zapewne wielu z nas, wiadomość o tragedii pod Smoleńskiem przyjęłam z wielkim bólem, a najpierw – z niedowierzaniem. W trudnych chwilach staram się zwracać do Boga. Tak było i tym razem. Otworzyłam Pismo św. i przeczytałam Słowo Boże, które Pan Bóg skierował do mnie na ten czas (Łk 13, 1-9). Jezus wzywa do nawracania się. Tak, całe nasze życie wymaga ciągłego nawracania się. Zawsze jest jeszcze coś do zrobienia. Odczułam nowy powiew Ducha Świętego w moim sercu, ale także w narodzie. W czasie żałoby narodowej jeszcze więcej czasu poświęcałam na modlitwę. Przeżywałam Msze św. w intencji ofiar katastrofy pod Smoleńskiem. Uczestniczyliśmy też wraz z mężem w uroczystościach pogrzebowych w Warszawie. Wiele słów, łez i refleksji, ale i nadziei, że ofiara tylu Polaków przyniesie dobre owoce, bo Pan Bóg z największego zła potrafi wyprowadzić dobro.
Darem na pewno było to, że ja przyjmując tak bardzo do serca słowa z Pisma św. o nawracaniu się, zapragnęłam coś zmienić w moim miejscu pracy. Jestem nauczycielką. W dniach żałoby narodowej bardzo zapragnęłam, aby cała nasza wspólnota szkolna uczestniczyła we Mszy św. w intencji ofiar katastrofy. Z tą inicjatywą wraz z uczącymi kapłanami i koleżankami z pracy zwróciliśmy się do dyrekcji szkoły. Dzięki łasce Bożej mogliśmy wspólnie przeżywać Eucharystię. Byłam bardzo zbudowana postawą uczniów, szczególnie gimnazjalistów. Dzieci i młodzież zachowały się bardzo dojrzale. Nie było najmniejszego problemu z utrzymaniem dyscypliny. Ta Msza św. dostarczyła mi wiele przeżyć duchowych i rozbudziła we mnie większą wiarę w moich uczniów. Niesamowite i zaskakujące było też zachowanie młodzieży gimnazjalnej na lekcjach po przeżytej Eucharystii. Nikogo nie trzeba było uciszać, nikomu o niczym przypominać, a dzieci idealnie wręcz zachowywały się i podchodziły do zajęć lekcyjnych.
Podzielę się też inną refleksją. W dniach żałoby narodowej lekcje rozpoczynały się minutą ciszy. Zaproponowałam też uczniom na każdej lekcji krótką modlitwę w intencji ofiar katastrofy, ich rodzin i w intencji Ojczyzny. Zrodziła się wówczas we mnie taka myśl, że dobrze byłoby, aby nie tylko w tych dniach, ale i później każdą lekcję rozpoczynać od krótkiej modlitwy do Ducha Świętego. Tak było w polskiej szkole przed pojawieniem się komunizmu. Po stanie wojennym, jako młoda wówczas nauczycielka pamiętam czasy, kiedy ponownie wraz zawieszeniem krzyży w salach lekcyjnych powróciła modlitwa przed i po każdej lekcji, nie tylko lekcji religii. My, nauczyciele, cały czas mamy to prawo, nikt nam tego prawa nie odebrał, tylko gdzieś odrzuciliśmy tę łaskę. Zauważyłam jak wiele dobra zasiewa w uczniach taka praktyka modlitwy i jak Pan Bóg w nich i przez nich działa. Nie trzeba wymyślać jakichś specjalnych systemów wychowawczych, wystarczy tylko ufnie zwrócić się do Boga, a Pan Bóg potrafi wszystko przemienić, nawet serca tej najbardziej zagubionej młodzieży. Nawet najkrótsza modlitwa może przynieść wiele dobra. Zachęcam innych pedagogów do tego, by nie zaniedbywać tego rodzaju dobra. Chwała Panu!

