Strona startowa Domowego Kocioa Strona startowa Ruchu wiato-ycie
  
     
  Strona główna    Aktualności    Rekolekcje    Założyciel    Formacja    List DK    Galeria    Dom na Jagiellońskiej  
  Diakonia    Linki    Wzajemna pomoc    Z życia Ruchu    W Kościele i świecie  
Formacja
Krótko o DK
 
Zasady DK
 
Listy kręgu centralnego DK
 
Charyzmat i Duchowość Ruchu Światło-Życie
 
Historia DK
 
Konspekty spotkań miesięcznych
  • Katechumenat rodzinny

  • Ku dojrzałości chrześcijańskiej

  • Diakonia

  • Dać świadectwo nadziei

  •  
    Konferencje
     
    Relacje
     
    Świadectwa
     
    Prezentacje
     

    List`96: wrzesie - grudzie 2004

    „Diakonia w rodzinie”

    I. Dzielenie się życiem (przy herbacie)

    II. Część modlitewna:

    • Modlitwa do Ducha Świętego
    • Dzielenie się Słowem Bożym: Łk 1, 26-38 albo Łk 1, 39-56
    • Modlitwa spontaniczna: dziękczynienie za osoby, których bezinteresownej pomocy doświadczyliśmy
    • Tajemnica Różańca: Zwiastowanie albo Nawiedzenie (zależnie od wybranego tekstu do dzielenia się)

    III. Część formacyjna:

    • Dzielenie się realizacją zobowiązań: modlitwa rodzinna
      Jak zmienia się nasza modlitwa rodzinna? Czy „rośnie” i rozwija się wraz z naszymi dziećmi? Jak dostosowujemy ją do wieku, możliwości i potrzeb dzieci (treść modlitwy, jej formy, czas trwania, pora itp.)? Czy rozpoczynamy modlitwę od wzajemnego pojednania i przeproszenia za to, czym w ciągu minionego dnia wyrządziliśmy sobie nawzajem lub innym przykrość? Czy dzieci, które były świadkami naszych „spięć”, są również świadkami naszego pojednania? Na czym polega udział dzieci w modlitwie rodzinnej? Jak dostosowujemy ją do roku liturgicznego? W jaki sposób bronimy się przed znużeniem i rutyną na modlitwie?

    • Omówienie nowego tematu: „Diakonia w rodzinie” (każde małżeństwo wcześniej, w domu, zapoznaje się z tekstami pomocniczymi oraz z pytaniami do tekstów; na kręgu odbywa się rozmowa na ten temat).

      Pytania i problemy do zastanowienia się, omówienia i dyskusji:
      W czym mamy naśladować Maryję? Jakie Jej postawy powinniśmy w sobie rozwijać i pielęgnować? Jak łączymy w życiu małżeńsko-rodzinnym miłość i służbę? W jaki sposób wzajemnie wychowujemy się w rodzinie? Od czego zależą sukcesy wychowawcze rodziców? W jaki sposób Eucharystia (niedzielna, codzienna) pomaga nam służyć sobie nawzajem? Jakie najważniejsze zadania stoją dziś przed katolickimi rodzicami?

      Sugestie do pracy w ciągu miesiąca:
      • w modlitwie rodzinnej dziękujmy Panu Bogu za wzajemną służbę w rodzinie;
      • dialog małżeński na wybrany temat:
        a) „Wychowanie naszych dzieci do współodpowiedzialności i wzajemnej pomocy w rodzinie”;
        b) „Troska o rozwój fizyczny, emocjonalny, intelektualny, estetyczny – a troska o rozwój duchowy, religijny, moralny naszych dzieci”;
      • propozycje reguły życia:
        np. przez najbliższy miesiąc będę z radością wypełniać swój konkretny obowiązek (np. zmywanie naczyń);
        np. codziennie znajdę czas na czytanie dzieciom książeczek (15-30 min.);
        np. 2 razy w tygodniu zrezygnuję z oglądania telewizji na rzecz spaceru z żoną (mężem).

