Rekolekcje dla par rejonowych filii warszawskiej

W dniach 13-15 października 2017 r. spotkaliśmy się w Brańszczyku nad Bugiem, aby wspólnie z nowo powołanymi parami rejonowymi i łącznikowymi filii warszawskiej pochylić się nad zadaniami par odpowiedzialnych wypływającymi z zasad DK.

W rekolekcjach uczestniczyło 26 małżeństw z archidiecezji warszawskiej, diecezji warszawsko-praskiej, płockiej, łowickiej, białostockiej, ełckiej, siedleckiej i włocławskiej. Posługę na rekolekcjach podjął ks. Andrzej Pawlak – moderator fili oraz trzy pary diecezjalne i para filialna filii warszawskiej.

W dużym skupieniu, a czasami z dużą radością spojrzeliśmy na drogę formacji w Domowym Kościele. Było to dla wielu przypomnienie, ale też nowe spojrzenie na znane sprawy naszej formacji ludzkiej. Konferencje i rozmowy w kawiarence wyjaśniły sporo zawiłości związanych z nową posługą. Wiele par odetchnęło z ulgą stwierdzając, że to, co ich czeka, to nie jest w gruncie rzeczy nic strasznego, wszystko da się ułożyć, ofiarując swoją posługę Bogu.

Świadectwa

Panu Bogu niech będą dzięki za czas rekolekcji. Uświadomiliśmy sobie, że miejsce, w którym jesteśmy, to odpowiedź na ofiarną pracę, służbę innych, tych, którzy nas formowali, modlili się za nas, pokazali swoim życiem, co jest ważne.

My pełniąc posługę pary rejonowej musimy pamiętać, aby dzielić się tym samym – przede wszystkim pokazać-zaświadczyć, że to Pan Bóg zaprasza, uzdalnia, nagradza ucztą, którą sam przygotował.

Jezus wskazał sposób służenia, „obmywania nóg”, poprzez działanie w pokorze, z miłością. Wyjeżdżamy z rekolekcji z przeświadczeniem, że jesteśmy na właściwym miejscu; sam Jezus nas wybrał i prosił, abyśmy szli i owoc przynosili.

Basia i Piotr

W dniach 13-15.10.2017 r. uczestniczyliśmy w rekolekcjach dla par rejonowych filii Warszawskiej, które odbyły się w Brańszczyku. Pojechaliśmy na nie, ponieważ w tym roku rozpoczynamy posługę pary rejonowej. Nim podzielę się owocami rekolekcji, chciałabym powiedzieć nieco o nas.

W DK jesteśmy od 2000 r. W pierwszych latach byliśmy bardziej zaangażowani w życie naszej wspólnoty, jednak z biegiem lat nasz zapał nieco ostygł. Nie uciekaliśmy (zbytnio) przed posługą, ale też pierwsi raczej nie wychodziliśmy z nią. Zamknęliśmy się w przytulnych „czterech ścianach” naszego małżeństwa i rodziny i… było nam dobrze i jakże spokojnie.

Przed wakacjami ustępująca para rejonowa zaproponowała nam kandydowanie do tej posługi. Uważaliśmy, że Panu Bogu nie wypada odmawiać, więc zgodziliśmy się. Teraz, z perspektywy czasu, zastanawiam się, na ile rzeczywiście wyrażaliśmy gotowość, ponieważ… byliśmy pewni, że nikt na nas nie będzie głosował. Przede wszystkim pary, które z nami kandydowały, to wspaniali ludzie, oddani DK, zawsze gotowi do służby. A my? Tacy zamknięci, niezaangażowani, nieznani…

Pan Bóg jednak nieustannie nas zaskakuje i zadziwia swoimi decyzjami. Czujemy, że to właśnie On się o nas upomniał wybierając do tej posługi… Przez całe wakacje oswajaliśmy się z tą myślą i jednocześnie z utęsknieniem oczekiwaliśmy rekolekcji dla par rejonowych, które to wyciszą nasze skołatane serca.