Grażyna Szejda, DK Suwałki




Moje życie jest w dobrych rękach

Pragnę dać świadectwo działalności Boga w moim życiu, małżeństwie, rodzinie i wspólnocie. Jesteśmy małżeństwem od 28 lat, mamy trójkę dorosłych dzieci i troje wnuków. Do Domowego Kościoła wstąpiliśmy trzynaście lat temu, gdy w naszym małżeństwie zaczynało się dziać źle, zaczęliśmy się oddalać od siebie, życie traciło sens. Gdy ksiądz ogłosił w kościele, że zaprasza rodziny na spotkanie związane z pogłębianiem wiary, gdzie rodziny modlą się wzajemnie i ubogacają się, postanowiliśmy spróbować. I tak to się zaczęło – rekolekcje, ORAR-y. Domowy Kościół otworzył nas na siebie, doświadczyliśmy siły wspólnoty i otwarcia się na Boga. Życie biegło i gdy się nic złego nie dzieje, to łatwo wierzyć, dawać świadectwa, łatwo iść przez życie. Wspólnota dała nam siłę i poczucie tego, że nie jesteśmy sami. Wszyscy borykamy się z różnymi problemami, lecz dzieląc się doświadczeniami, umacniamy się wzajemnie.
Wszystko układało się dobrze: kochający mąż, praca, dorosłe dzieci, już samodzielne. Wydawało się, iż teraz możemy spokojnie żyć, gdzieś wyjechać, coś zwiedzić, zaczęliśmy planować. Jednak pewnego majowego dnia badanie lekarskie wykazało guza – konieczna była operacja. Po wnikliwych badaniach okazało się, że wyniki są złe (rak złośliwy) i trzeba szybko operować. Nie można było z tym zwlekać. W pewnym momencie załamałam się, pytając, dlaczego mnie to spotkało. To już chyba koniec, jak ja przez to przejdę? – zastanawiałam się.
Okazało się, że nie jestem sama; mąż i dzieci zawsze były moją podporą. Ogromne wsparcie miałam od wspólnoty oazy rodzin – wszyscy otoczyli mnie modlitwą, czułam to. W szpitalu nie byłam sama; czułam przy sobie obecność Boga, wiedziałam, że nic nie może być inaczej, niż Bóg zechce. Codzienna Eucharystia dawała mi spokój i wewnętrzną siłę. Wreszcie nadszedł dzień ciężkiej operacji, a następnie seria chemioterapii, którą nieźle zniosłam dzięki modlitwie i łasce Bożej. Zawsze mogłam czerpać siłę ze wspólnoty, czułam przy sobie bliskość Jezusa, który dawał mi spokój, siłę i wiarę, że wszystko będzie dobrze. Bóg dał mi jeszcze jedną szansę, abym spojrzała na życie inaczej, abym się nie poddawała, zobaczyła inne wartości, dostrzegła drugiego człowieka i to, że mimo swej słabości mogę dawać radość i siłę innym ludziom.
Po półtorarocznej przerwie nowotwór wznowił swoje działanie i nastąpiła kolejna próba, jeszcze trudniejsza do zniesienia. Tym razem chemia była jeszcze mocniejsza. Przechodziłam po tej chemii straszne męczarnie, słabość, wyczerpanie organizmu, jednak czułam przy sobie siłę modlitwy całej wspólnoty. Wsparcie męża i dzieci miałam zawsze, co pozwalało mi nie poddawać się. Brakowało mi jednak osobistego uczestniczenia w Eucharystii – spotkania z Chrystusem. Po czwartej sesji chemioterapii mój organizm był tak wyniszczony, że lekarze powiedzieli, iż kilka godzin później nie byłoby możliwości ratunku. Wtedy właśnie, gdy przez trzy dni leżałam sama na ogromnej sali, nie pozwolono mi nawet przekręcać się na łóżku, nie mówiąc o wstawaniu; myślałam, że to już koniec mojego życia. Jednak mimo to byłam wyjątkowo spokojna, czułam przy sobie ciepło Bożej miłości, nie byłam sama; czułam obecność Chrystusa i nie bałam się śmierci, wiedziałam, że moje życie jest w dobrych rękach, byłam spokojna, bo zaufałam Bogu bezgranicznie, oddałam Mu swoje życie. Względem mnie Bóg miał widocznie swoje plany. Wyniki po kilku dniach stopniowo się poprawiły, organizm się odbudował. Dokończyłam leczenie chemioterapią. Wiedziałam, że wspólnota Domowego Kościoła wraz z księdzem Krzysztofem modli się w mojej intencji, ponieważ wyjątkowo szybko nabierałam sił, byłam spokojna. Gdy pojechałam na kolejną wizytę, lekarz był zdumiony, że wyniki w tak krótkim czasie się poprawiły.
Tego, co przeszłam, nie da się opisać, ale wiem, że warto było dotknąć choć troszkę cierpienia Chrystusa. Wiem, że bez Jego łaski i mocy nie byłabym w stanie tego wszystkiego przeżyć. To Bóg sprawił, że przez moją postawę i podejście do cierpienia dawałam siłę i wiarę innym. Dziękuję Bogu za kolejną szansę i życie. Człowiek ma wpisane w swoje życie różne doświadczenia, ale wielką łaską jest je zaakceptować i z pokorą przyjąć – wtedy życie ma sens. Dziękuję Panu za moją rodzinę i wspólnotę DK, oraz za każdy kolejny przeżyty dzień. Chwała Panu!