    Elżbieta i Witold Kowalczykowie



    [...] Maryja, wolna od grzechu pierworodnego i jego skutków, miała serce niepokalane, nieskalane żadnym odruchem egoizmu, egocentryzmu. Dlatego Ona jest pełnią oddania siebie. Jest bezgranicznie, jak mówi św. Maksymilian, oddana przez miłość Temu, który też jest oddany całkowicie przez miłość człowiekowi, i który jedynie zasługuje na to, żeby się Jemu oddać w odpowiedzi na tę miłość całkowicie, bezgranicznie. [...] Maryja właśnie, jako jedyna spośród ludzi wybrana, wolna od grzechu, zachowana od skutków grzechu pierworodnego, w akcie całkowitego, pełnego oddania siebie, przyjmuje miłość Boga. Dlatego radujemy się Jej wybraniem i czcimy Jej Niepokalane Serce jako symbol tego, do czego wszyscy tęsknimy, czego wszyscy pragniemy, aby przez odkupienie, uwolnienie od grzechu i nasze serce stało się zdolne do miłowania Chrystusa, do przyjęcia Go we wzajemnym oddaniu Mu siebie w Duchu Świętym.
    W centrali naszego Ruchu w Krościenku znajduje się figura Niepokalanej, Matki Kościoła. Staraliśmy się tam jeszcze w inny sposób wyrazić miłość w symbolu. Symbolem tym jest źródło. Symbolika źródła pomaga nam głębiej zrozumieć symbolikę serca. Bo zwykle, kiedy słyszymy o sercu, to myślimy o nim jako siedlisku uczuć. Ale serce musi być widziane jako symbol osoby dającej siebie. Na tym polega miłość, bo miłość nie jest uczuciem. Oczywiście, z miłością związane są uczucia, ale istotą miłości nie jest uczucie, tylko akt woli, poprzez który osoba czyni dar z siebie. Właśnie źródło wyraża tę postawę dawania, dawania siebie. Napis, który znajduje się na kamiennym obramowaniu pewnego źródła: „Proste jest moje zadanie, dawanie i tylko dawanie”, bardzo trafnie wyraża to, o czym mówi źródło, nieustannie tryskająca woda. Woda, można by powiedzieć, w stadium dawania, ciągłego dawania.
    Źródło jest więc obrazem serca, które w żywym organizmie również pełni taką funkcję, że nieustannie daje, daje krew. Serce jest więc w nas jak gdyby źródłem życia. Dzięki jego pracy krew jest ciągle przekazywana całemu organizmowi, wszystkim komórkom. Funkcja serca to funkcja nieustannego dawania, dzięki czemu utrzymywane jest życie. Właśnie dlatego serce jest symbolem miłości, miłości osoby, miłości osobowej, której istotą jest dawanie siebie, posiadanie siebie w dawaniu siebie. [...]
    Musimy wpatrywać się w Niepokalaną i starać się do Niej upodobnić. Dlatego oddajemy się Jej i chcemy, żeby dynamika Jej miłości, Jej oddania się miłości Jezusa nas ogarnęła, przeniknęła. I my staramy się coraz pełniej urzeczywistniać siebie w dawaniu siebie przez miłość. Dlatego Niepokalana jest dla nas wzorem tej postawy, którą wyraża również słowo agape. Musimy w sobie nieustannie odtwarzać to, co ono wyraża.

    ks. Franciszek Blachnicki
    „Oto Matka twoja”, Instytut im. ks. Fr. Blachnickiego,
    Krościenko 2000, s. 14-15.