Podczas przeżytych rekolekcji Bóg przemawiał do nas nieustannie przez swoje słowo i ludzi, których stawiał na naszej drodze. Konferencje, których wysłuchaliśmy, utrwaliły tę wiedzę, którą już posiadaliśmy, jak również rozwiały wiele wątpliwości.

Bardzo wyryły się w mym sercu słowa: „Tak pracować, jakby wszystko zależało od nas. Tak się modlić, jakby wszystko zależało od Boga”. Chciałabym, aby stały się one mottem naszej 3-letniej posługi. Przypomniały one, że pierwsza i najważniejsza jest moja osobista relacja z Panem Bogiem. Jeżeli jej zabraknie, to wszelkie działania będą bezcelowe. Choćbyśmy wykonali dziesiątki telefonów, którymi będziemy zadręczać ludzi (a muszę przyznać, że w tym naprawdę jestem „dobra”), to nie odniosą one skutku, gdy z narzędzi Boga przemienimy się w działaczy. Musimy mieć w sobie pierwiastek zasłuchanej w słowa Chrystusa ewangelicznej Marii, ale również troszczącej się o sprawy przyziemne Marty. Nasza praca to pokorne służenie drugiemu człowiekowi. Jednak owoce, które z tego wynikną, nie należą już do nas, a wyłącznie do naszego Ojca. Mam w sobie pokój – wiem, że jeśli coś z ludzkiego punktu widzenia uda się nam – nie będzie to naszą zasługą i nie będziemy mieć prawa odczuwać z tego powodu chluby. Podobnie, jeśli coś nie wyjdzie – nie możemy się tym zadręczać.

Podczas rekolekcji poruszały mnie wszystkie kazania ks. Andrzeja (moderator filii warszawskiej). Na niedzielnej Eucharystii przypomniał przypowieść o dwóch synach, których ojciec prosi o pomoc w winnicy (Mt 21,28-32). Jeden z nich odpowiada: „nie chcę”, ale idzie do pracy. Drugi natomiast mówi: „tak, pójdę”, ale tego nie robi. Proszę Boga, bym nie była tym drugim synem, by za moim „tak” szły moje czyny, bym służyła ludziom i robiła to z pokorą. Jak powiedział ksiądz – najwięcej dokonuje się wówczas, gdy robimy coś w cichości, nie obnosząc się z tym.

Niedzielna Ewangelia mówiła o uczcie, na którą „wielu jest zaproszonych, a mało wybranych” (Mt 22,1-14). Dziękuję Bogu za to, że nie tylko mnie powołał, ale również wybrał. Chwała Panu!!!

Iwona, żona Tomasza

Rekolekcje były krótkie i bardzo intensywne, ale dające wiele do myślenia odnośnie posługi par rejonowych. Myślę, że nie przypadkowo na jednym z ostatnich spotkań padło pytanie: czy jesteśmy przygotowani do posługi? Próbowałem na nie odpowiedzieć w swoim sercu. Patrząc po ludzku, to chyba nie. To Pan Bóg powołuje i uzdalnia powołanych, dając łaskę na czas posługi.

W tym zaangażowaniu łączą się ludzkie siły z Bożym zamysłem. Chowając własne ja, mam na nowo odradzać się w Chrystusie, aby służyć chętnie i mieć poczucie odpowiedzialności za powierzone małżeństwa. Mamy wspólnie umacniać się na drodze do Chrystusa. Tak jak spalamy się w małżeństwie służąc sobie i rodzinie, tak samo małżeństwom, będąc jednocześnie zanurzonymi w miłości Chrystusa. W tę drogę nie wyruszam sam, idziemy we trójkę… „Choćbym kroczył ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty Panie jesteś ze mną…”.

Chwała Panu.

Tomasz, mąż Iwony