Maria W., DK Nisko




Mój krzyż…

Proboszcz z naszej parafii dał nam – rodzinom z Domowego Kościoła – szczególne zadanie: wykonać rodzinny krzyż dowolnej wielkości i z dowolnego materiału. I choć zwykle czasu nie mamy zbyt wiele, postanowiliśmy stanąć na wysokości zadania. Rozpoczęliśmy poszukiwania materiału, z którego miałby być zrobiony nasz krzyż. Przejrzeliśmy piwniczne kąty, mijane zagajniki, inne jeszcze miejsca, by drewno było „właściwe”. Ostatecznie wybór padł na deski, z których miał swego czasu powstać regał w piwnicy. Deski same w sobie nie były ładne: odrapane, ze śladami po gwoździach, gdzieniegdzie przemalowane farbą, bardzo szorstkie… Zanim moi chłopcy zabrali się do pracy, ustaliliśmy, że nasz krzyż nie będzie zbity na gwoździe, bo to uważaliśmy za zbyt proste rozwiązanie. W ogóle miał być „ładny”, cokolwiek by każdy pod tym pojęciem rozumiał… Janek z tatą wycięli w deskach wręgi, by umieścić belki na jednym poziomie. Ja z młodszymi synami poszukiwaliśmy sznurka, którym mielibyśmy powiązać obie części. Związaliśmy oba ramiona trwałym węzłem… Reszta prac odbywała się w piwnicznym zaciszu, poza zasięgiem mojego wzroku. Widziałam jak zadowoleni byli chłopcy, gdy wędrowali pomiędzy domem i piwnicą, jak dumni ze swego dzieła, gdy komentowali postępy. Mówili, że oszlifowali deski, polakierowali kilkakrotnie, by pięknie lśnił… Krzyż w moim wyobrażeniu piękniał…
Nadeszła niedziela; tuż przed wyjściem do kościoła chłopcy z tatą przynieśli krzyż… I moje urojenia padły w gruzy! To nie był mój wymarzony krzyż! Nadal był szorstki, nadal mógł mocno pokaleczyć, z daleka widać było ślady nie zeszlifowanej farby, dziury po gwoździach… Co z tego, że lakier! Wierzchnia warstwa nie zakryła jego wad… Ale zbyt wiele nie marudziłam, choć niezadowolenie widać było na pewno, a wewnątrz mnie wszystko się gotowało… No bo jak taki krzyż pokazać ks. proboszczowi?!…
W drodze do kościoła myślałam o krzyżu… I doznałam olśnienia. W pokorze musiałam przyznać, że ten krzyż jest taki jak ja! Choć wiele osób włożyło swój trud w „szlifowanie charakteru”, troskliwie pielęgnowało i gładziło to, co nie było doskonałe, ja, oporny materiał, nadal mam wiele wad… I często się tego wstydzę. Jestem niekiedy bardzo szorstka, mogę mocno poranić, widać w mej osobie to, co niedoskonałe – ślady zdarzeń minionych, których czas nie zatarł. Są jak farba i dziury po gwoździach… Nie jestem doskonała, choć chciałabym być czasem postrzegana jako „lepsza” osoba. To mój egoizm… Lecz nie jestem sama – drugie ramię krzyża to mój małżonek. Jesteśmy związani mocnym węzłem – w samym centrum od 19 lat trzyma nas Bóg. I do nas należy dbałość o to, by tę więź zachować. Każdy z rodziny ma swój wkład w wygląd tego krzyża: my, małżonkowie, nasze dzieci. I to, jaki on będzie, zależy tylko od nas… Lecz w moim zaślepieniu gonię za ideałem, zbyt rzadko spoglądając na mój krzyż, na to, w jaki sposób przyczyniam się do powstania na nim rys i szpecących zabrudzeń… Nie dostrzegam też często tych, dzięki którym krzyż jest trwały, choć niedoskonały… Brak mi pokory, by klęknąć i przemodlić to, czego zmienić nie mogę, brak wiary, że mogę zaakceptować to, co nie jest śliczne dla oka, ale jakże cenne do budowania solidnych podstaw mojego życia…
Ofiarując krzyż ks. proboszczowi wiedziałam, że nie mógł on lepiej zobrazować nas samych. W jego niedoskonałościach jesteśmy my, choć nadal wstyd mi, że nie jest doskonały… Dziś dziękuję Bogu za otwarcie mi oczu…

