Irlandia – rekolekcje ewangelizacyjne

Świadectwa z rekolekcji ewangelizacyjnych, które odbyły się w Irlandii w dniach 17÷20.03.2022 r. zorganizowane przez rejon Cork

 

Świadectwo 1

Witaj, napisałam to świadectwo specjalnie dla Ciebie. Chcę się podzielić moją historią.

Mam na imię Paulina, mam rodzinę, mieszkam w Irlandii i jestem dzieckiem Bożym.

Wiem to jednak od niedawna… To o Bożym dziecku rzecz jasna.

Wcześniej było inaczej…

Wcześniej myślałam, że Bóg to jest sobie gdzieś. A „mohery” i „dewoty” boją się odpowiedzialności, dlatego zrzucają wszystko na tego „biednego Boga”.

Kościół? Nie, dzięki. Jeszcze nie ma potrzeby. A Ci księża!!! ….

Moje życie było oderwane od wiary w myśl zasady „jestem wierząca, nie praktykująca” …  No, bo przecież Wigilię, Wielkanoc obchodzę… Żenada, co?

Aż w końcu przyszedł inny czas. Nie, nie było wypadku ani tragedii. Była po prostu książka Jacka Pulikowskiego, pt. „Jak zbudować dom tętniący życiem”. Małżeństwo kulało, książka ciekawa. Wniosek prosty: „nic do stracenia…”

Nie do końca była w Nas wiara w istnienie Pana Boga, ale szybko zaczęło się okazywać, że ten, w którego do końca nie wierzymy zna Nas lepiej niż my sami i jest od Nas mądrzejszy… Efekty powaliły na kolana – dosłownie…

Rozpoczęły się poszukiwania Pana Boga… I przyszło zaproszenie do Domowego kościoła, a później – bardzo szybko – na rekolekcje. Moja wiedza na temat rekolekcji była dość mocno ograniczona: jeżdżą tam się modlić…

Dzisiaj wiem, że rekolekcje to raczej zakrzywienie zarówno czasoprzestrzeni jak i całej rzeczywistości… Nie zmienia się nic, a jednocześnie zmienia się wszystko… Nie, nie da się tego opisać… To jest coś, co musisz przeżyć.

I wiesz, co? Pan tam był, czekał na mnie. Wiele mi pokazał, wytłumaczył… A jedno szczególnie zapadło w moją pamięć. Mieliśmy przyjąć Go, jako Pana i Zbawiciela. I w ciągu tej jednej Eucharystii tak wiele się stało… Wiedziałam, że przyjęcie Komunii świętej będzie przypieczętowaniem Nowej Umowy. Wyobraźnia rysowała mi obraz mnie samej stojącą nad przepaścią… Skoczyć czy nie skakać?! W momencie, kiedy strach zaczął przybierać na sile ksiądz Kamil powiedział do nas „nie bój się, skocz, a Jezus Cię złapie”…

Skoczyłam…

Zanim mnie złapał pokazał jednak coś, czego nie dostrzegałam…

Lecę nad tą przepaścią. Widzę tam złe rzeczy, przykre, smutne, grzeszne…

Ale wystarczyło, że zaczęłam szukać Pana, że zaczęłam się rozglądać, wystarczyło, że podniosłam głowę.

Zmiana perspektywy sprawia, że zrozumiałam. Leciałam po niebie, koło Pana. Tak jak zawsze. Tylko wcześniej tego nie widziałam…

I może mało jeszcze wiem w tej dziedzinie, ale wiem, że życie z Bogiem jest lepsze.

Wybieram to życie. Wybieram Pana Boga!

Wybieram Jezusa Chrystusa!

Chwała Panu!

Paulina z Irlandii

 

Świadectwo 2

Jesteśmy małżeństwem z 14 letnim stażem i rodzicami trójki dzieci. Chcemy podzielić się naszym świadectwem działania Boga podczas rekolekcji ewangelizacyjnych w Glencomeragh w Irlandii.

Uważaliśmy się za zgodną parę i szczęśliwe małżeństwo, a na rekolekcje trafiliśmy niejako przez „przypadek”, bo nie należymy do Domowego Kościoła.

Po dwóch dniach konferencji, dzielenia w grupach i wspólnego czasu dla małżonków okazało się, że nie mieliśmy świadomości pewnych ran w naszym małżeństwie.

Bardzo się różnimy. Jedno z nas jest otwarte, gadatliwe i od pewnego czasu w żywej relacji z Panem Bogiem. Drugie jest skryte, małomówne, zamknięte w sobie.  Pragnieniem nas obojga była szczera, otwarta wzajemna relacja małżeńska, nie tylko w codziennych obowiązkach (wychowanie dzieci, sprawunki), ale zwłaszcza w sferze duchowości. Jednak różnice między nami stały się wręcz przepaścią, której nie potrafiliśmy sami pokonać.

Trzeciego dnia rekolekcji był czas dla każdego małżeństwa przeznaczony na adorację Najświętszego Sakramentu. Każde z nas szło na to spotkanie z Bogiem z własnym pragnieniem w sercu. Przed rozpoczęciem ustaliliśmy, że chcemy prosić Pana Boga o Słowo dla nas.