    Św. Ignacy Loyola, chcąc zrobić syntezę drogi przebytej podczas Ćwiczeń Duchowych, zostawił nam najpiękniejszą „kontemplację dla uzyskania miłości”. We wstępnym streszczeniu każdej refleksji prosił Boga o „wewnętrzne poznanie tak wielkiego dobra, jakie otrzymałem, bym to w całości poznał i mógł kochać i służyć we wszystkim Jego Boskiemu Majestatowi” (ĆD 233). Oto cały program proponowany tym, którzy pragną iść za Chrystusem po przeżyciu i przemedytowaniu tajemnicy swego życia jako daru. Potrzebują oni słowa odwagi i zaproszenia do realizowania tego programu w codziennej rzeczywistości swego życia w świecie. Życie tych, którzy zostali powołani do małżeństwa, musi być przepojone pragnieniem, aby móc we wszystkim kochać i służyć, by być wiernym Jezusowi, który pragnie kroczyć z nimi, tak jak z uczniami, których spotkał w drodze do Emaus. Krocząc w kierunku naszego codziennego Emaus przeżywamy zarówno chwile zniechęcenia, zamętu, jak i nadziei. Podczas tej drogi wciąż jesteśmy wzywani przez naszego Towarzysza drogi, który poszerza nasze horyzonty wiary oraz objawia tajemnicę tych chwil, kiedy jest wśród nas obecny, nawet gdy my nie jesteśmy zdolni Go rozpoznać.
    Jezus zaprasza nas do przekraczania naszego egoizmu, aby nasze oczy otwierały się na moment łamania chleba. Nigdy nie jest za późno, aby na nowo odkryć, że On jest tu, obok nas. Patrzy na nas z miłością, lecz również zaprasza nas do zobaczenia naszych ograniczeń i słabości. Chrystus jest obecny w każdym momencie naszego życia, ponieważ chce być odpowiedzią na wszystkie nasze potrzeby. Małżeństwo jest sakramentem tej łaski, która ożywia w nas zdolność przekraczania własnych słabości. W rzeczywistości On przemienia każdy dzień. Na tym opiera się nadzieja małżeństw wierzących w Niego – według słów św. Pawła: „Najchętniej będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa” (2 Kor 12, 9).
    W END jesteśmy tego świadomi. Chrystus jest obecny w naszym życiu, w ramach struktur Ruchu, w całym jego programie działania i refleksji. Jest On obecny w naszym kręgu podstawowym, stworzonym przez braci i siostry, którzy również kroczą drogami nadziei. I dzięki świadomości tej obecności Pana Jezusa, jesteśmy zdolni do posuwania się naprzód w wierności i z coraz bardziej dojrzałą wiarą, mimo że czasem upadamy. Jeśli chcemy mieć drogowskaz na drodze do Boga na następne lata, starajmy się realizować tę prawdę w życiu naszego małżeństwa, rodziny, kręgu. Bądźmy wciąż gotowi, aby zawsze i we wszystkim miłować i służyć.

    C. Sarrias SJ
    „Aimer et servir”, „Lettre des Equipes Notre-Dame”, nr 138
    (Z jęz. francuskiego tłum. Elżbieta Kozyra)



