Strona startowa Domowego Kocioa Strona startowa Ruchu wiato-ycie
  
     
  Strona główna    Aktualności    Rekolekcje    Założyciel    Formacja    List DK    Galeria    Dom na Jagiellońskiej  
  Diakonia    Linki    Wzajemna pomoc    Z życia Ruchu    W Kościele i świecie  
Formacja
Krótko o DK
 
Zasady DK
 
Listy kręgu centralnego DK
 
Charyzmat i Duchowość Ruchu Światło-Życie
 
Historia DK
 
Konspekty spotkań miesięcznych
  • Katechumenat rodzinny

  • Ku dojrzałości chrześcijańskiej

  • Diakonia

  • Dać świadectwo nadziei

  •  
    Konferencje
     
    Relacje
     
    Świadectwa
     
    Prezentacje
     

    List`96: wrzesie - grudzie 2004

    „Dojrzewanie do diakonii”

    I. Dzielenie się życiem (przy herbacie)

    II. Część modlitewna:

    • Modlitwa do Ducha Świętego
    • Dzielenie się Słowem Bożym: Łk 9, 23-27
    • Modlitwa spontaniczna: prośby o dar bezinteresownej miłości, ofiarnej służby, wyzwolenia z egoizmu
    • Tajemnica Różańca: Niesienie krzyża

    III. Część formacyjna:

    • Dzielenie się realizacją zobowiązań: codzienna modlitwa osobista (Namiot Spotkania)
      Jak przebiega mój Namiot Spotkania w obecnym roku formacyjnym (od września)? Kiedy i ile się modlę? Co jest treścią mojej modlitwy? Jak zmienia się moje życie pod wpływem tej modlitwy? W jaki sposób codzienna modlitwa osobista przyczynia się do wzrostu mojej postawy diakonijnej?

    • Omówienie nowego tematu: „Dojrzewanie do diakonii” (każde małżeństwo wcześniej, w domu, zapoznaje się z tekstami pomocniczymi oraz z pytaniami do tekstów; na kręgu odbywa się rozmowa na ten temat).

      Pytania i problemy do zastanowienia się, omówienia i dyskusji:
      Jak rozumiemy słowa Ojca Świętego Jana Pawła II, że każdy człowiek bez wyjątku jest drogą Kościoła, i jak odnosimy je do siebie? W jaki sposób podejmujemy misję Chrystusa Sługi? Co to znaczy, że mamy żyć według prawa życiodajnej śmierci? Jak Eucharystia pomaga nam w dojrzewaniu do diakonii?

      Sugestie do pracy w ciągu miesiąca:
      • Namiot Spotkania (J 15, 12-17; Mt 10, 40-42; Łk 10, 30-37; Łk 10, 38-42; Łk 14, 12-14);
      • dialog małżeński na temat: „Dojrzewanie do diakonii”:
        W jaki sposób troszczymy się o rozwój ducha służby w nas? Komu i jak służymy? Z jakich motywów? Jakie uczucia nam przy tym towarzyszą? Skąd czerpiemy siły do nieustannej służby?