Ania K.




Odkrywamy naszą parafię

W Domowym Kościele jesteśmy od 8 lat. Te lata to nie tylko czas zmian, które dokonały się w nas i dokonują (złe skłonności i nawyki trudno wykorzenić), lecz także czas, w którym odkrywaliśmy i odkrywamy naszą parafię. Ksiądz proboszcz to jednocześnie moderator Ruchu Światło–Życie diecezji łowickiej, człowiek, który uczy nas pracy w różnych obszarach życia, w tym również życia społecznego. Sięgając pamięcią widzimy, jak jedno z nas w wieku średnio zaawansowanym chodziło na kurs lektorski, by później w seminarium w Łowiczu razem z gimnazjalistami otrzymać z rąk Księdza Biskupa promocję lektorską. Przejście przez to doświadczenie zaowocowało służbą przy ołtarzu nie tylko we własnej parafii, ale także w innych parafiach, gdzie Eucharystie gromadziły nas z okazji ślubów, urodzin, pogrzebów. Następny etap to założenie Stowarzyszenia „Dar Życia”, które skupiło członków RŚ-Ż z naszej parafii, a którego celem jest m.in. ochrona życia od jego poczęcia aż do naturalnej śmierci. Członkowie tego Stowarzyszenia posługują jednocześnie w diakonii życia RŚ-Ż. Stowarzyszenie to (posiadające osobowość prawną, co umożliwia podjęcie wielu sformalizowanych działań), podjęło zadania zainicjowane przez proboszcza naszej parafii. Do inicjatyw tych, mających charakter otwarty, należy sympozjum „Dar Życia”, organizowane corocznie w marcu. Dotychczas odbyły się cztery sympozja, a ich tematy związane były ściśle z ochroną rodziny na każdej płaszczyźnie życia, w szczególności w zakresie troski o życie i zdrowia człowieka od dnia jego poczęcia. Inną inicjatywą jest Tydzień Kultury Chrześcijańskiej, zorganizowany w 2008 i w 2009 roku. Wchodząc na te obszary, widzimy jak uczą one nas miłości poprzez służbę w parafii oraz w rodzinnej miejscowości. I co bardzo nas cieszy, przy realizacji wielu zadań pomagają nam dzieci, które uczą się w ten sposób odpowiedzialności za drugiego człowieka i za miejsce, w którym żyją.