    Rodzina jako mała społeczność rządzi się pewnymi prawami, które są wspólne wszystkim społecznościom. Najważniejsze jest tu prawo dynamiki i działania. Rodzina, aby istnieć, musi działać. Stąd działalność wychowawcza rodziny jawi się jako substancja wartości i sensowności rodziny. Wychowanie w rodzinie to proces zarówno egzystencjalny, jak i twórczy; dzięki niemu rodzina nie tylko istnieje, ale również stwarza samą siebie, aktualizuje się. Wychowanie jest podstawą trwałości, pokoju i przyszłości, czyli harmonii życia małżeńsko-rodzinnego. Wychowanie w rodzinie dotyczy nie tylko dzieci. Wszyscy członkowie rodziny są zarówno podmiotami, jak i przedmiotami wychowania. Każdy w jakiejś mierze jest wychowankiem i wychowawcą. Oddziaływania wychowawcze w rodzinie mają zawsze podwójny kierunek: pionowy, czyli międzypokoleniowy, jak i poziomy, inaczej partnerski. Kierunek pionowy dotyczy relacji rodziców do dzieci i dzieci do rodziców, jak i dzieci do dziadków, czy też dziadków do wnuków. Kierunek poziomy to relacje pomiędzy małżonkami i relacje braterskie wśród dzieci. Kształtowanie się tych właśnie podwójnych relacji w rodzinie w różnych szczegółach codziennego życia stanowi istotę wychowywania się wzajemnego.
    Podstawą wychowania są dwie zasadnicze prawdy: po pierwsze, że człowiek jest powołany do życia w prawdzie i miłości, a następnie, że każdy realizuje siebie poprzez bezinteresowny dar z siebie samego. Wiadomo, że te dwie prawdy podstawowe wyznacza hierarchia wartości przyjęta i zaakceptowana przez rodzinę. Właśnie stosunek do tych wartości, sposób ich realizowania i życia nimi tworzy całą atmosferę wychowania, w której postawa daru z siebie może się rozwijać i dojrzewać. Liczne badania wykazują, że wartości materialne jako element życia rodzinnego spełniają stosunkowo małą rolę w wychowaniu, chyba że ich poziom nie sięga minimum koniecznego do zaspokojenia podstawowych potrzeb, takich jak wyżywienie, ubranie, mieszkanie. Również sama liczebność rodziny nie oddziałuje wprost na kształtowanie postaw społecznych, owszem ma to miejsce w rodzinach jedynaków. Istotą życia rodzinnego jest wspólnota, polegająca na wzajemnej służbie w wypracowaniu wspólnego dobra, niezbędnego dla każdej osoby ludzkiej. Wypracowanie umiłowania wartości u dzieci, nie zaś przywiązania do rzeczy materialnych, zaangażowanie w wartości wyższe niż tylko doczesne – to jest właśnie to, czego dziecko potrzebuje najbardziej dla wzbogacenia swego człowieczeństwa. [...]
    Rodzice jako wychowawcy, aby pomóc dziecku odkryć jego własne powołanie, sami wpierw muszą stać się świadkami; ich codzienne życie winno być potwierdzeniem wyboru drogi powołania. Odczytywanie woli Bożej nie ogranicza się do jednej decyzji życiowej, czy jednego wydarzenia, dlatego odpowiedź na powołanie dokonuje się przez całe życie – także życie dorosłe. [...] Dla rodziców chrześcijańskich koniecznością jest więc uzgodnienie własnego życia z wolą Boga. Inaczej mówiąc, jeśli rodzice umieją stać się wychowankami w ręku Ojca Niebieskiego, będą też dobrymi wychowawcami wobec własnych dzieci. Reguły życia, które chcieliby wprowadzić w życie swoich dzieci, winny być najpierw doświadczone i przeżyte przez nich samych. Rodzice powinni tak postępować, aby zaprosić dzieci do naśladowania ich życia. W postawie rodziców wobec Boga konieczna jest świadomość, że to nie człowiek jest głównym wychowawcą człowieka, ale tylko narzędziem Tego, od którego pochodzi wszelkie ojcostwo na niebie i na ziemi. Nie na swój własny obraz mają rodzice wychowywać dzieci, ale na obraz Boży. Stąd wynika jeszcze jeden wniosek, że wielką krzywdą byłoby przenoszenie na własne dzieci tych marzeń, których rodzicom w życiu nie udało się zrealizować. Objawiać się to może w nadopiekuńczości, w narzucaniu drogi powołania, partnera do małżeństwa etc. Tymczasem rodzice mają tylko pomóc odkryć dziecku jego własną, niepowtarzalną drogę, znaną tylko Bogu. Czyż mogą to uczynić bez pomocy Bożej? Jeśli sami nie umieją rozpoznawać woli Bożej względem siebie, to jak mogą pomóc w tym własnemu dziecku? Znów więc wraca problem dialogu z Bogiem. Ten dialog to inaczej życie wiarą w różnych szczegółach, życie słowem Bożym, modlitwą, metanoią, sakramentami, według sumienia dobrze uformowanego, życie utkane dobrymi czynami.