Niestety było jak zwykle: jedno z nas spontanicznie na głos rozpoczęło modlitwę, dziękując i uwielbiając Pana, oczekując włączenia się do tej modlitwy współmałżonka, ale tak się nie stało. Po krótkim czasie zapadła całkowita cisza. Już żadne z nas nic nie mówiło. Zapadła przejmująca, nieznośna i pełna smutku cisza. I wtedy tylko jedno z nas prosiło w sercu Pana o Słowo z Pisma Świętego, które mogłoby nas umocnić i nam pomóc. Pan dał to Słowo, ale już nie było czasu, by wspólnie je przeczytać. Ten obraz naszego trwania przed Najświętszym Sakramentem doskonale uzmysłowił nam nasze małżeńskie zmagania. Wyszliśmy po adoracji bardzo przygnębieni.

Usiedliśmy jeszcze na chwilę, aby przeczytać Słowo od Pana: Księga Micheasza 4, 2-4

Dla mnie wszystko było bardzo jasne, zrozumiałe, ale dla mojego męża to był tylko zbiór nic nieznaczących słów, których w żaden sposób nie potrafił sparafrazować, jako nasze małżeńskie zmagania. Zaczęłam objaśniać mu, fragment po fragmencie, jak ja te słowa rozumiem odnośnie naszego małżeństwa. Mąż przyznał mi rację. Zauważył przesłanie, które mówiło o „zawieszeniu broni” między nami. Zrozumieliśmy oboje, że jeśli razem zaczniemy pracować nad sobą, zamiast walczyć „przekują miecze swe na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy.” (Mi 4,3) nasze małżeństwo będzie pełne obfitości i miłości „nie będą się więcej zaprawiać do wojny, lecz każdy będzie siadywał pod swą winoroślą i pod swym drzewem figowym” (Mi 4,3-4)

Następnego dnia weszłam do kaplicy, by chwilę się pomodlić. Zaraz po mnie wszedł mój mąż. Usiadł w ławce za mną. Trzymałam w rękach Pismo Święte. Chwilę siedzieliśmy w ciszy, ja w sercu prosiłam Boga o Słowo pocieszenia. Tak trudno było mi znieść skrytość mojego męża i brak jego otwartości na mnie i Boga. Usłyszałam szlochanie. Niewiele razy w życiu widziałam łzy mojego męża. Pamiętam, że towarzyszyły mu, przy narodzinach naszych dzieci, kiedy brał je pierwszy raz w ramiona. I zrozumiałam, że w tym momencie stało się coś na kształt narodzin. Łez było coraz więcej, płacz stał się doniosły. Te łzy były realnym dowodem na to, że Bóg dotknął i otworzył serce mojego męża. Zaczęłam na głos czytać słowa Pisma Świętego. Ufamy, że te słowa dał nam Pan i są dla nas symbolem naszego małżeństwa oraz piękną obietnicą: Księga Izajasza 54, 11-17

Minęły zaledwie 4 dni od zakończenia rekolekcji, a my już widzimy ich pierwsze owoce. Wprowadziliśmy modlitwę małżeńską, której u nas brakowało. Bardzo się na siebie otworzyliśmy, wspólnie uczestniczymy w życiu rodzinnym i obowiązkach, które do tej pory spoczywały tylko na jednym z nas. W naszych sercach zrodziło się pragnienie wspólnej małżeńskiej formacji. Taka możliwość istnieje w Domowym Kościele. Wszystko wskazuje na to, że niebawem weźmiemy udział w Dniu Wspólnoty Domowego Kościoła, po którym utworzony zostanie nowy, czwarty już krąg w Cork. Jesteśmy jednym z małżeństw, które do tego kręgu będzie należeć. Wszystko dzieje się bardzo szybko, ale z drugiej strony Bóg czekał już wystarczająco długo, byśmy pozwolili Jemu prowadzić nasze małżeństwo. Ufamy Mu. On ma dla nas najlepszy plan!

Bóg jest dobry!

Asia i Łukasz z rejonu Cork w Irlandii

 

Świadectwo 3

 

Szczęść Boże,

Zapisałem moją rodzinę na Rekolekcje Ewangelizacyjne w ośrodku Holy Family Mission, Glencomeragh House Kilsheelan, Churchtown, Co.Tipperary bez żadnego wahania. Wiedziałem, że mamy na nich być, pragnąłem dobrych zmian w życiu osobistym i rodzinnym.

W moim odczuciu te rekolekcje były doskonale przygotowane (organizatorzy-dobrze że jesteście), konferencje naszego kapłana ( ks. Kamil-dobrze że jesteś), praca w grupach (uczestnicy-dobrze że jesteście), Eucharystia każdego dnia (Jezu-dobrze że jesteś), Małżeńska Adoracja Najświętszego Sakramentu (żono-dobrze że jesteś). Całość dopełniła pantomima w wykonaniu dzieci i młodzieży (dzieci-dobrze że jesteście), która pokazała co robić, jaki obrać kierunek, gdy jesteśmy zagubieni.

Na tych rekolekcjach stanąłem w prawdzie i poczułem miłość oraz dobroć wśród jego uczestników (pamiętam jak śpiewaliśmy; gdzie miłość wzajemna i dobroć tam znajdziesz Boga Żywego).

Czuje, że jestem gotowy dźwigać krzyże stawiane na mojej drodze ziemskiego życia i zrozumiałem, że bez “krzyża” nie ma innej drogi do zbawienia.

Kiedy przyszedł moment wyjazdu nie chciałem opuszczać tego miejsca, a córka jeszcze przez parę następnych dni płakała ukradkiem, na pytana; dlaczego płaczesz?  odpowiadała; chce tam wrócić.

“Króluj nam Chryste-Zawsze i Wszędzie”

Paweł