Marzena i Mirek Sikora
diecezja łowicka




Porekolekcyjne refleksje

W dniach 29 kwietnia – 3 maj uczestniczyliśmy w ORAR II stopnia w Łabuniach, w domu sióstr Franciszkanek Misjonarek Maryi. Jako małżeństwo z 27-letnim stażem w Domowym Kościele, wielokrotnie uczestniczyliśmy w różnego typu rekolekcjach, w tym również w ORAR II stopnia. Za każdym razem doświadczamy nowego zgłębiania charyzmatów naszego Ruchu. Tym razem ujrzeliśmy w nowym świetle posługę animatora przedstawioną w konferencjach pary prowadzącej Teresy i Ryszarda Janowiczów, poświęconych nadprzyrodzonemu wymiarowi odpowiedzialności. Ks. rekolekcjonista Sebastian Dec, chociaż młody stażem kapłańskim (3 lata po święceniach), z dużą wiedzą i w sposób pogłębiony przedstawił jak, dzięki postawieniu Pana Boga na właściwym miejscu w życiu, powinniśmy odkrywać odpowiedzialność do posługi.
Szkoła modlitwy poprowadzona przez ks. Sebastiana dała nam nowe spojrzenie na rozmowę z Bogiem. Modlitwa ma być dobra, nie musi być łatwa. Modlitwa to czasem zmaganie się ze sobą trudne jak oranie ugoru, a jednocześnie to źródło naszej mocy czerpanej z Boga. Takie określenie modlitwy wyjaśniło nam wiele naszych wątpliwości doznawanych np. w trakcie Namiotu Spotkania. Wsparcia w postaci modlitwy potrzebują również kapłani w ich trudnym powołaniu.
Szczególnych wzruszeń dostarczyło nam odnowienie przyrzeczeń małżeńskich, błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem i modlitwa wstawiennicza nad małżonkami. Głęboko przeżyliśmy świadectwo jednej z uczestniczek, która opowiedziała o sile żarliwej modlitwy w intencji trzech osób z rodziny uzależnionych od alkoholu. Po złożeniu przez nią deklaracji trzeźwości, w przeciągu 2 lat wymodliła dla nich łaskę całkowitej abstynencji.
W rekolekcjach wzięły udział głównie młode małżeństwa, przeważnie z dziećmi. Jesteśmy przyjemnie zaskoczeni dojrzałością i zaangażowaniem młodych par małżeńskich, odpowiedzialnością animatorów. Nam, starszemu już małżeństwu, przeżyte rekolekcje dostarczyły wiele wartości i wzruszeń. Za ten dar – chwała Panu!