    W dialogu wychowawczym małżonkowie przede wszystkim winni pielęgnować i ożywiać świadomość, że oto ten małżonek jest postawiony przez Boga, a zaakceptowany przeze mnie, jako pierwszy i najważniejszy „przedmiot” ewangelizacji. Wobec współmałżonka mam być zatem apostołem i troszczyć się o jego zbawienie. W tym właśnie współmałżonku jest obecny Chrystus, którego przyjmuję albo odrzucam, przez którego prowadzi moja droga do zbawienia. Temu Chrystusowi, ukrytemu we współmałżonku mam służyć i wraz z nim dążyć do zbawienia. Nie ma innej drogi w małżeństwie jak droga we dwoje. Od momentu wejścia na drogę sakramentalną, czyli od ślubu, współmałżonek jest mi zadany jako najważniejsze powołanie życiowe: wraz z nim, we wspólnocie, mam pomóc sobie i jemu w drodze do zbawienia. Nieporozumieniem byłoby dążenie do wzrostu w pobożności w pojedynkę, czy też realizowanie apostolstwa poza rodziną, przy jednoczesnym braku wspólnoty małżeńskiej czy zaniedbaniach wobec współmałżonka. W dialogu wychowawczym małżonkowie mają sobie do ofiarowania te wartości, które cechują każdą z płci. Dzięki temu każda ze stron może ubogacać i być ubogacaną, obdarowywać i być obdarowywaną. Ta wzajemna wymiana i uzupełnianie się winny mieć miejsce we wszystkich zadaniach i funkcjach rodziny: w życiu religijnym, wychowawczym, a tym bardziej prokreacyjnym i rodzicielskim. [...]
    Realizowanie funkcji wychowawczej w rodzinie rozpoczyna się już od pierwszych chwil życia dziecka, a więc w okresie prenatalnym. Jeśli wychowanie jest wzajemnym obdarzaniem się człowieczeństwem, to szkoła tego „ubogacania w człowieczeństwo” rozpoczyna się już w relacji międzymałżeńskiej i przenosi się na relacje do poczętego dziecka. Wyraża się to w postawie oczekiwania, radości, akceptacji, troski w dawaniu i opiece. Rodzice obdarzają dziecko swoim dojrzałym człowieczeństwem, z kolei dziecko obdarza rodziców swym nowym i świeżym człowieczeństwem, które przynosi ze sobą na świat, W ten sposób rodzina staje się „szkołą bogatszego człowieczeństwa” (KDK 52).
    W wychowaniu religijnym rodzice powinni pamiętać, że religijności nie można dziecka „nauczyć” w sposób intelektualny. Religii człowiek musi doświadczyć. Życie religijne osób bliskich, a zwłaszcza rodziców, staje się dla dziecka bliskie, wypełnia jego potrzebę „Sacrum”, wpisaną w naturę człowieczeństwa. Sprawy religijne rodziców powinny stać się dla dziecka wartościami i to najważniejszymi. Struktura kochającej się rodziny, która motywy miłości czerpie z dialogu z Ojcem Niebieskim, ułatwia także dziecku poznanie, przyjęcie i miłowanie Boga jako kochającego Ojca. Liczne badania wskazują, że postawa rodziców, zwłaszcza obraz ojca, będzie rzutować na obraz Boga Ojca. Jeśli ojciec jest dla dziecka wzorem pozytywnym, wówczas postawa dziecka wobec Boga nabierze charakteru pozytywnego [...]
    Wychowania moralnego nie sposób dobrze realizować bez wychowania religijnego. Normy etyczne, powoli przyswajane przez dziecko, będą konsekwencją uznania Wartości Najwyższej, to jest samego Boga i pragnienia spotkania się z Nim. Liczni uczeni twierdzą, że wychowanie moralne dziecka może dokonać się tylko w rodzinie. Uczenie się życia moralnego przebiega powoli, obejmuje całe życie i wymaga stałej i czynnej korekty, a nade wszystko stałych wzorów postępowania. Warunki te może spełnić właśnie rodzina, w której wzorcem i wychowawcą będą rodzice, dziadkowie, rodzeństwo i inni członkowie emocjonalnie związani z dzieckiem. [...] Dzieci dorastające i dojrzałe będą bacznie obserwować życie moralne rodziców i weryfikować głoszone przez nich zasady z autentycznością w ich realizacji. Jeśli tego autentyzmu nie dostrzegą, wówczas bardzo szybko rodzice przestaną być dla nich autorytetem. Jeśli z kolei rodzice są niezmienni i konsekwentni w postawach moralnych, wówczas ich autorytet przedłuża się wobec dzieci i przekazywany jest jako dziedzictwo na dalsze pokolenia.
    Rodzina jest także pierwszym środowiskiem uspołecznienia się dziecka. W rodzinie, wśród rodzeństwa, dziecko uczy się podstawowych zasad życia grupowego, obyczajów i tradycji związanych z życiem wspólnotowym, nabiera umiejętności współdziałania z innymi, uczy się wrażliwości na drugiego człowieka i jego potrzeby. [...] Umiłowanie dobra wypracowanego we wspólnocie rodzinnej, na jakie składają się tradycje rodzinne, obrzędowość, zwyczaje, staje się podstawą umiłowania dobra wspólnego wszystkim, czyli Ojczyzny – jako dziedzictwa wszystkich rodzin pomnożonego wspólnym zatroskaniem i współpracą. Rodzina to mała ojczyzna, to komórka wielkiej Ojczyzny. Brak poszanowania wobec rodziców, dóbr rodzinnych będzie rzutował na brak poszanowania dobra wspólnego wszystkim rodzinom. Brak ładu i harmonii życia w rodzinie „odbije się” w anarchii i bezładzie życia społecznego w środowisku pozarodzinnym.

    ks. Marian Kaszowski
    „W stronę miłości. Formacja ewangelizacyjno-katechetyczna młodzieży
    pozaszkolnej”, Przemyśl 1995, s. 176-183.



    © 2001-2013 Centralna Diakonia DK