    Elżbieta i Witold Kowalczykowie



    Całe życie Chrystusa jest poddane prawu służby, czyli prawu miłości. Wielorako się to wyraża w Jego życiu, aż do wymownego symbolu streszczającego Jego życie, jakim było umywanie nóg uczniom w Wieczerniku. I zaraz ogłosił nowe przykazanie: „Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem” (J 13, 34). Ja nogi wam umywałem, Ja byłem wśród was jako Ten, który służy. Nowe przykazanie – to przykazanie miłości, która wyraża się w służbie, we wzajemnym umywaniu nóg. „Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem” (J 13, 15).
    Umywanie nóg – to tylko symbol. Potem przyjdzie jeszcze coś więcej: krzyż – najwyższa służba, która polega na oddaniu życia. „Przyszedłem po to, żeby służyć; po to, żeby życie oddać” (por. Mk 10, 35-45). Oddanie życia na krzyżu – to szczyt służby Chrystusa wobec człowieka i zarazem szczyt miłości: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje daje za przyjaciół swoich” (J 15, 13). Dałem wam przykład, abyście i wy, jedni za drugich, życie oddawali.
    Wszyscy jesteśmy wezwani do służby, posuniętej aż do oddania życia. To jest droga, którą objawił nam Chrystus – jedyna, która prowadzi do wyzwolenia człowieka z niewoli, w której znalazł się wskutek tego, że poszedł za głosem szatana, za jego dewizą: „Nie będę służył”. Wszędzie tam, gdzie ludzie postępują według tego hasła, gdzie ludzie kierują się pychą, która sprawia, że chcą stać się jako bogowie i nikomu nie chcą służyć, wszędzie tam rodzi się najstraszniejsza niewola, obejmująca nie tylko tych zniewolonych wskutek przemocy, ale i tych (i to w jeszcze większym stopniu), którzy uważają się za panów, którzy innych terroryzują, którzy innych napełniają lękiem wobec swojej potęgi. Oni także są w strasznej niewoli. Jedyna droga do wyzwolenia, do wolności – to droga, którą poszedł Chrystus Sługa – to droga miłości, która chce wszystkim służyć i za wszystkich życie oddać. To droga życia w Duchu, który namaszcza do dawania, służenia, miłości, bo On sam jest Tym, który daje. On jest darem, On jest uosobioną miłością. To właśnie Duch Święty zaszczepia człowiekowi taką dynamikę, wynikającą z Jego Osoby Bożej – Osoby Ducha Przenajświętszego, Tego, który jest darem Ojca i Syna – darem miłości.
    Droga do wolności – to droga służby powszechnej. Każdy bez wyjątku człowiek – jak nam przypomniał Ojciec Święty Jan Paweł II – jest drogą Kościoła, to znaczy przedmiotem służby Kościoła. Kościół jest powołany po to, żeby kontynuować posłannictwo Syna, który objawił się jako sługa. Kościół jest przedłużeniem tajemnicy namaszczenia Chrystusa Duchem Świętym: Kościół cały jest namaszczony, czyli posłany do służby. Cały Kościół jest posłany do człowieka, i to do każdego bez wyjątku człowieka, aby do wszystkich dotarła służba Chrystusa, aby przez Kościół wszystkim ludziom zostały „umyte nogi”. Chrystus powiedział Piotrowi wzbraniającemu się przyjąć Jego posługę: „Jeżeli Cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną” (J 13, 8), nie będziesz miał wspólnoty ze mną. Dlatego wszystkim trzeba nogi umywać, przedłużając i pomnażając ten gest Chrystusa, aby wszyscy mogli mieć udział w zbawieniu, które przyniósł Chrystus. Aby wszyscy mogli mieć udział w tym zbawieniu, to muszą być ludzie, którzy podejmują misję Chrystusa Sługi, którzy pójdą do wszystkich służąc. W tym właśnie znaczeniu – każdy bez wyjątku człowiek – jest drogą Kościoła; do każdego bez wyjątku człowieka Kościół jest posłany po to, żeby wobec niego spełnił Chrystusową posługę, żeby Chrystus Sługa mógł przez naszą posługę wszystkim służyć i wszystkim ofiarować zbawienie.
    To jest droga powszechnej służby, powszechnej miłości. To jest też jedyna droga do królowania, bo to jest królewska służba. „Kto się poniża, będzie wywyższony” (Łk 14, 11). Ten, kto służy, będzie królował z Chrystusem; bo tak jak Chrystus „ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, [...] dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano (Flp 2, 8-10). Miłość będzie ukoronowana. Miłość pozostanie jako wartość ostateczna, jedyna, uszczęśliwiająca. Miłość – to jedność nasza z Bogiem, a Bóg jest Królem i objawi się na końcu jako Ten, który zakróluje nad wszelkim stworzeniem. Ci, którzy teraz z Chrystusem obrali drogę służby, będą z Nim królowali. Oto wspaniała droga, którą ukazuje nam dzisiaj Chrystus Sługa – droga do Ojca w posłuszeństwie i droga do wszystkich ludzi, naszych braci, w służbie oddania siebie. Niechaj Chrystus Sługa porwie nas wszystkich na tę wspaniałą królewską drogę, abyśmy odnaleźli prawdziwą wolność i prawdziwą radość w zjednoczeniu z Nim.

    ks. Franciszek Blachnicki
    „ORD Ruchu Światło-Życie. Podręcznik”, Światło-Życie, bmw., s. 191-193.