Wacława i Jerzy Różańscy, DK Lublin




Od Świętej Rodziny czerpiemy lekcję życia rodzinnego

W dniach od 24 kwietnia do 8 maja 2010 r. w Winnicy, w naszej wspólnocie parafialnej pod wezwaniem Świętej Trójcy, w kręgach rodzin Domowego Kościoła przyjęliśmy Ikonę Świętej Rodziny. Czas nawiedzenia obrazu poprzedzony był specjalnym nabożeństwem, po którym nastąpił długo oczekiwany moment: wprowadzenie Ikony do rodzin w naszych domach. Jest to szczególny, błogosławiony czas dla rodzin naszego kręgu, które mogą razem się spotkać na modlitwie i wypraszać potrzebne łaski dla siebie i małżeństw. Ikona wyraża zjednoczenie, miłość, życie małżeńskie i rodzinne. Każda z naszych rodzin wpatruje się w Świętą Rodzinę w swoim dążeniu do świętości i do tworzenia Kościoła domowego we własnym małżeństwie i rodzinie. Ikona przypomina nam także o zadaniach, które chcemy podejmować jako ludzie należący do Ruchu. Wspólne wyciągnięcie rąk ku Chrystusowi, złączenie się z Nim oraz Jego błogosławieństwo i oparcie Jego ręki na dłoniach małżonków wzywa do modlitwy małżeńskiej i dialogu małżeńskiego. Czułość i serdeczność w geście objęcia, przytulenia Maryi i Józefa symbolizują także dialog małżeński. Łączące się dłonie przypominają o regule życia, gdy swymi czynami, swym postępowaniem obejmujemy drugiego człowieka i jednoczymy się z nim. Święta Rodzina wskazuje nam, w jaki sposób rodzice i dzieci mogą jednoczyć się z Bogiem na codziennych drogach, jak codzienność staje się szkołą Ewangelii i wprowadza na drogę świętości. Od Świętej Rodziny czerpiemy lekcję życia rodzinnego, bierzemy przykład gorliwej pracy domowej i zawodowej, uczymy się pięknych i niezastąpionych postaw pokory, milczenia, wytrwałości i wdzięczności. Ikona przemawia do nas przez swe bogactwo w różny sposób. Na pewno wzywa: „Przygarnijcie siebie nawzajem, bo i Chrystus przygarnął was ku Chwale Boga”; „Bądźcie i wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski". Chcemy usłyszeć te wezwania i realizować je z Bożą pomocą w trudach i radościach codziennego życia rodzinnego. Święta Rodzina pokazała nam, jak mamy żyć, co ma być dla nas najważniejsze i dla kogo drzwi naszych rodzin muszą być zawsze otwarte. Niech w naszym codziennym życiu nie zabraknie miłości, pokory, służby Bogu i bliźniemu, a gdy będzie nam ciężko, spójrzmy jeszcze raz na Ikonę Świętej Rodziny i prośmy o pomoc i błogosławieństwo. Szczęść Boże!

Anna i Włodzimierz Jałmużna
Ewa i Sławomir Leszczyńscy
Maria i Mieczysław Plicha




Odwiedziła nas Święta Rodzina

24 marca pojechaliśmy do Płocochowa z młodszymi dziećmi po Ikonę Świętej Rodziny. Jeszcze tylko wspólna modlitwa, różaniec, ucałowanie przez żegnających, przez nas i... zaprosiliśmy Świętą Rodzinę do naszego domu. Wracaliśmy samochodem, śpiewając. Dla nas nie był to tylko obraz. To żywe Osoby, do których mówiliśmy, a One nas słuchały. To Im dziękowaliśmy, prosiliśmy o wstawiennictwo w potrzebnych sprawach. Zaskoczyła nas siedmioletnia Julka, dziękując w modlitwie spontanicznej za to, że się urodziła. Gdy dzieci poszły spać, zaprosiliśmy Świętą Rodzinę, aby była z nami w czasie dialogu małżeńskiego, który specjalnie przełożyliśmy na ten wieczór. Chcieliśmy wyciszyć się i autentycznie przeżyć to niezwykłe spotkanie, aby Święta Rodzina zobaczyła nas takimi, jacy jesteśmy ze swoimi radościami i troskami.
Rodzice Jurka bardzo chcieli pomodlić się przed Świętą Rodziną, więc przyjechali spod Przasnysza. Wzruszyłam się patrząc, jak to kochające się małżeństwo, mimo starszego wieku wytrwale klęczy przed obrazem wspierając się na krzesełkach i prowadzi modlitwę z zaangażowaniem, radością i wiarą. 25 marca oboje złożyliśmy przed Ikoną przyrzeczenie duchowej adopcji dziecka poczętego. Odtąd co wieczór klękamy, modląc się za „nasze bliźniaki”, jak je żartobliwie nazywamy. Wieczorem pożegnaliśmy ikonę. Modlitwie różańcowej i pożegnaniu towarzyszył żal. Do księgi pamiątkowej wpisaliśmy takie słowa:
„Święta Rodzino! Dziękujemy Ci za dar Domowego Kościoła w naszym życiu, który pielęgnujemy od 18 lat. Dziękujemy za dar gorącej i wciąż żywej miłości, która pozwala nam z radością przeżywać od ponad 26 lat każdy dzień uświęcony sakramentem małżeństwa. Dziękujemy za cztery owoce naszej miłości: Agnieszkę, Michasia, Kubusia, Julcię, i za wszystkie radości i troski związane z nimi. Dziękujemy za to, że wciąż chce nam się chcieć.
Maryjo, najlepsza Matko, i Ty, Święty Józefie – pokorny opiekunie Syna Bożego. Upraszajcie nam, naszym dzieciom, rodzicom, rodzinie, znajomym, rodzinom DK, a zwłaszcza rodzinom pilotowanego przez nas kręgu, łaskę zdrowia, żywej wiary, niegasnącej nadziei, gorącej miłości i chrońcie od zwątpień i zła. Prosimy o potrzebne dary Ducha Świętego dla wszystkich kapłanów, par posługujących w DK i dla nas. Niech Dzieciątko Jezus otoczone miłością Świętych Małżonków błogosławi nam wszystkim.

