OAZA III stopnia na Ukrainie

Stało się już tradycją, że w wakacje na Oazę Rodzi III stopnia na Ukrainę zapraszane są rodziny z Polski. W tym roku z zaproszenia skorzystały 4 rodziny. Poniżej świadectwa uczestników: z Polski i z Ukrainy.

  1. Chrystus, wolna wola i cień Krzyża

Gwardijskie, a czasem Felsztyn, bo tak wymiennie nazywają tę miejscowość związani z nią księża, stała się na trzy dni oazą Oazy Rodzin III stopnia. Następnie na dziewięć dni był nią Kamieniec Podolski i na trzy Winnica. Rodzin, dla współprzeżywania misterium Kościoła z księżmi: Jarosławem z Winnicy i Wiaczesławem z Aleksandrii oraz z Basią, służebniczką Instytutu Niepokalanej Matki Kościoła z Felsztyna, przyjechało dziesięć: dwie porozumiewające się na co dzień po rosyjsku, cztery po ukraińsku i cztery po polsku. Na grupy zostaliśmy podzieleni według klucza – wszyscy z wszystkimi i dlatego w każdym z dwóch stworzonych na potrzeby oazy kręgów były po trzy małżeństwa z Ukrainy i dwa z Polski. Już we wczesnych świadectwach, podczas nieszporów, okazywało się, że modlitwa w dwóch językach i rozmowy w trzech dają odczuć katolickość Kościoła – jego wspólnotowość ponad podziałami oraz to, że w służeniu Bogu w człowieku niewiele się od siebie różnimy. Przez kolejne dni oazy uczestniczyliśmy w Mszach Świętych w kościołach przeżywających wielkie uroczystości: bierzmowanie, konsekrację kościoła, pamiątkę konsekracji, uroczystość świętych Piotra i Pawła i doroczne święto cudownego obrazu Matki Boskiej Latyczowskiej.

Wszędzie towarzyszył nam wspaniały, przeciągły śpiew Ludu Bożego w naszych dwóch bratnich językach, w mniejszych wspólnotach moderowany przez profesjonalne śpiewaczki, uczestniczki naszej aazy, Walę Kulik z Berdyczowa i Nataszę Francewicz z Żytomierza. Okazuje się, że przed ustanowieniem na nowo przez św. Jana Pawła II w latach osiemdziesiątych struktury Kościoła na Ukrainie, polski był językiem katolicyzmu tej ziemi. Stąd biało-czerwono-niebiesko-żółte wstążeczki i flagi w wielu świątyniach oraz ukraińskie i polskie modlitewniki i śpiewniki.

Ksiądz Jarosław przywołał w trakcie jednego z kazań wiersz Kamila Cypriana Norwida:
– Ojcze mój! Twa łódź
Wprost na most płynie –
Maszt uderzy!…wróć…
Lub wszystko zginie.

Patrz! Jaki tam krzyż,
Krzyż niebezpieczny –
Maszt się niesie wzwyż,
Most mu poprzeczny –

– Synku! Trwogi zbądź:
To znak – zbawienia;
Płyńmy! Bądź co bądź –
Patrz, jak się zmienia…

Oto – wszerz i wzwyż
Wszystko – toż samo.
Gdzie się podział krzyż?
– Stał się nam bramą.

Los męczenników napisał historię tej ziemi. Od czasów rewolucji do końca lat trzydziestych z terenów zajętych przez Rosję Sowiecką wywieziono do Kazachstanu lub wymordowano większość przyznających się do wiary katolickiej mieszkańców. Ze świadectw ojca Jarosława, moderatora oazy, pana Stanisława z Kamieńca Podolskiego i pani Rafaeli z niewielkiej wioski pod Kamieńcem (na pożegnanie wygrażała nam, zdawać by się mogło kułakiem, a pozbawiona była dłoni i dlatego tak to wyglądało) wynika, że wystarczyło przeżegnać się w drodze do pracy przed od dawna zamkniętym kościołem, żeby zostać aresztowanym i oskarżonym o szpiegostwo, lub kontrrewolucyjną działalność. Jeszcze pod koniec lat osiemdziesiątych modlącym się o zwrot kościoła w Winnicy pod ministerstwem w Moskwie, skandowano „wagzał – czemodan – Warszawa”. Wszyscyśmy niemi stali przed ich ofiarą – znakiem Piotra Skały – ludzi niezłomnych, którzy odrzuceni, węgielnym Kościoła stali się kamieniem.

Spotkania ze wspólnotą żywego Kościoła domowego, parafialnego, diecezjalnego, ormiańskiego i prawosławnego w Szaroweczce, Proskurowie (dzisiaj Chmielnicki), dwakroć w Felsztynie, Kamieńcu Podolskim i w Winnicy były festiwalami wzajemnego umacniania się. Szczególnie mocne było świadectwo chcących modlić się z nami trzech biskupów kamieniecko-podolskich: Radosława, Jana i Leona. Ten ostatni powiedział, że nawet gdy nad ranem o 3.00 wraca i choć mu się nie chce, zgina kolana w modlitwie brewiarzowej. My każdy oazowy dzień zaczynaliśmy godziną czytań i jutrznią o godz. 8.00, a kończyliśmy nieszporami o 23.00 bez dłuższych niż godzinę przerw, a i to nie każdego dnia.

Chrystus, wolna wola i cień Krzyża, jak połączyć te trzy rzeczywistości – zastanawiał się nasz oazowy myśliciel, Sergiej Dołgow z Charkowa podczas medytacji w kościele w Szaroweczce.

Iwona i Wojciech Urniaż, Raszyn-diec. warszawska

 

  1. Tajemnica Kościoła

Już kilka lat planowaliśmy przeżycie rekolekcji III stopnia. Nareszcie w tym roku Pan Bóg pozwolił nam brać w nich udział. Celem Oazy III stopnia jest odkrycie tajemnicy Kościoła. I dobrze, że to odkrycie robiliśmy u siebie, na Ukrainie, a nie w Rzymie. Bo odkrywaliśmy tajemnice Kościoła, w którym urodziliśmy się i gdzie żyjemy. A ta tajemnica jest bardzo głęboka. Od apostoła Andrzeja, który przyniósł Ewangelię na naszą ziemię, poprzez okrutne prześladowanie i wypróbowanie, aż do naszych czasów, kiedy wolno możemy wyznawać wiarę.

Te rekolekcje przeżywało 6 rodzin z całej Ukrainy i 4 rodziny z Polski. Doświadczenie międzynarodowości pomagało odkryć jedność Kościoła. Mimo, że żyjemy w różnych krajach, to jednak jest Ktoś, kto nas czyni bliskimi. To odczuwaliśmy podczas spotkań w grupach: szczere dzielenie się i otwartość na inną osobę, służąc nawzajem pomocą.

Przeżyliśmy razem z Żywym Kościołem udzielenie sakramentu bierzmowania, poświęcenie kościoła, rocznicę poświęcenia kościoła, odpust św. Piotra i Pawła, odpust Matki Bożej Latyczowskiej. Odwiedzaliśmy ormiański i prawosławny kościół, ruiny świątyń, gdzie w podziemiach zabijano ludzi za wiarę. Spotykaliśmy żywych świadków, którzy przeżyli te straszne czasy prześladowań. Odkryliśmy cenę naszej wiary i cieszymy się, że należymy do Katolickiego Kościoła!

Oleg i Walentyna Kulyk (Berdyczow, Ukraina)