    [...] Chrystus, Bóg, który stał się człowiekiem, realizuje w sposób doskonały istotę ludzkiego bytu, ludzkiego powołania. W Nim objawia się człowiekowi człowiek. Jakie prawo objawia nam Chrystus o nas samych, o sensie naszego istnienia, o naszym przeznaczeniu? Prawo to zamyka się w określeniu: „tajemnica Paschalna”. Chrystus przez swoją Paschę objawia nam istotny sens naszego życia, naszego przeznaczenia. Co to jest Pascha? Przejście. Przejście przez śmierć do życia. Tajemnica związku między śmiercią i życiem. Tajemnica, której by żaden człowiek nie potrafił odkryć własnym rozumem, bo to jest dla ludzkiego rozumu niepojęte, w jaki sposób śmierć może rodzić życie? W jaki sposób śmierć może być dla człowieka jedyną drogą do życia? W jaki sposób człowiek może zapewnić sobie istnienie poza śmiercią, istnienie wieczne? Właśnie przez śmierć.
    Chrystus objawia podstawowe prawo ludzkiego istnienia i powołania. Wyraża je w sposób bardzo prosty, ale jakżeż zarazem paradoksalny. „Kto znajdzie swoje życie, straci je, kto straci swoje życie dla Mnie, znajdzie je” (por. Mt 10, 39). „Jeżeli ziarno wpadłszy w ziemię nie obumrze, samo zostanie. Jeżeli umrze, przyniesie obfity owoc” (por. J 12, 24). Istnienie człowieka określa ten podstawowy paradoks, że właśnie to, co wydaje się człowiekowi zgubą, to przed czym chce uciec za wszelką cenę, to właśnie jest dla niego jedyną drogą do życia, do pełni życia, do szczęścia.
    Dlaczego jednak takie dziwne prawo dał Bóg człowiekowi? Dlatego, że stworzył go na swój obraz i swoje podobieństwo. To znaczy, że to prawo istnieje także w Bogu, obowiązuje Boga. Czy możemy w to wątpić dzisiaj, kiedy Bóg przyszedł po to, żeby umrzeć? Dlatego że umarł, dlatego też zmartwychwstał. Bóg jest miłością. A miłość polega na tym, żeby dawać. Miłość ostatecznie polega na tym, żeby dać siebie. Nie zatrzymywać siebie dla siebie, ale posiadać siebie po to, żeby ciągle dawać siebie. To jest istota miłości. [...]
    Człowiek zszedł z tej drogi, popełnił tę straszną pomyłkę. Kiedy zerwał owoc z drzewa rajskiego, wtedy też jak gdyby oderwał swoje istnienie od Boga, żeby istnieć dla siebie, żeby posiadać siebie przez posiadanie, przez używanie, przez lgnięcie do siebie, przez odnoszenie wszystkiego do siebie. To jest grzech. I to musi zrodzić śmierć, bo człowiek pogrąża się właśnie w tym, co jest nicością, w tym, co nie ma w sobie źródła istnienia. Im bardziej człowiek lgnie do siebie, im większym jest egoistą, im więcej gromadzi, im więcej posiada, im więcej używa, tym bardziej pogrąża się w śmierci, aż pogrąży się w śmierci wiecznej.
    Aby zawrócić człowieka z tej drogi, Bóg podjął tę niesamowitą, niezwykłą katechezę wobec człowieka. Jest to największa katecheza, oświecenie, nauka: oto Bóg przychodzi i staje się człowiekiem, przyjmuje naszą ludzką naturę po to, żeby móc dać siebie. [...] Bóg objawił się w tak niezwykły sposób. Nie mógł nam jednak inaczej objawić tego, że On właśnie z miłością wydał za nas samego siebie. Ale właśnie dlatego, że wydał za nas samego siebie, nie mógł umrzeć, bo wydając siebie dokonał aktu miłości. Dokonał aktu, do którego zdolny jest tylko Bóg. Ale ponieważ zrobił to jako człowiek, tym samym człowiekowi zapewnił istnienie na sposób Boży, czyli istnienie wieczne, które już nie zazna śmierci. Dzięki temu właśnie z tego ciała zbitego, wydanego, leżącego w grobie, mogło wyjść inne ciało, ciało tego właśnie tak prostego, tak słabego w swoim wyrazie Opłatka, Chleba, o którym powiedział: „To jest Ciało moje za was wydane”. I w Hostii Chrystus jest wydany na naszą łaskę i niełaskę. Możemy Hostię zbezcześcić, zniszczyć, ale możemy i spożyć, jednak tym samym także zniszczyć. Jego wydanie jest w dalszym ciągu wydaniem ostatecznym, wydaniem całkowitym. O tym właśnie mówi nam znak Ciała Pańskiego, Eucharystii.