Bożenka i Jurek Tomaszewscy
DK Pułtusk




Modlitwa przed Ikoną Świętej Rodziny

Święta Rodzino w Ikonie Świętej Rodziny,
Dziękujemy Ci za nawiedzenie naszej rodziny i domu. Tyle już lat, od zawarcia sakramentu małżeństwa, stale opiekujesz się naszym małżeństwem i rodziną. Jezus w Ikonie Świętej Rodziny jest przez nas kochany, obejmowany, przytulany, jest w jej centrum, łączy i zespala małżonków swoją szczerą, bezinteresowną, dziecięcą miłością, pomaga im przetrwać trudne chwile, a nasze dzieci łączą i zespalają nas swoją miłością.
Dziękujemy Ci za sześcioro naszych dzieci, zięcia i synową, trzech wnuków, za ich zdrowie i opiekę nad nimi. Zwieńczeniem Twojej miłości, Święta Rodzino, jest nawiedzenie naszej rodziny w naszym domu. Dzięki Twojej obecności, Święta Rodzino, mieliśmy szansę przeżyć krótkie, ale wspaniałe rekolekcje rodzinne i jeszcze raz powierzyć Twojej opiece całą rodzinę, troski i kłopoty. Dziękujemy za Domowy Kościół, za zdrowie, za opiekę nad nami i błogosławieństwo.
Przepraszamy Cię, Święta Rodzino, za zaniedbania, grzechy i niedociągnięcia, za to, żeśmy Cię wiele razy zawiedli, opuszczając modlitwy i wykonywanie zobowiązań.
Prosimy Cię, Święta Rodzino, o dalszą opiekę, abyśmy przez wypełnianie zobowiązań Domowego Kościoła i modlitwę, upodabniali się do Ciebie.

Krysia i Wojtek Nożewscy
z mamą, dziećmi i wnukami
Parafia w Winnicy, rejon pułtuski




Odkrywamy Boga w drugim człowieku

W dniach 30 kwietnia – 3 maja łowicki Domowy Kościół zorganizował w domu rekolekcyjnym księży pallotynów w Świętej Katarzynie u stóp Łysicy na skraju Świętokrzyskiego Parku Narodowego ORAR I stopnia.
Nasze oazowe rekolekcje określamy najczęściej jako czas szczególnej łaski obecności Pana we wspólnocie. Na tych rekolekcjach doświadczyłem – i nie tylko ja – łaski odkrywania Boga w człowieku. Jak piękny i wspaniały jest człowiek, gdy otwiera się na działanie Boga. Mimo naszych niegodziwości, podłości, wielokrotnych upadków, gdy z miłością zwracamy się do Pana – On już jest. Jest i czyni nasze serca i dusze czystymi, pięknymi jak kwiaty zroszone wiosennym deszczem. Jak dobrze kochać Boga razem z braćmi i siostrami. Jak dobrze jest trwać w miłości Boga we wspólnocie. Jakie mamy ogromne szczęście, wielki dar wybrania właśnie nas i postawienia w Domowym Kościele. Czy zasłużyliśmy sobie czymś na tę łaskę? Przenigdy. Jak wielkie było zagrożenie dla naszej wiary, naszego zbawienia, że Bóg „musiał” dać nam pomoc w Kościele Domowym. Rodzina, Kościół Domowy to mała cząsteczka Kościoła Powszechnego, Oblubienica Zbawiciela. Czyż Bóg nie ukochał tego, co najmniejsze, najsłabsze, najbardziej potrzebujące Jego miłości? A to my właśnie, małżeństwa i rodziny Domowego Kościoła, cieszymy się i radujemy, że mamy łaskę miłować Boga we wspólnocie. Bo właśnie doświadczyliśmy cudu przelewania się miłości Boga pośród jego ludu, pośród nas, uczestników tych rekolekcji z diecezji łowickiej, łódzkiej i poznańskiej. Wiele było radości, zadumy, wiele mądrych i głębokich myśli księdza Artura, a także wiele gorzkich łez. Wszystko ku pomocy w stawaniu się nowym człowiekiem, ku budowaniu nowej kultury. Po tych rekolekcjach pomyślałem, że najpraktyczniejszym drogowskazem, najkrótszą drogą do celu jest drugi człowiek zakochany w Panu Bogu. Często pytamy, kiedy będzie u nas normalnie, kiedy ludzie staną się sobie równi, sobie oddani. Światło–Życie. Jakie to proste, gdy pozwolimy, aby nasze życie zostało prześwietlone łaską Boga, gdy zakochamy się w Panu Bogu, w Jego Synu Jezusie Chrystusie. To nie jest niemożliwe. Myślę, że na tych rekolekcjach przynajmniej weszliśmy na tę drogę miłości, bo na godzinie świadectwa staliśmy się już jedną rodziną. Przez modlitwę człowiek najbardziej poznaje swego Stwórcę. Poznawajmy więc Boga, by jeszcze bardziej Go umiłować.
W maju 1983 r. byłem z żoną na pierwszych rekolekcjach oazowych. Był to też ORAR I prowadzony przez śp. niezapomnianą Siostrę Jadwigę Skudro w Szewnej k/Ostrowca Świętokrzyskiego, niedaleko Świętej Katarzyny – a więc prawie w tym samym miejscu. Jednym z owoców tamtych rekolekcji były gorzkie łzy, żal utraconych lat życia, gorące postanowienie poprawy. Można powiedzieć, że ,,naprawialiśmy się” 27 lat, by teraz, podczas rekolekcji otrzymać nagrodę konsumowania słodkości Pana. Chrześcijanin nie może już niczego więcej pragnąć – kochać swego Stwórcę razem z siostrami i braćmi. Jadąc do Świętej Katarzyny myśleliśmy, że będą to już nasze ostatnie rekolekcje. Trzeba ustąpić miejsca młodszym. Teraz modlimy się i ufamy, że może dobry Bóg da nam kolejną szansę poprawienia życia.
Kochane rodziny Domowego Kościoła, nie szczędźmy miłości Jezusowi, a On szczodrze będzie nam błogosławił, bo to On sam wcześniej nas wybrał do tej wspólnoty. Domowy Kościół to nasza duma, chluba i nasze zobowiązanie. To nasza wspólna droga do nieba. Szczęść Boże!

Z. K. Ziółkowscy
DK archidiecezja łódzka




© 2001-2013 Centralna Diakonia DK