    Jaką jednak moc, jaką siłę nosi w sobie ten znak? Właśnie to, co jest owocem wydania siebie, owocem największej miłości, a owocem tym może być tylko życie. Dlatego On sam zmartwychwstał z grobu. Ponieważ wydał siebie do końca, dlatego otrzymał nowe życie, otrzymał taką pełnię życia, że większej być nie może... Chrystus Zmartwychwstały, człowiek, prawdziwy Człowiek, jeden z nas, stał się uczestnikiem życia Bożego, życia wiecznego, życia, którego pełni nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Na miarę wydania siebie Bóg Ojciec obdarzył Go życiem, Zmartwychwstaniem. I taka jest moc tego życia, taka pełnia tego życia, że Chrystus może go udzielać wszystkim ludziom wszystkich czasów. „Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym” (J 6, 54). Spożywanie właśnie tego Ciała, które zostało wydane za nas. Za taką cenę otrzymaliśmy życie. I możemy je ciągle brać: „Przystąpcie, kupujcie bez pieniędzy (por Iz 55, 1); „Zaczerpnijcie ze zdrojów zbawienia” (por. Iz 12, 3). Dla wszystkich jest otwarta ta droga.
    Z tego jednak wynika, że i my musimy zacząć żyć według tego samego prawa. Jeżeli nie będziemy żyli według prawa życiodajnej śmierci, to nie skorzystamy z tego wielkiego daru. Abyśmy mogli z niego skorzystać, został ustanowiony chrzest, czyli nasze zanurzenie w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa. Co to znaczy: zanurzenie naszego życia, naszej egzystencji, naszej drogi w tę samą drogę przejścia przez śmierć do życia. Co to znaczy? Do czego nas wzywa, do czego nas zobowiązuje i do czego nas uzdalnia chrzest? Do tego, abyśmy umierali przez całe życie, abyśmy umierali dla swego egoizmu, dla miłości własnej. Abyśmy ciągle przekreślali w sobie tego człowieka, który żarłocznie chce wszystko pożerać dla siebie, mieć, brać, posiadać. To jest droga śmierci. Ile razy przezwyciężymy swój egoizm, ile razy otworzymy się ku drugiemu, ile razy spełnimy bezinteresowny czyn, nie pytając o zapłatę, ile razy nachylimy się nad bratem, który cierpi nędzę i jest opuszczony, ile razy złożymy ofiarę z tego, co mamy, nie pytając ani o uznanie, ani o pokwitowanie, żeby mieć mniejszy podatek, tylko po prostu po to, żeby dać, dać bezinteresownie, tyle razy przechodzimy ze śmierci do życia. To jest rytm życia chrześcijańskiego określony przez chrzest. Ciągłe umieranie, ciągłe przechodzenie do życia. I w tym się musimy ćwiczyć całe życie. Od początku w tym duchu musimy wychowywać dzieci, młodzież. Uczyć je, że tylko to, co dajemy z siebie, to naprawdę otrzymamy. Tylko to, co dajemy, to naprawdę możemy posiadać. To jest właśnie ten paradoks naszego istnienia: kto znajdzie swoje życie, straci je; kto straci wielkodusznie, ofiarnie, poświęcając się dla dobra ogólnego, dla Ojczyzny, dla Kościoła, dla braci, ten znajdzie życie (por. Łk 9, 24). Już teraz znajdzie radość. Prawdziwą radość, która wypływa właśnie z takiej postawy, z miłości. Radość dawania. A kiedyś staniemy się zdolni do tego, żeby oddać życie, żeby naprawdę oddać życie.
    Każdy musi oddać życie, ale chodzi o to, jak? Czy z miłości, dobrowolnie, czy po prostu dlatego, że to życie mu zostanie zabrane? Oddawanie swojego życia dzień po dniu to jest droga. I w chwili śmierci spotkamy się z Chrystusem, bo nasza śmierć będzie włączona w Jego śmierć, będzie oddaniem. Dlatego też zrodzi życie, nowe, pełne życie. Takie prawo objawia nam dzisiaj Chrystus. Prawo o człowieku, o sensie i przeznaczeniu jego życia, jego drogi. Tylko to jest prawdziwe. I to trzeba głosić temu światu, który dzisiaj przez swój egoizm pogrąża się coraz bardziej w chaosie. Jedyna droga ratunku dla świata, jedyna światłość wśród mroków to Chrystus, który wydał za nas samego siebie i dlatego został wywyższony ponad wszystko – Bóg przywrócił Mu życie i uczynił Go nadzieją dla wszystkich ludzi i drogą do powstania z upadku, drogą do pełni życia.

    ks. Franciszek Blachnicki
    „Życie moje oddaję”, Instytut im. ks. Fr. Blachnickiego,
    Krościenko 2000, s. 25-29.



    © 2001-2013 Centralna Diakonia DK